Wydawnictwo Kobiece

Co poleca Emilia Szelest?

Czarne słońce – Żulczyk Jakub
Żulczyk to jeden z moich ulubionych, polskich pisarzy. W jego książkach abstrakcja łączy się z rzeczywistością, tworząc karykaturalne, a jednak prawdziwe obrazy społeczeństwa. Dlatego chętnie sięgnęłam po jego najnowszą książkę pt. Czarne słońce. Kompletnie nie wiedziałam z czym tym razem wyskoczy autor, bo zwyczajnie nie czytałam opisu. Od dawna jego książki kupuje w ciemno, nie sugerując się opisem i jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Zresztą moją ulubioną jego książką, jest debiut literacki pt. „Zrób mi jakąś krzywdę…” do której wracam za każdym razem, gdy mam zastój czytelniczy. No ale co z tym Czarnym słońcem? Książka okrzyknięta okrutną i „antypolską” powieścią z czym trudno się nie zgodzić, jednak taki jest Żulczyk – prowokuje do granic możliwości, a czy to robi ze smakiem, czy nie pozostawiam do ocenienia każdemu indywidualnie. Według mnie z Jakubem Żulczykiem, jest jak z Charlesem Bukowskim – albo się ich kocha, albo nienawidzi. Mnie już dawno autor uwiódł swoim piórem, głównie dlatego, że potrafi dobitnie trafić w sedno. Nie mam w zwyczaju kreślenia po książkach, ale często robię zdjęcia moich ulubionych fragmentów, by do nich wracać, kiedy tylko przyjdzie mi na to ochota. W przypadku Czarnego słońca nie mogło być inaczej. Ta książka jest inna. Może zrazić czytelnika opisami przemocy, co mi zupełnie nie przeszkadza. Sam główny bohater odrzuca, użycie słowa „bohater” jest tutaj absurdalny, albowiem lepiej brzmiałoby „antybohater”. Jedno jest pewne, takie postacie są rzadko spotykane w literaturze. Jest w nim jednak coś, co sprawia, że tkwi się w tej patologii razem z nim, a z czasem zaczyna się darzyć go sympatią. Dobro, zło, miłość, nienawiść, głupota, mądrość – to wszystko aż wypływa ze stron, skłania do myślenia, jak naprawdę wygląda nasza rzeczywistość, czy to co znaliśmy do tej pory jest takie oczywiste? Jestem pewna, że wielu z czytelników po lekturze Czarnego słońca spojrzy czujniej na otaczający nas świat i przede wszystkich nas samych. Jeżeli kogoś rażą wulgaryzmy i sceny przemocy to pozostaje mi rozłożyć ręce i nie polecać, bo mogą zniechęcić. W pozostałej kwestii warto przeczytać, a ja? Nadal będę kupować Żulczyka w ciemno :))

 

Nibynoc – Jay Kristoff
Nie kryje mojego uwielbienia do literatury fantasy i chętnie sięgam po nowe tytułu. Nibynoc leżała na mojej półce rok, bo zwyczajnie nie miałam czasu i ogromnie żałuję, że nie sięgnęłam po nią szybciej, przeczytałam w dwa dni, zarywając noce, ale było warto. To moje pierwsze spotkanie z autorem, ale po pierwsze czekam na kolejny tom serii, a po drugie nic mnie nie zatrzyma by przeczytać kolejne jego książki. O co chodzi w Nibynocy?
Wraz z główną bohaterką przenosimy się do świata, gdzie na niebie świecą trzy słońca, które nigdy nie zachodzą. Córka powieszonego zdrajcy wstępuje do szkoły dla zabójców, planując zemstę na tych, którzy zniszczyli jej rodzinę. Dziewczyna ma jednak niezwykły dar – potrafi rozmawiać z cieniami, włada nimi. Wstępując do szkoły trenuje pod okiem najniebezpieczniejszych zabójców w całej Republice. Nie ma tu miejsca na przyjaźnie. W walce o przetrwanie i miejsce w Czerwonym Kościele każdy jest przeciwnikiem. Świat głównej bohaterki jest brutalny, pełen fałszu i przebiegłości.
Książkę tę czyta się błyskawiczni. Jeżeli liczycie na urocze frazesy, etosy miłości, piękne opowieści o bohaterce to nie spotkacie ich na kartach tej powieści. Ta opowieść jest groźniejsza niż wydaje się na pierwszy rzut oka. I jeżeli wydaje wam się, że już wiecie jakie będzie zakończenie, to powiem jedno – mylicie się! Mnie samą zaskoczyło, chociaż wydawało mi się, że już wszystko wiem. I to jest najlepsze! Że czytając tak wiele pozycji, wciąż odnajduję takie, które potrafią wywołać uśmiech na mojej twarzy.

 

Diabeł wcielony – Donald Ray Pollock
Rzadko sięgam po horrory, ale tym razem skusił mnie opis, po którym przeczuwałam, że będzie mocno i nie pomyliłam się. Było mrocznie, brutalnie, ponuro i strasznie. Autor przedstawił nam mieszkańców Ohio i Zachodniej Wirginii od najgorszej strony. To nie jest lektura dla każdego. Nie spotkamy tu przerażającego klauna, duchów, czy nadprzyrodzonych zjawisk, a to co chyba budzi największy lęk, bo jest materialny – ludzkie potwory. To historia o ludziach, których nie chcielibyśmy spotkać. Nie zobaczymy tu również malowniczych miejsc, a raczej takie, w których nie powinniśmy błądzić, bo może się to dla nas skończyć źle. Nie jest to również lektura na chandrę, bo może jeszcze bardziej dobić. Wyzierająca z niej beznadzieja, ociekające złymi intencjami postacie przyprawiają czytelnika o gęsią skórkę. Autor wodzi nas za nos. Splata historie bohaterów, a samo zakończenie wbija w fotel. Jeżeli macie mocne nerwy to pozycja godna polecenia, jednak jeżeli oburzają was wątki religijne (i to w najgorszym swoim obliczu) to zdecydowanie radzę odpuścić. Wiem, że szykują ekranizację i jestem jej bardzo ciekawa, bo adaptacja tej powieści ma ogromny potencjał.


Skomentuj

Your email address will not be published.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*