Aideen_72dpi
Aideen_3DAideen_72dpi

Bracia Slater. Aideen

29,90 23,90

taniej o: 6,00 (20%)

L.A. Casey
4.40 out of 5 based on 5 customer ratings
5 opinii klienta
  • tłumaczenie: Sylwia Chojnacka
  • liczba stron: 176
  • oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Kontynuacja trzeciego tomu bestsellerowej serii o braciach Slater.

szt.

Dostępność: 24h + czas dostawy

Kontynuacja trzeciego tomu bestsellerowej serii o braciach Slater

Aideen Collins jest na skraju załamania. Ma wszystkiego dosyć, począwszy od ciąży. Przede wszystkim jednak nie może znieść swojego chłopaka i jego ciągłych wybuchów.

Po raz pierwszy w życiu Kane Slater jest naprawdę szczęśliwy. Ma u boku kobietę, którą kocha i niedługo zostanie ojcem. Wydaje mu się, że wreszcie wszystko będzie dobrze.

Kiedy zostają rodzicami, zaczynają odczuwać strach, który czai się za ich plecami. Żadne z nich nie chce przyznać, że cień z przeszłości zaczyna niszczyć ich związek. Aideen jest zdeterminowana i zrobi wszystko, aby ochronić swoją rodzinę.

Aideen kocha Kane’a. Aideen dba o to, co kocha.

 

Absolutnie zakochałam się w tej książce, jak zresztą w każdej z serii Bracia Slater. Uwielbiam historię Kane i Aideen, tak różną od całej reszty

– Caz, Amazon.com

NIE przeskakuj tej książki do kolejnych z serii! Jest tak zabawna, seksowna i odkrywcza, że każdy fan serii Bracia Slater absolutnie musi ją przeczytać!

– MissSmoak, Amazon.com

Wydawnictwo

Wydawnictwo Kobiece

Autor

L.A. Casey

Cykl

Bracia Slater

ISBN

978-83-65601-01-8

Rok wydania

2018

Format

13.5 x 20.5 cm

Oprawa

Miękka ze skrzydełkami

Liczba stron

176

Tłumaczenie

Sylwia Chojnacka

Tytuł oryginału

Slater Brothers. Aideen

Ean

9788365601018

Stan

nowa, pełnowartościowa

Opinie: 5 o Bracia Slater. Aideen

  1. Oceniony 5 na 5.

    katherine_the_bookworm

    Ta opinia pochodzi z profilu: https://www.instagram.com/katherine_the_bookworm/

    Wszystko, co dobre kiedyś się kończy. Nawet moja ulubiona część serii Bracia Slater. Ale jakież to było zakończenie! Na tych 174 stronach działo się więcej niż w niejednej 500-stronicowej cegle. Historia „Aideen” rozgrywa się kilka tygodni po wydarzeniach „Kane’a” i stanowi jego idealne uzupełnienie. W książce tej oczywiście nie zabrakło wielu absudalnych, a przez to szalenie zabawnych sytuacji, dialogów przyprawiających o niekontrolowane ataki śmiechu, ale nie obyło się również bez momentów wzruszeń i drobnych dramatów. Emocje po wydarzeniach z „Kane’a” jeszcze nie opadły, a już pojawiły się kolejne problemy zakłócające spokojne życie rodziny Slaterów. Oj, działo się! Tajemnice, niespodziewane powroty, nowi Slaterowie… Tyle akcji w tak niewielkiej treści. „Aideen” – podobnie jak wszystkie poprzednie części serii – została napisana w sposób lekki i przystępny. Podobał mi się klimat tej książki, utrzymany została w swobodnym tonie. „Aideen” to pozycja obowiązkowa dla każdej fanki Braci Slater. Jest to książka zabawna, pełna niespodzianek, niewymagająca i wprost idealna do przeczytania w jednen wieczór, w przerwie od nieco „cięższej” literatury. „Aideen”, oprócz wątku głównego, czyli dalszych losów Kane’a i Aideen, przedstawia również wątek poboczny, który jest jednocześnie wstępem do kolejnej części serii – historii Branny i Ryder’a. Swoją drogą, po tym, co znalazło się w zakończeniu „Aideen” mam wrażenie, iż „Ryder” to będzie najbardziej zwariowana i emocjonalna ze wszystkich części serii.
    Moja ocena to 10/10.

