Zakochani po uszy 72
Zakochani po uszy 3DZakochani po uszy 72

Bluff Point. Zakochani po uszy

36,90 29,90

taniej o: 7,00 (18%)

Jenn McKinlay
3.67 out of 5 based on 3 customer ratings
3 opinie klienta
  • tłumaczenie: Monika Wiśniewska
  • oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Pogodna i romantyczna historia dwójki ludzi, którzy mają za sobą trudne doświadczenia w miłości. Gdy Mac znajduje w miasteczku Bluff Point małego boksera, udaje się z nim do Gavina, który jest jedynym weterynarzem w okolicy. Dzięki pieskowi zaczynają mieć ze sobą coraz częstszy kontakt, który zaczyna przeradzać się w uczucie.

szt.

Dostępność: 24h + czas dostawy

Wciągająca komedia romantyczna z merdającym ogonkiem w tle!

Mac opuściła rodzinne miasteczko Bluff Point po tym, jak siedem lat wcześniej została porzucona przed ołtarzem. Teraz wraca na dwa tygodnie z okazji zbliżającego się wesela przyjaciółki. To idealny moment, by raz na zawsze rozprawić się z bolesnymi wspomnieniami.

Gavin jest weterynarzem i od zawsze miał słabość do Mac. Cieszy się, że będą mogli spędzić ze sobą czas na imprezie ślubnej. Nie spodziewa się jednak, że połączy ich coś zupełnie innego. Tak właściwie, to ktoś.

Kiedy Mac znajduje wystraszonego małego pieska, szuka pomocy u Gavina. Kobieta stara się znaleźć mu nowy dom. Czy jednak zdecyduje się go oddać? Czy dzięki uroczemu szczeniakowi Mac i Gavin odkryją, że czują do siebie coś więcej?

 

O autorce

Jenn McKinlay – amerykańska bestsellerowa autorka „The New York Times”, „USA Today”, „Publisher’s Weekly” znana z wciągających komedii romantycznych.

Wydawnictwo

Wydawnictwo Kobiece

Autor

Jenn McKinlay

ISBN

978-83-66074-33-0

Rok wydania

2018

Format

13.5 x 20.5 cm

Oprawa

Miękka ze skrzydełkami

Tłumaczenie

Monika Wiśniewska

Tytuł oryginału

Bluff Point # 1. About the dog

Ean

9788366074330

Stan

nowa, pełnowartościowa

Opinie: 3 o Bluff Point. Zakochani po uszy

  1. Oceniony 3 na 5.

    pospolitaola

    Po książkę sięgnęłam głównie ze względu na to, że po opisie wydawało się, że w tej historii pies będzie jednym z jej głównych elementów… A niestety nie do końca tak było. Zacznijmy od tego, że będąc przy setnej stronie, pies jeszcze nie został wprowadzony… Później pojawił się na trochę, a następnie ponownie zniknął na kilka rozdziałów… Bardzo mi się to nie podobało. Liczyłam na romantyczną historię, gdzie zwierzak będzie takim łącznikiem zakochanych, a okazało się, że był tylko dodatkiem.
    Sama historia jest całkiem przyjemna i ciekawa. Co prawda psiak pojawia się sporadycznie, ale jest idealnym dopieszczeniem całości.
    Niektóre sytuacje bywały zabawne, a inne wymuszone i niepotrzebne 🙂 Wszystko zsumowując razem, okazuje się, że to całkiem przyjemna pozycja, ale nie ma co oczekiwać fajerwerków. Jeżeli masz zamiar po nią sięgnąć tylko ze względu na występującego tam psa, to zdecydowanie nie polecam, zawiedziesz się 😀
    Całość opisywana jest przez narratora wszechwiedzącego, co średnio przypadło mi do gustu. Początkowo musiałam wszystko czytać po trzy razy, z czasem jednak się przyzwyczaiłam i było już tylko lepiej 🙂 Zdecydowanie bardziej wolę historie, które są opisywane z punktu widzenia bohaterów.
    Podsumowując, była to całkiem przyjemna pozycja na letnie wieczory. Jednak powiem szczerze, że oczekiwałam fajerwerków, ale ich nie było. Taki przeciętniak 🙂
    http://pospolitaola.blogspot.com/2018/07/recenzja-ksiazki-zakochani-po-uszy-jenn.html

  2. Oceniony 4 na 5.

    Książka Non Stop

    Wydawnictwo Kobiece w swojej bogatej ofercie skrywa perełki. Osobiście często przeglądam ich internetową witrynę w poszukiwaniu lektur godnych uwagi. Starannie wczytuję się w krótkie notki na temat fabuły i zacieram rączki. Tak właśnie było przy książce „Zakochani po uszy” autorstwa Jenn McKinlay. Sympatyczna żółć okładki już od pierwszego spojrzenia wywołuje pozytywne emocje i podsuwa obietnicę, że treść również przypadnie nam do gustu. Trudno oprzeć się takiej pozycji.

