365-dni-bez-zapałek_FRONT_RGB_72dpi_v01
365-dni-bez-zapałek_BACK_RGB_72dpi_v01365-dni-bez-zapałek_FRONT_RGB_72dpi_v01365

365 dni bez zapałek

39,90 31,90

taniej o: 8,00 (20%)

Claire Ross Dunn
5.00 out of 5 based on 4 customer ratings
4 opinie klienta
  • tłumaczenie: Agnieszka Falkowska
  • liczba stron: 368
  • oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Inspirująca i wzruszająca opowieść Claire Dunn, która podejmuje decyzję o rzuceniu pracy, lukratywnej posady i wygodnego życia i spędzeniu całego roku w zupełnej dziczy, w ramach programu surwiwalowego. Przeżyj z nią 365 dni z dala od cywilizacji!

szt.

Dostępność: 24h + czas dostawy

Czy kiedykolwiek zastanawiałaś się nad tym, aby uciec od cywilizacji i spędzić 365 dni w całkowitej dziczy? Wydaje się niewiarygodne? Jeśli tak, poznaj historię kobiety, która zdecydowała się na roczny pobyt w australijskim buszu, by zmierzyć się  nie tylko z naturą i jej żywiołami, ale także z własnymi słabościami…

Wypalona zawodowo Claire Dunn podejmuje decyzję o rzuceniu pracy, lukratywnej posady i wygodnego życia i spędzeniu całego roku w zupełnej dziczy, w ramach programu surwiwalowego. Nie spodziewa się jednak tego, co przeżyje, kiedy znajdzie się w swoim nowym domu – w buszu, w  którym zagrożenie czyha na każdym kroku, a dzień w dzień trzeba walczyć o schronienie, wodę, ogień i jedzenie.

Opowieść Claire odsłania się przed czytelnikiem na tle zmieniających się pór roku. Bohaterka przybywa do buszu latem – jest jeszcze wtedy pełna optymizmu i ideałów, ale wkrótce staje przed ogromnymi wyzwaniami natury fizycznej: sama musi sobie zbudować schronienie, uchronić się przed okropnymi insektami i rozpalić ogień, nie mając przy sobie nawet jednej zapałki. Kiedy jednak lato się kończy, Claire doświadcza załamania nerwowego. Czy uda się jej wytrwać? Czy uda jej się nawiązać więź z własnym wnętrzem, by odnaleźć sens życia?

365 dni bez zapałek tchnie specyficznym urokiem i głęboką mądrością. To opowieść kobiety, która wyrusza na poszukiwanie własnego „ja”, by całkowicie odmienić swoje życie.

Uwaga. Książka zawiera wkładkę z kolorowymi zdjęciami dokumentującymi walkę autorki ze wszystkimi żywiołami!

365 dni bez kontaktu z cywilizacją… Sprawdź, jak to jest…

„Odważna, trzymająca w napięciu książka… Opowieść Claire wciąga od pierwszej strony… Niesamowita lektura!”
– Anne Deveson

Wydawnictwo

Wydawnictwo Kobiece

Autor

Claire Ross Dunn

Podtytuł

Jak rok w australijskim buszu odmienił moje życie

ISBN

978-83-64645-38-9

Rok wydania

2015

Format

135×205 mm

Oprawa

Miękka ze skrzydełkami

Liczba stron

368

Tłumaczenie

Agnieszka Falkowska

Tytuł oryginału

My year without matches. Escaping the city in search of the wild

Stan

nowa, pełnowartościowa

Opinie: 4 o 365 dni bez zapałek

  1. Oceniony 5 na 5.

    kasiatuszek

    Uwielbiam książki będące zapisem i relacją z podróży niezależnie od jej kierunku i celu. Zawsze podziwiałam i darzyłam szacunkiem ( i oczywiście nadal tak jest ) osoby, które samotnie żeglują po wodach oceanu, wspinają się na najwyższe szczyty i budowle świata, przemierzają dżungle, lasy, pustynie i inne egzotyczne miejsca. Ci ludzie podejmują ryzyko, kierują się odwagą i determinacją, a zarazem ciekawością. Narażają swoje zdrowie i życie, bowiem w czasie wyprawy tak naprawdę muszą walczyć o każdy następny dzień. Ale również toczą bitwę ze samym sobą, swoimi słabościami, strachem i bólem.

