Dwadziescia siedem snow_FRONT_75
Dwadziescia siedem snow_FRONT_75rzut_v02

Dwadzieścia siedem snów

34,90  22,90 

taniej o: 12,00  (34%)

Marta Alicja Trzeciak
4.32 out of 5 na podstawie ocen 31 klientów
31 opinii klienta
  • liczba stron: 336
  • oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Do zapomnianej przez świat wsi przyjeżdża młoda pisarka, która planuje rozpocząć pracę nad swoją najnowszą powieścią. Wynajmuje pokój u tajemniczej kobiety, zwanej przez miejscowych Szarą. Już pierwsze chwile pobytu u gospodyni pokazują dobitnie, że zarówno dom, jak i cała wieś kryją w sobie wiele sekretów…

szt.

Dostępność: 24h + czas dostawy

TAJEMNICZY ŚWIAT, W KTÓRYM ZACIERA SIĘ GRANICA MIĘDZY JAWĄ A SNEM

Do zapomnianej przez świat wsi przyjeżdża młoda pisarka, która planuje rozpocząć pracę nad swoją najnowszą powieścią. Wynajmuje pokój u tajemniczej kobiety, zwanej przez miejscowych Szarą. Już pierwsze chwile pobytu u gospodyni pokazują dobitnie, że zarówno dom, jak i cała wieś kryją w sobie wiele sekretów.

Równolegle do fabuły prowadzonej na jawie czytelnik zostaje wprowadzony w świat niezwykle realistycznych snów pisarki. Pojawiają się w nich niby ci sami bohaterowie, których spotyka w świecie rzeczywistym, a jednak zupełnie odmienni od postaci rzeczywistych. Sny prowadzą pisarkę dalej niż jej dociekania na jawie. Podążając ich tropem, główna bohaterka zaczyna odkrywać zarówno tajemnice pobliskiego wzgórza, jak i sekrety skrywane przez mieszkańców całej wsi.

Pisarka pochłonięta swoimi dociekaniami nie zauważa nawet, że jej najnowsza powieść zaczyna pisać się sama. Każdy kolejny sen przynosi nowy rozdział, a zagadki rozwiązują się zarówno podczas jawy, jak i w czasie snu.

Ostatecznie główna bohaterka będzie musiała odpowiedzieć na pytania: Co wydarzyło się naprawdę, a co jej się tylko śniło? Kto jest bohaterem powstającej powieści? Czy przypadkiem nie jest tak, że pisarka to tylko postać z własnej książki?

UTRZYMANA W WYJĄTKOWYM KLIMACIE ONIRYCZNA OPOWIEŚĆ, OD KTÓREJ TRUDNO SIĘ ODERWAĆ…

O autorce

Marta Trzeciak debiutowała powieścią psychologiczną pt. Inframundo. Jest dwukrotną stypendystką Stypendium Kulturalnego Miasta Gdańska oraz zdobywczynią wyróżnienia w kategorii prozy pomorskiej i kaszubskiej COSTERINA (za dwie kolejne powieści: Bliżej Dalej oraz Dwa życia Kiki Kain). Trenerka i sędzia Odysei Umysłu. Pracuje nad doktoratem z dziedziny fizjologii środowiskowej – w ramach Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich. Autorka artykułów naukowych i popularnonaukowych z zakresu fizjologii, weterynarii i biologii. Prowadzi warsztaty kreatywnego pisania – między innymi w Bibliotece Publicznej w Gdańsku oraz w Instytucie Kultury Miejskiej w Gdańsku.

Subiektywnie o książkach - logosok magazyn literacki ksiazkidlalejdis.pl tania książka logo 800x373