    Można dzielić nas na przeróżne grupy. Jedni uwielbiają chomiki, drudzy mówią im stanowcze nie, jedni przepadają za królikami, drudzy zaś wzruszą ramionami… wymieniać można bez końca. Teraz jednak głównie bierzemy na tapetę dwie grupy. Tych, którzy pałają gorącym uczuciem do psów i tych, którzy na piedestale bezapelacyjnie stawiają koty. Niniejsza książka to trochę ukłon w stronę pierwszych wymienionych. Ale tylko trochę…

    Emma szykuje się na najważniejszą uroczystość w swoim życiu. Lada moment poślubi Brada. Na kilka tygodni przed ślubem przygotowania trwają w najlepsze. Na miejsce, gdzie ma się odbyć ceremonia, po długiej nieobecności przybywa Mac. Dziewczyna przed siedmioma laty została porzucona przed ołtarzem właśnie w tym kościele, w którym ślubować będą jej przyjaciele. Teraz obawia się, jak zareaguje na dobre znane miejsca i bolesne wspomnienia z nimi związane. Jednak jak się okazuje, może odetchnąć z ulgą, gdyż wir wydarzeń, w jakie chcąc nie chcąc zostanie wplątana, nie pozostawi w jej sercu zbyt wielkiej przestrzeni na lęk. Kiedy Emma prosi przyjaciółkę, by ta otoczyła opieką jej zranionego przez rozstanie z ukochaną brata, Mac nie wie, czy cieszyć się, a może wręcz przeciwnie? Kiedyś coś połączyło Gavina i Mackenzie… dziewczyna usiłuje to wyprzeć z pamięci aż tu nagle pojawia się ta prośba. Odmówić nie może, więc pozostaje jej tylko jedna możliwość, udawać, że wydarzenia z przeszłości ani trochę jej nie obchodzą. Jak to jednak bywa rozum swoją drogą a serce w zupełnie innym kierunku.

    „Zakochani po uszy” to książka z gatunku lekkich i bardzo przyjemnych w odbiorze. Nie wystąpiły żadne zgrzyty podczas czytania, które spowolniłyby lekturę, czy też sprawiły, że nie mam ochoty na ciąg dalszy. Mam i to spory apetyt na więcej od tej autorki. Było zabawnie i romantycznie. Czego chcieć więcej? Jeżeli chodzi o psa, o którym wydawca wspomina na okładce książki, bo sądzę, że warto o nim wspomnieć, to, jeśli ktoś sięgnie po tę powieść tylko, albo przede wszystkim, ze względu na zwierzaka, mocno się rozczaruje. Psiak jest taką maleńką, rozgrzewającą serce wisienką na torcie, dla mnie to akurat był atut. Teraz z niecierpliwością oczekuję tomu II. Będę na niego polować, na pewno. 🙂

  3. Oceniony 4 na 5.

    karolinamarek88

    Po typowy delikatny romans sięgam naprawdę sporadycznie. To zdecydowanie nie moje klimaty, bo spokojna książka to książka nie dla mnie. Tylko jak odmówić sobie przeczytania powieści, gdy wśród bohaterów są czworonożni przyjaciele? Nie ważne czy to mruczący kot, galopujący koń czy merdający ogonem pies. Ważne, że któreś z nich jest, bo to oznacza, że pozycję tę odhaczę jako przeczytaną. Jenn McKinlay postanowiła stworzyć serię właśnie z merdającym ogonkiem, a „Zakochani po uszy” to jej pierwszy tom.

    Mackenzie poprzez ślub jednej z przyjaciółek zmuszona jest wrócić do Bluff Point, skąd uciekła siedem lat temu. Jej marzeniem było nie pokazywać się tam już więcej po tym, jak została w upokarzający sposób porzucona przed ołtarzem. Jedyne czego była pewna do tej pory to, że zapadnie się pod ziemię na widok pierwszej lepszej znajomej osoby. Problem jest taki, że Bluff Point to mała miejscowość i wszyscy się tu znają, więc Mac jest w naprawdę niekorzystnej sytuacji. Jednak czego nie robi się dla przyjaciółki. Postanawia schować dumę do kieszeni i być z Emmą w jej ostatnich dniach bycia panną.

    Pierwsze problemy pojawiają się jednak już w dzień przyjazdu w rodzinne strony. Ku jej ogromnemu zdumieniu nie czekała na nią ukochana przyjaciółka, tylko jej brat Gavin, którego Mackenzie obiecała sobie solennie unikać przez całe dwa tygodnie pobytu. Choć minęło siedem lat, to aż za dobrze pamiętała, co ich połączyło. Wszystko komplikuje fakt, że młodszy brat Em to już nie jest po prostu wyrośnięty nastolatek, tylko wyjątkowo przystojny mężczyzna. Plany Mac rozsypują się jak domek z kart, a najgorsze (ale czy na pewno?) jest to, że Gav robi wszystko by wskrzesić te stare wspomnienia i stworzyć nowe, które być może połączą ich ponownie.

    Jako, że Emma całe dwa tygodnie przed samym ślubem rozplanowała jako niezwykle pracochłonne, a Mac i Gav mają być swoimi partnerami na tym wydarzeniu to ciężko by się wzajemnie unikali. Szczególnie jeśli unikanie we krwi ma tylko jedna z dwóch osób.

    Spytacie pewnie gdzie ten szczekający bohater? No właśnie pojawia się, ale jak dla mnie było go zbyt mało, jak na serię „z merdającym ogonkiem”. Owszem pojawia się, potem znika i znów się pojawia. Faktycznie mała Azalia robi wszystko by drogi Mackenzie i Gavina co rusz się krzyżowały, ale by móc to zaliczyć do powyższej serii to dla mnie zdecydowanie za mało.

    Za to na ogromny plus zasługują perypetie przyjaciółek. Sama chciała bym mieć tak zwariowane towarzyszki i przygody podobne do ich. Na pewno nie narzekała bym na sporą dawkę humoru i wesołe towarzystwo. To ratuje całą książkę, choć nie naprawi faktu, że szczeniaka jest tu zbyt mało. Dobrze, że to co faktycznie jest, jest fajnie przedstawione. Pozycja do przeczytania maksymalnie w dwa wieczory. Czekam na kolejną część by zobaczyć czy będzie w niej więcej psa niż w pierwszej!

Dodaj opinię