    Zapewne każdy lub prawie każdy z nas nie raz pomyślał o tym, żeby uciec od problemów, kredytów, ludzi bądź miejsc. Krótko mówiąc od rzeczywistości, która czasami nas przytłacza. Udać się na bezludną wyspę, pobyć w samotności i zastanowić się nad naszym życiem. Niekiedy taka wyprawa staje się naszym marzeniem, który z różnych powodów nie może być zrealizowane. Pragniemy oderwać się od narzuconych nam schematów, planów, relacji. Chcemy robić to, na co mamy ochotę i sami decydować o czasie, w którym tego dokonamy.

    „365 dni bez zapałek” jest zapisem autorki z rocznego pobytu w australijskim buszu. Claire Dunn przez wiele lat pracowała jako aktywistka, która walczyła w obronie lasów. Pisała petycje, udzielała przed kamerami komentarzy dotyczących realizowanych protestów. Jej miłość do natury, lasów zaczęła się kiedy związała się z Danielem. Wspólnie szkicowali plany ratowania lasów, uczestniczyli w wiecach, jeździli na wycinki drzew i dokumentowali łamanie praw, które regulowały gospodarkę leśną, a następnie przekazywali dane odpowiednim organom. Claire po jakimś czasie rozstała się z Danielem. Później podjęła się wolontariatu w organizacji ochrony środowiska, gdzie następnie zaoferowano jej płatną posadę. Jednak polegała ona na wykonywaniu pracy głównie przed komputerem, zatem skończyły się wszelkie wyjazdy. I wtedy Claire uświadomiła sobie, że potrzebuje przerwy. Każdy dzień jest dla niej harówką, wykonuje kolejno po sobie następujące zadania. Większość znajomych ułożyła sobie życie, zakładając rodziny, budując domy, biorąc kredyty, rodząc dzieci. A ona skupiała się wyłącznie na pracy. Postanawia zatem zapisać się na warsztaty dotyczące sztuki przetrwania. Po nich decyduje się na udział w projekcie, zakładającym roczną egzystencję w australijskim buszu. Wraz z kilkoma innymi uczestnikami przedsięwzięcia bierze udział w zajęciach prowadzonych przez instruktorów na miejscu, które trwają pierwsze sześć miesięcy. Nabywają wiedzę dotyczącą budowy schronienia, rozpalania ognia za pomocą świdra ręcznego, czerpania wody z różnych źródeł, rozpoznawania śladów zwierząt i odgłosów ptaków, polowania, konstruowania pułapek, a także lepienia naczyń z gliny. Program zakładał stopniowe ograniczanie używania przedmiotów ze świata zewnętrznego, musieli nauczyć się korzystać z tego, co oferuje im las, natura. Obowiązywały ich również zasady, np. zakaz spożywania alkoholu, poza obozem mogli spędzić jedynie trzydzieści dni i przyjmować gości również przez trzydzieści dni. Kolejne sześć miesięcy byli skazani tylko i wyłącznie na siebie.
    Jak Claire sobie radziła na zajęciach ? Co sprawiało jej najwięcej trudności ? Czym okazała się dla niej ta wyprawa ? Czy była tylko świetną przygodą, a może przede wszystkim podróżą w głąb siebie ?