Wydawnictwo

Wydawnictwo Kobiece

Autor

Marta Alicja Trzeciak

ISBN

978-83-65506-06-1

Rok wydania

2016

Format

135×205 mm

Oprawa

Miękka ze skrzydełkami

Liczba stron

336

Ean

9788365506061

Stan

nowa, pełnowartościowa

31 reviews for Dwadzieścia siedem snów

  1. 4 z 5

    Młoda pisarka przyjeżdża do małej, skromnej wsi, aby odnaleźć tu powiew świeżego natchnienia. W domu, w którym się zatrzymała, poznaje ciepłą gospodynię Szarą, jej matkę oraz dziewczynę Laurę, która mieszka tam od roku. Kobiety od razu nawiązują nić przyjaźni i dowiadują się o sobie znacznie więcej, niż przeciętni ludzie. Okazuje się, że w na pozór spokojnej wsi krąży legenda, w której mowa o tajemniczym diable, który swego czasu odwiedzał osady. Pisarka dowiaduje się również, że na wzgórzu postawiony jest jeden dom, w którym mieszka opuszczona kobieta. Samotne wzgórze od razu wzbudza ciekawość artystki i chce na własną rękę dowiedzieć się, kim jest ta osoba. Jednakże nie jest to potrzebne, ponieważ młoda Laura wie znacznie więcej, niż początkowo mówiła. Na jaw wychodzi, że w rodzinie Szarych od dawna ma miejsce pewna klątwa, która dotyczy jedynie kobiet i ich potomstwa. Z biegiem akcji okazuje się również, że główka bohaterka nie zjawiła się właśnie w tej wsi przez przypadek, a jej zadanie jest znacznie ważniejsze, niż początkowo przypuszczała. Czy los zatoczy koło i zdarzenia sprzed wielu lat znowu zawitają?

    Na samym wstępie informuję, że pomimo specyficznego i nieco mrocznego opisu powieści – nie jest ona w żadnym wypadku horrorem. Jej klimat jest niepowtarzalny, tajemniczy i bardzo wciągający. Przedstawiona historia jest zupełną świeżością na rynku literackim, ponieważ nigdy dotąd nie spotkałam się jeszcze z książką o takiej tematyce oraz z takim sposobem jej przedstawienia. Chwilami ma wręcz charakter oniryczny, a czytelnik nie wie, co jest snem, a co rzeczywistością.

    Jak sam tytuł wskazuje, w książce zawarte zostały opisy dwudziestu siedmiu snów. Jednakże na pozór zwykłe i błahe sny w tym przypadku mają ogromne znaczenie i odgrywają niesamowicie ważną rolę w historii i przeznaczeniu głównych bohaterów. Jest to swego rodzaju przedstawienie dawnych dziejów w formie legendy i snu, przez co opowieść nabiera bardzo magicznego wymiaru i to właśnie naszym zadaniem jest, aby odnaleźć niepowtarzalny i osobisty sens zawarty na kartach powieści.

    Z biegiem stron czytelnik poznaje coraz skrytsze tajemnice i coraz bardziej znaczące aspekty w życiu mieszkańców owej wsi, które w wielu calach łączą się z dziejami tajemniczej kobiety zamieszkującej opuszczone wzgórze. Jej historia jest realistyczna, ale chwilami przedstawiona jest w sposób tak zawiły, że tracimy pewność, gdzie kończy się jawa, a zaczyna sen. Legendy i sny przejmują kontrolę nad naszym umysłem i sami musimy dociec, kto jest kim oraz jak owe legendy odnoszą się do prawdziwego życia.

    Myślę, że główny sens całej powieści ukryty jest gdzieś głęboko między stronami i każdy czytelnik odczyta w nich całkiem co innego. Oniryczny charakter emocjonującej opowieści odgrywa w niej niesamowicie dużą i znaczącą rolę, ponieważ historia staje się legendą, a magia przejmuje całokształt. Strony same się odwracają, a dzieje bohaterów stają się coraz bardziej zawiłe i emocjonujące.

  2. 4 z 5

    Do pewnej wsi przyjeżdża młoda pisarka, która planuje napisać książkę. Wynajmuje pokój w domu u kobiety, którą ludzie nazywają Szara. W tym samym miejscu mieszka również matka Szarej i młoda szesnastoletnia Laura. Po jakimś czasie kobieta zaczyna zauważać, że mieszkańcy domu jak i pewne wzgórze skrywają wiele tajemnic.

    Książka ma swój specyficzny styl. Jest bowiem napisana w perspektywie onirycznej. Nie jesteśmy pewni co jest rzeczywistością, a co dzieje się na jawie. W fabule pojawia się tytułowe dwadzieścia siedem snów, które są ogromnie ważne w przebiegu wydarzeń.

    W powieści możemy poznać świetnych bohaterów, którym nie brakuje humoru. Niektóre dialogi były dla mnie ogromnie zabawne, zwłaszcza osobowość Szarej, która była intrygująca. Miała swój charakterek. Warto też wspomnieć, że w książce pojawia się pokój, który postanawia wynająć pisarka. Jest on nawiedzany przez ducha, ale głównej bohaterce to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, jest nim zaintrygowana.