  2. Oceniony 4 na 5.

    pasiutka1906

    http://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/05/158-l-casey-aideen.html

    Zazwyczaj po lekturze kolejnej części „Braci Slater” odczuwałam niedosyt i od razu brałam się za te króciutkie dopełnienia, będące kontynuacją losów danej pary. I tym razem nie było inaczej. Po napisaniu recenzji „Kane’a”, od razu sięgnęłam po „Aideen”. W chwili obecnej mogę śmiało stwierdzić, że było to jak na razie najlepsze dopełnienie tomu. Dlaczego? Już tłumaczę…

    Aideen Collins jest na skraju załamania. Ma wszystkiego dosyć, począwszy od ciąży. Przede wszystkim jednak nie może znieść swojego chłopaka i jego ciągłych wybuchów.
    Po raz pierwszy w życiu Kane Slater jest naprawdę szczęśliwy. Ma u boku kobietę, którą kocha i niedługo zostanie ojcem. Wydaje mu się, że wreszcie wszystko będzie dobrze.
    Kiedy zostają rodzicami, zaczynają odczuwać strach, który czai się za ich plecami. Żadne z nich nie chce przyznać, że cień z przeszłości zaczyna niszczyć ich związek. Aideen jest zdeterminowana i zrobi wszystko, aby ochronić swoją rodzinę.
    Aideen kocha Kane’a. Aideen dba o to, co kocha.

    „Aideen” była zdecydowanie bardziej spójnym i realnym dopełnieniem niż „Bronagh” czy „Keela”. Autorka nie stworzyła w nim jakiś dziwnych i wyolbrzymionych problemów, które w pewnym stopniu „gryzły się” z poprzednią częścią. W tym przypadku historia ta toczy się naturalnie. Kontynuowana jest od miejsca w którym zakończyła się poprzednia część.

    Odrobinę żałuję, że watek który dość mocno mnie zaintrygował, nie został wyjaśniony do końca w tej części. Być może będzie on rozwinięty w kolejnych częściach. Nie mniej jednak może być on wtedy zepchnięty na dalszy plan, gdyż autorka zapewne skupi się na kolejnych postaciach, którymi będą Ryder i Branna.

    Książka ta liczy sobie niewiele ponad sto stron, a więc przeczytanie jej nie zajmuje więcej niż dwie godziny. Pomimo tak małej objętości, cała zawarta w niej historia jest dokładna i spójna (mimo częstych przeskoków w czasie).

    Oczywiście to, za co pokochałam tą serię i tym razem nie uległo zmianie. Lekka i wciągająca fabuła, banda podobnych, choć tak różnych facetów, niezależne i inteligentne dziewczyny, dla których najważniejsza jest przyjaźń i rodzina. Nie zapominajmy oczywiście o rewelacyjnym poczuciu humoru autorki, który nie raz doprowadził mnie do łez (!).

    Największym (i w sumie chyba jedynym) zarzutem wobec tej książki jest… okropna okładka. Ogólnie uważam, że to świetny pomysł, że Wydawnictwo Kobiece tak ściśle trzyma się oryginalnej wizji okładki. Nie mniej jednak, nie ma co ukrywać – okładka „Aideen” w porównaniu do pozostałych, jest po prostu paskudna. Nie mam nic przeciwko umieszczaniom kobiet w ciąży na okładkach książek, ale ta wersja po prostu mnie nie przekonuje. Co więcej, ona mnie nawet lekko przeraża…

    Podsumowując, „Aideen” to jak dotąd najlepsze dopełnienie serii. Jeśli i Was nieco odstrasza ta okładka, to zapewniam, że wnętrze książki jest dużo piękniejsze. Z kolei zaś Alec w tej historii dostał ode mnie nagrodę „Komika 2018”:D
    Z niecierpliwością będę wypatrywać kolejnych części tej serii. A jeśli Wy jak dotąd po nią jeszcze nie sięgnęliście, to nie pozostaje mi nic innego, jak tylko Wam ją polecić!

    Moja ocena: 7/10

  3. Oceniony 4 na 5.

    Justyna coffee_cup90

    Pełna recenzja na moim blogu: https://coffee-cup90.blogspot.com/2018/05/lacasey-kane-i-aideen.html

    Tak, jak już pisałam na moim Instagramie, aby być kobietą braci Slater trzeba mieć większe jaja niż oni sami je mają. Świadczy o tym zakończenie „Kane”, które wprowadza troszkę zamieszania. Jednak, chyba to dopiero w „Aideen” przekonuję się o tym, że partnerki tych facetów nie moją łatwego życia. Pierwszym powodem chociażby urodzenie określonej ilości liczby dzieci. Serio??!! Po opisie porodu Aideen, jakoś bym zwątpiła na jej miejscu i odmówiła dalszej prokreacji. Sam moment porodu, jest tak opisany, że czytając go zastanawiałam się czy to wszystko dzieje się naprawdę, bo niektóre rzeczy były absurdalne. Nawet w tak krótkiej książce nie odbyło się bez dramatów, że ja aż sama się tego wszystkiego bałam. No, ale to historia o braciach Slater, więc nie może to być grzeczne i oczywiste.
    Książki autorstwa L.A.Casey czyta się lekko, więc uważam, że nie należy się bać ich objętości, bo sami nie uwierzycie, jak szybko dojdziecie do ostatniej strony. Sposób pisania tej autorki może się spodobać wielu osobom. Przypuszczam, że po lekturze „Kane” i „Aideen” wpadniecie w tę serię, jak te przysłowiowe śliwki w kompot.