    W trakcie czytania książki przez cały czas wyobrażałam sobie siebie pośrodku ogromnego, tajemniczego i nieprzewidywalnego lasu. Zastanawiałam się, czy poradziłabym sobie w takich warunkach, czy miałabym odwagę spać w ciemnym lesie, w szałasie, do którego w każdej chwili może wpełznąć wąż; czy wytrzymałabym ukąszenia komarów ( chyba nie ) i ugryzienia mrówek i innych insektów; czy podjęłabym się zjedzenia owadów; czy umiałabym zabić jakiekolwiek zwierzę, które miałoby stać się moim posiłkiem; czy poradziłabym sobie z doskwierającą tam samotnością ? Mogłabym wymieniać tak bez końca. Pewnie gdybym musiała, to wytrzymałabym. Ale z własnej nieprzymuszonej woli na dzień dzisiejszy nie podjęłabym się takiego zadania. Z drugiej strony „nigdy nie mów nigdy”.

    Jestem pod ogromnym wrażeniem książki, jej treści, ale także samej autorki. Sama nawet stwierdziła, że ta wyprawa była istnym szaleństwem. Oczywiście nabyła wiele przeróżnych umiejętności, które były niezbędne do przetrwania w buszu o każdej porze roku. Na pewno doznała wielu niesamowitych wrażeń z obcowania z przyrodą, naturą. Zaprzyjaźniła się z ptakami, potrafiła je rozróżnić i rozpoznać po wydawanych dźwiękach. Gawędziła z drzewami i innymi roślinami. Miała swoje ulubione miejsce, gdzie przesiadywała prowadząc długie rozmowy z eukaliptusami. Ta wyprawa odmieniła jej życie, pokazała, że można przeżyć bez środków masowego przekazu, bez restauracyjnych posiłków, bez pracy i pieniędzy. Przede wszystkim to była podróż w głąb siebie, walka z własnymi słabościami, bólem fizycznym ( odciski, ugryzienia i pęcherze ), strachem, a także tęsknotą za bliskimi i samotnością.
    Książka bardzo mi przypadła do gustu. Skłania nas do refleksji, uświadamia nam, że życie jest jednym wielkim wyzwaniem, że czasami warto odciąć się od otaczającej nas rzeczywistości i zrealizować nasze nawet najbardziej skrajne i nierealne marzenia. Może warto podjąć ryzyko i wziąć udział w szkole przetrwania albo pobyć sam na sam z naturą, korzystając tylko i wyłącznie z jej dobrodziejstw, ażeby przekonać się kim jesteśmy i ile jesteśmy w stanie udźwignąć.

    Reasumując, książka jest po prostu rewelacyjna. Dodatkowym jej atutem są piękne zdjęcia, które pokazują życie codzienne uczestników projektu w australijskim buszu. Z przyjemnością będę do niej wracać, bowiem zawiera głęboką i przejmującą treść.

    http://wielbicielka-ksiazek.blogspot.com/

  2. Oceniony 5 na 5.

    pirandello

    „Byłam niczym marionetka, która nagle odkryła, jak silnie związana jest z poruszającym ją lalkarzem.”

    Niezwykle interesujący i motywujący sposób wybrała autorka, aby osiągnąć spokój, równowagę i harmonię w życiu. Przebywanie przez rok w dzikim australijskim buszu, tak aby móc jak najgłębiej zajrzeć w siebie, popracować nad własnym ego, to skrajne i ekstremalne rozwiązanie, ale jakże ekscytujące i barwne. Z wielkim podziwem i uznaniem czytałam zapiski Claire, urzekła mnie prawdziwość tej fascynującej przygody, surowość porządku przetrwania, intensywność okresów zwątpienia, załamania i kryzysu, ale także rosnącej wewnętrznej siły, zrozumienia i akceptacji własnego rytmu duszy. Dlaczego tłumionym przez wiele lat emocjom tak łatwo jest zasłonić prawdę o nas samych? Jak pokonać własne słabości i wykorzystać swój potencjał? Gdzie kończy się ślepe parcie w stronę celu a zaczyna świadome płynięcie z prądem serca? Czy faktycznie rozszerzając naszą świadomość wzbogacamy zdolność odczuwania i wyzwalania uczuć?