    Lekka fantastyka, dużo magii i wciąż nowe wiadomości, które wytrwale notuje młoda pisarka. Z biegiem czasu możemy dostrzec, że historia ma głębszy sens i że nad rozwiązaniem trzeba spędzić trochę czasu. Nie jest to banalna powieść, w której możemy domyślić się zakończenia. Książka jest zaskakująca, ciekawa i fascynująca. Jeszcze z czymś takim nie miałam do czynienia.

    W dalszych wydarzeniach poznajemy historię mieszkańców tej okolicy. Pojawia się pewna legenda, wciąż nowe tajemnice. Akcja biegnie do przodu i nie pozostawia czytelnikowi chwili wytchnienia. Zdarzały mi się momenty, kiedy gubiłam się w całości, ponieważ nie wiedziałam czy to co się dzieje jest rzeczywistością, czy snem. Autorka w bardzo dobry sposób wykorzystała pomysł na lekturę. Książka jest bardzo oryginalna i wciągająca.

    Uważam, że ta powieść w całości jest bardzo dobra. Spędziłam z nią dwa słoneczne popołudnia i gdy akcja nabrała tempa, nie mogłam się od niej oderwać. Jeśli szukacie lekkiej i tajemniczej powieści, właśnie ona powinna wam się spodobać.

  3. 4 z 5

    „Dwadzieścia siedem snów” to książka Marty Alicji Trzeciak, która swoją premierę będzie miała 03.06.2016 roku. Mimo że po typowo kobiecą literaturę sięgam bardzo rzadko, opis tej książki mnie mocno zaintrygował. Granica, która zaciera się między jawą a snem, a sama opowieść utrzymana w onirycznym klimacie. Dawno nie czytałam czegoś podobnego, dlatego więc zdecydowałam się sięgnąć właśnie po „Dwadzieścia siedem snów”.

    Młoda pisarka przyjeżdża do maleńkiej, zapomnianej przez wszystkich wsi, aby rozpocząć pracę nad nową powieścią. Wynajmuje pokój u tajemniczej kobiety zwanej Szarą, gdzie dzień po dniu zaznajamia się z pewną tajemniczą, rodzinną historią. W zasadzie jest to pewien rodzaj klątwy rzuconej na kobiety w tej sadze rodzinnej. Główne bohaterki powieści liczą na to, że utalentowana pisarka, która z jakiegoś powodu zjawiła się właśnie w ich wsi, pomoże im uporać się z demonami przeszłości. Równolegle do fabuły przedstawiane są sny głównej bohaterki, w której uczestniczą wszyscy ci, których poznaje na wsi. W pewnym momencie sny zaczynają mieszać się z jawą i młoda pisarka łapie się na tym, iż nie wie, co przeżywa naprawdę, a co jest tylko snem. W ten magiczny sposób, z pomocą kilku osób, powieść zaczyna pisać się sama.

    Książka przepełniona jest metaforami ogólnie pojętego życia. Ze względu na to, że oscyluje w tematyce snów i tajemniczych historii nic nie jest w niej pewne na 100%. Podczas czytania rodzi się wiele pytań: Co wydarzyło się naprawdę, a co jest tylko snem? O kim jest ta powieść? A może pisarka to tylko jedna z postaci tej książki? Czy ona w ogóle tam była?

    Podczas czytania tej powieści miało się wrażenie, że są momenty gorsze i lepsze. Początek jest bardzo fascynujący i samo wprowadzenie czytelnika w ten magiczny świat jak dla mnie doskonałe. Pojawia się tam także spora doza humoru. Później zaczyna się robić troszeczkę nudniej, aby znów osiągnąć, przy końcowych rozdziałach, apogeum zainteresowania czytelnika.

    Jestem pewna, że każdy, kto przeczyta tę powieść, zrozumie ją po swojemu. Pewna w niej jest tylko niepewność. Wiele niedopowiedzeń i magiczności powoduje, że każdy z nas może sparafrazować tę opowieść, w zupełnie odmienny sposób. Sama jestem ciekawa, co autorka miała na myśli i jak ona rozumie ogólne przesłanie napisanej przez siebie powieści.

    Książka to tak naprawdę dwa cieplejsze wieczory wyjęte z waszego życia. Więc jeżeli chcielibyście zanurzyć się w lekkiej, kobiecej fantastyce i samemu odgadnąć sens naszego istnienia pomiędzy kartkami, polecam wam Dwadzieścia siedem snów. Jak dla mnie idealna książka, aby odpocząć od kryminałów, thrillerów i dokumentów. 🙂

  4. 4 z 5

    Do pewnej wsi przyjeżdża młoda pisarka, która planuje napisać książkę. Wynajmuje pokój w domu u kobiety, którą ludzie nazywają Szara. W tym samym miejscu mieszka również matka Szarej i młoda szesnastoletnia Laura. Po jakimś czasie kobieta zaczyna zauważać, że mieszkańcy domu jak i pewne wzgórze skrywają wiele tajemnic.