  4. Oceniony 5 na 5.

    Tygrysica

    (…)
    „Kane” podobnie jak dwa poprzednie tomy również doczekał się swojej nowelki, która została utrzymana w takim samo swobodnym klimacie co główny tom. Jest ona idealnym uzupełnieniem tej szalonej historii i znakomicie rozwija wątek skomplikowanej, ale pełnej miłości relacji Kane’a i tytułowej bohaterki. A nieco wolniejsze tempo świetnie współgra z jeszcze większą dawką humoru serwowaną przez braci Slater. Ta niepozorna i króciutka nowelka naprawdę wciąga z niesamowitą siłą. Jedyną rzeczą, którą uznałabym za minus w przypadku „Aideen” to okładka. Niestety nie należała ona do najsubtelniejszych.

    Trzeci tom serii o Braciach Slater wraz z nowelką uzupełniająca to obowiązkowa lektura dla każdego fana tej serii i nie tylko. Gwarantuje Wam, że historia Kane’a i Aideen nie raz rozbawi Was do łez i sprawi, że na chwilę całkowicie zapomnicie o otaczającym Was świecie. Wydaje mi się, że nie będzie przesadą, jeśli powiem, że „Kane” wraz z „Aideen” są stanowczo najlepszymi z wszystkich dotychczasowych części. Zwłaszcza, że widać, iż autorka dojrzała wraz z bohaterami, a jej styl pisania uległ znacznej poprawie.
    Gorąco polecam!

    Aleksandra

    Szukaj mnie na:
    http://tygrysica.tumblr.com/
    https://www.instagram.com/tygrysicaa/

  5. Oceniony 4 na 5.

    werka777

    ULUBIEŃCY TEJ SERII
    Bohaterowie trzeciego głównego tomu, a więc zarazem i jego dodatku to mój ulubiony zestaw jeśli chodzi o wielką rodzinę braci. Kane urzekł mnie odpowiedzialnością i troskliwością, z kolei Aideen nie rzucała – podobnie jak poprzednie żeńskie postaci – wulgaryzmami na prawo i lewo i tak pozostało do teraz. Wrażliwa ze względu na stan, w którym się znajduje marzy o uczciwym życiu, stąd ma względem swojego partnera pewne podejrzenia. Dlaczego Kane nie pojawia się u jej boku w dniu porodu? Odpowiedzi na to pytanie musicie poszukać sobie sami.

    JAK DŁUGI EPILOG
    Książka jest krótka, czyta się ją w oka mgnieniu, a całość przypomina jeden długi epilog. To nie jest pełnowartościowa historia, a uzupełnienie, więc nie radzę oczekiwać od niego bomby zdarzeń. Akcja w dużej mierze skupia się wokół ciąży, naturalnych obaw z nią związanych, wokół porodu, miłosnych wyznań i planów na przyszłość. Są słabo zarysowane wątki poboczne, które jakoś szczególnie nie wpływają na zmianę kształtu losów bohaterów, więc myślę, że na upartego, można by z tej części zrezygnować . No chyba że jest się fanem wielkiej rodziny braci, wtedy sprawa wygląda już zupełnie inaczej.

    CO DALEJ?
    W finale, w którym obeszło się bez wywołującego palpitacje serca cliffhangera, pojawia się delikatne wyznaczenie tematyki kolejnego tomu i nie mam żadnych wątpliwości, że tym razem w świetle reflektorów staną Ryder i Branna. To będzie walka z kryzysem panującym w ich związku, ale co więcej zamierza autorka przygotować dla fanek serii? Planuję się przekonać.

    PODSUMOWANIE
    Jak wszystkie dodatki tej serii, także i „Aideen” polecam tylko zagorzałym fanom cyklu. To przyjemne, bo wyzbyte wulgarności (jak to było w pierwszym, porażającym kontrowersyjnym wydźwiękiem tomie) uzupełnienie historii, bez którego jednak da się obejść. Jako że ja lubię mieć pełny wgląd na całą sytuację, książkę przeczytałam i nie żałuję poświęconego jej czasu, a zajęło mi to maksymalnie półtorej godziny. A Wy, po której stronie jesteście? Fanów czy przeciwników Braci Slater?

    https://ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com/2018/06/bracia-slater-aideen-la-casey-nowy-may.html#more

Dodaj opinię