    Życie w dzisiejszych czasach cechuje wieczny pośpiech, nieustanna pogoń, nakładające się na siebie zadania, których wykonanie obarczone jest presją upływającego czasu, nie znajdujemy chwil na pełną satysfakcję z osiągniętego sukcesu. Okazuje się, że coś co kiedyś było wielką pasją teraz może nas zasadniczo ograniczać w dalszym rozwoju, działać destrukcyjnie na psychikę i pozbawiać zapału do działania. Odczuwamy wówczas efekt wypalenia, wyczerpania cielesnego, duchowego i uczuciowego. Dlatego tak istotne znaczenie mają naturalne przerwy przeznaczone na rozmowę z samym sobą, podczas których dociekamy wiedzy i prawdy o sobie, poszukujemy mądrości w postępowaniu, odkrywamy własne ego i wypracowujemy z nim porozumienie. Autorka uświadamia nam, że pełny spokój uzyskać możemy dzięki obserwacji przyrody, prób jej zrozumienia, czerpania z niej wzorców i uczenia się od niej. Nawet nuda samotnego życia w buszu nabiera sensu, zagłusza strach, zachęca do samokrytyki i wątpliwości, konieczności uzasadnienia swojego istnienia. Zostawiając świat zewnętrzny Claire przestraja zmysły na wyższe częstotliwości i mierzy się z wewnętrznym mrokiem.

    Czterem porom roku towarzyszą zasadnicze aspekty przetrwania – schronienie, woda, ogień i pożywienie. Śledziłam zaangażowanie autorki, wielką determinację, cierpienie fizyczne i psychiczne, radość z odkrywania siebie, zaspakajanie potrzeby ciekawości i zrozumienia otaczającego ją świata, a do tego zajmujące opisy australijskiej fauny i flory. Książkę wspaniale się czyta, przekonuje nas swoją szczerością, prawdziwością, otwartością i naturalnością. Zagłębiając się w nią czujemy, że oprócz historii Claire towarzyszą nam z wielką intensywnością także nasze życiowe retrospekcje, zastanawiamy się jak to wygląda z naszej perspektywy, jakie związane są z tym konsekwencje i zależności. Mocno zrelaksowałam się przy tej publikacji, przyglądałam się silnemu odczuwaniu przez autorkę naprzemienności wyciszenia i ekscytacji, zrozumienia i bezradności, zaufania i zawodu. W pewien sposób i ja zajrzałam w głąb siebie, inicjując odnalezienie odpowiedzi na wiele pytań od dłuższego czasu domagających się mojej uwagi.

    bookendorfina.blogspot.com

  3. Oceniony 5 na 5.

    poddaszeliterata

    Na ogół recenzję piszę tuż po przeczytaniu książki. Podczas lektury myśli same układają mi się w głowie, a ostatnia strona jest niczym kropka nad i, spaja wszystko w całość, kreując przed moimi oczami idealną wizję. Przesiewam potem to wszystko przez sito wniosków, pytań i logiki, by nadać mojemu tekstowi ostateczny kształt. W przypadku „365 dni bez zapałek” było zupełnie inaczej. Potrzebowałam kilku dni, by raz jeszcze przemyśleć lekcję, jaką Claire Dunn dała czytelnikowi na ponad trzystu stronach książki, która stanowi niepowtarzalny i niezwykle szczery dziennik z wyprawy w australijski busz.

    „Najtrudniej jest uwierzyć, że to możliwe, że można zrobić to, na co zawsze miało się ochotę, co przemawia do ciebie bardziej niż wszystko inne”.