    Książka ma swój specyficzny styl. Jest bowiem napisana w perspektywie onirycznej. Nie jesteśmy pewni co jest rzeczywistością, a co dzieje się na sennej jawie. W fabule pojawia się tytułowe dwadzieścia siedem snów, które są ogromnie ważne w przebiegu wydarzeń.

    W powieści możemy poznać świetnych bohaterów, którym nie brakuje humoru. Niektóre dialogi były dla mnie ogromnie zabawne, zwłaszcza osobowość Szarej, która była intrygująca. Miała swój charakterek. Warto też wspomnieć, że w książce pojawia się pokój, który postanawia wynająć pisarka. Jest on nawiedzany przez ducha, ale głównej bohaterce to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, jest nim zaintrygowana.

    Lekka fantastyka, dużo magii i wciąż nowe wiadomości, które wytrwale notuje młoda pisarka. Z biegiem czasu możemy dostrzec, że historia ma głębszy sens i że nad rozwiązaniem trzeba spędzić trochę czasu. Nie jest to banalna powieść, w której możemy domyślić się zakończenia. Książka jest zaskakująca, ciekawa i fascynująca. Jeszcze z czymś takim nie miałam do czynienia.

    W dalszych wydarzeniach poznajemy historię mieszkańców tej okolicy. Pojawia się pewna legenda, wciąż nowe tajemnice. Akcja biegnie do przodu i nie pozostawia czytelnikowi chwili wytchnienia. Zdarzały mi się momenty, kiedy gubiłam się w całości, ponieważ nie wiedziałam czy to co się dzieje jest rzeczywistością, czy snem. Autorka w bardzo dobry sposób wykorzystała pomysł na lekturę. Książka jest bardzo oryginalna i wciągająca.

    Uważam, że ta powieść w całości jest bardzo dobra. Spędziłam z nią dwa słoneczne popołudnia i gdy akcja nabrała tempa, nie mogłam się od niej oderwać. Jeśli szukacie lekkiej i tajemniczej powieści, właśnie ona powinna wam się spodobać.

  5. 4 z 5

    Samotnik zawsze będzie żył w swojej samotni. Dlaczego? Bo lubi, bo odrzucił go świat, a może jest mu dobrze! Lubię samotność, a może jej czasami potrzebuję? Nie wiem, jak to określić. Lubię żyć w swoim świcie, w którym jestem aktorką jednego aktu. Czy to jawa, czy to sen? Nie to moje życie, w którym ciągle śnię…

    Każda z nich ma to coś. Potocznie to coś nazywamy tajemnicą lub sekretem. Tak kręci się kołowrotek skrytości. Trzy kobiety i jeden dom. Szara, matka Szarej i Laura mieszkają pod jednym dachem. Przybywa do nich młoda pisarka, która potrzebuje złapać wiatr w papierowe żagle. Połączy je obraz ich przeszłości. Ramą tego obrazu będzie tajemnica, odrzucenie, miłość, magia i sen…

    Wierzy w powołanie, nosi notes i rozbiera swoje myśli na czynniki pierwsze. Tworzy, a jej myśli ciągle gnają przed siebie. Śni, a jej czasoprzestrzeń zaciera swoje horyzonty. Sama twierdzi, że gubi się w rzeczywistości. Towarzyszy jej mitologia i w niej zatraca swoje myśli. Tak mogę nakreślić obraz głównej bohaterki. Pozostały jeszcze one przeklęte przez diabła. Trzy kobiety, które zmagają się z klątwą rzuconą na ich rodzinę. Szara to postać, do której musiałam przywyknąć. Zwraca się do bohaterki w trzeciej osobie. Nie przeszkadzało mi to, ale dawno nie czytałam takich dialogów, dlatego musiała minąć chwila, aż ją polubiłam. Znacznie moją uwagę przykuła Laura. Dziewczyna pełna temperamentu. Pyskata, uśmiechnięta i pełna pozytywnej energii.