    Claire Dunn czuje się wypalona. Praca, która dawała jej satysfakcję i poczucie sensu stała się dla niej udręką, przykrym obowiązkiem pozbawionym radości. Jej znajomi układają sobie życie, biorą kredyty hipoteczne i osiedlają się w różnych zakątkach świata, by założyć rodzinę, cieszyć się obecnością dzieci i przyjaciół. Claire tak nie potrafi. Miłość do natury ciągnie ją w stronę lasu, zachęca do samotnych wędrówek, oferuje cichą przystań pośród listowia. W obliczu zagubienia pozostaje tylko jedno: powrócić do korzeni.

    „Dopiero gdy zamieszkałam w lesie, zrozumiałam, że właściwie nic o nim nie wiem”.

    365 dni z dala od cywilizacji to wyzwanie, projekt, który ma na celu przybliżyć człowieka do ziemi. To okazja, by sprawdzić swoje survivalowe umiejętności, instynkt przetrwania, swoją wytrzymałość i wewnętrzną siłę. Szóstka uczestników tego nietypowego przedsięwzięcia ma za zadanie zbudować sobie nieprzemakalne schronienie oraz zapewnić sobie dostęp do ognia. Z czasem jednak ułatwienia w postaci zapałek znikają, a wspólnota musi sobie radzić za pomocą świdra i podkładki. Przebywanie w dziczy zmusza bohaterkę do refleksji nad własnym życiem, uzewnętrznia wady, obiera z wierzchniej warstwy, ukazując każdą słabostkę, lecz także każdy zalążek siły. Dunn przekonuje się, że brzydzi ją przemoc i okrucieństwo, odkrywa że polowania napawają ją strachem, a jedzenia szuka wśród rosnących w buszu krzewów. Bohaterka ma przed sobą niezwykle długi rok, którego owocem będzie poznanie siebie, a także przyrody, która żyje obok nas jak dobry sąsiad, nawet wówczas, kiedy mijamy ją bez żadnej uwagi.

    „Niewiele urośnie na twardej skale.
    Bądź rozkruszony. Bądź roztrzaskany.
    Wtedy dzikie kwiaty pokażą się tam,
    gdzie ty.
    Byłeś silny zbyt długo.
    Spróbuj czegoś innego. Poddaj się”.

    Książkę Claire Dunn powinno się rozdawać w szkołach, czytać dzieciom na dobranoc i wkładać w ręce wątpiącym. To definitywnie jedna z tych pozycji, którą powinien przeczytać każdy. „365 dni bez zapałek” pokazuje świat z zupełnie innej strony, ukazuje duszę w pozornie nieżywych przedmiotach, otwiera oczy na wszystko to, co industrialna codzienność zamiata pod dywan. Wśród surowej, dzikiej przyrody nie ma dróg na skróty ani beztroskiej frywolności, lecz nie sposób spotkać się tu także z kłamstwem, nienawiścią czy przygnębieniem. Dunn w doskonały sposób zwraca uwagę na łagodny rytm natury, w której wszystko jest spokojną radością, pogodzoną z naturalnym pulsem czasu, z przemijaniem, starzeniem się, umieraniem. W dzikich ostępach – nie tylko w Australii, lecz na całej Ziemi – cisza to tylko pozór, wierzchnia warstwa, pod którą, niczym pod liśćmi, ukryte jest tętniące, wypełnione ekstazą życie.

    Kim jestem? Dokąd zmierzam? Gdzie odnajdę siebie? Jak długo muszę szukać odpowiedzi? Podczas pobytu w buszu nie sposób uniknąć tych pytań. Wracają jak mantra. Zmieniają się w uderzenia stóp o szorstkie podłoże, w śpiew chwostków, w miarowy trzask palących się drew…

    /Poddasze Literata

  4. Oceniony 5 na 5.

    Martusia Baristka

    Ale to ciekawe. Okładka wyglądała mi mało kobieco, ale kiedy przeczytałam opis, stwierdziłam, że siła kobiecości ma wiele znaczeń. Dzikość, siła, cała Ziemia śpiewu duszy, busz – naturalnie i w głowie.
    co ta książka ze mną zrobiła…. miazga!

Dodaj opinię