    Wychodząc przed szereg, trzeba mieć z czym wyjść. Połączyć sny, rzeczywistość i tajemnice w jedność? Z tego może wyjść jedna nić, która będzie długą przeprawą. Nie jest chaotyczna. Ta nić fabuły ułożona ze słów autorki to mądrość. Dawno nie czytałam książki, która ma tyle wartości. Pomiędzy słowami kryje się przekaz. Głębsze przemyślenia autorki, zapraszają czytelnika do ruszenia głową. Uważam, że każdy będzie interpretować tę książkę inaczej. Ja skupiłam się na przekazie, a z tyłu pozostawiłam całą otoczkę legendy.

    Dwadzieścia siedem snów pachnie snem na jawie. Nie trudno odnaleźć się w takim połączeniu. Legenda miesza się z rzeczywistością. Sen zawiera bohaterów, których już gdzieś poznaliśmy. W rzeczywistości nie, ale we śnie jest miejsce, gdzie są długie opisy. Mogą nużyć. Zarówno senny plan, jak i rzeczywistość życia we wsi został zrealizowany. Razem z pisarką podążałam w czasy odległe, ledwo wróciłam, a już wybierałam się z nią na wzgórze tajemnic.

    Mądrość płynie z tej książki, a od czytelnika zależy interpretacja. Były opisy lepsze i gorsze, ale nie przekreślają one całokształtu książki. Znajdziecie tajemnice i przeznaczenie. Humor i zmartwienia. Dobroć ludzi i pogardę. Ta historia pisze się sama…

    Czas przemija, a życie przecieka między palcami. Oddajemy siebie dla innych, a co oni zrobili dla nas? Nieważne. Postaw wszystko na jedną kartę. Czas pokaże, czy było warto…

  6. 5 z 5

    Przyznam, że jeszcze nie zdarzyło mi się czytać żadnej książki podobnej do „Dwudziestu siedmiu snów”. To lektura niesamowicie kobieca, lekko zagmatwana i posiadająca w sobie sporą dozę niepokoju. Jako pierwsza rzuciła mi się w oczy niesamowita konstrukcja powieści. Książka jest podzielona na rozdziały i sny, a osobą śniącą jest młoda pisarka, która przyjechała do zapomnianej przez świat wsi w poszukiwaniu inspiracji. Wynajmuje pokój u starej kobiety zwanej przez wszystkich Szarą i powoli zagłębia się w świat miejscowych. Okazuje się, że pokój w którym się zatrzymała jest w pewnym stopniu nawiedzony, a coś zsyła na jego mieszkankę dziwne sny.

    Sny i jawa zgrabnie przeplatają się ze sobą. Bohaterka poznaje historię Szarej, matki Szarej, mieszkającej u niej nastoletniej Laury i tajemniczej Mileny ze wzgórza na dwóch poziomach: tym rzeczywistym i w snach. Atmosfera powieści jest przesiąknięta sekretami. Okazuje się, że na rodzinie Szarej ciąży klątwa rzucona przez samego diabła. Laura chce przerwać klątwę i wyczuwa w przybyłej pisarce swoją szansę. To właśnie Laura jest postacią, która najbardziej polubiłam. Pyskata i zdeterminowana, a jednocześnie bardzo pozytywna i radosna. Jest jednym z promyczków, który rozświetla tę książkę.

    Inaczej jest z Mileną. Ona mnie fascynowała. Tajemnicza kobieta mieszkająca na wzgórzu za wioską stała się obiektem zainteresowania przybyłej do wioski pisarki. Nikt jej nie widuje poza różnymi mężczyznami, którzy się na jej wzgórze zakradają. To ona posiada najwięcej sekretów, a wyciągnięcie ich na światło dzienne może zmienić na zawsze życie wszystkich powiązanych z nią osób.

    W snach autorka użyła niesamowicie poetyckiego, pełnego metafor i niepokoju języka. Bohaterowie często mówią do siebie monosylabami, a na osoby i rzeczy mówią w rodzaju nijakim: to przyszło, to Nowe, Obce Młode. Spotykamy też całkiem zgrabne słowotwórstwo: głupio-córka, coodwinięte-możesięzawinąć. Imiona postaci są zniekształcone i poskracane. Poznajemy między innymi Sza, La i Sol. To wszystko razem potęguje oniryczny charakter snów. W wielu z nich czuć niepokój i strach. Inne są pełne nadziei i miłości – zarówno tej romantycznej jak i matczynej.

    Podczas czytania miałam wrażenie, że patrzę na słowa jakiejś wyroczni, a nie normalną książkę. Przyznam, że to nie lada wyczyn połączyć rzeczywistość ze snami w taki sposób, aby tworzyły jeden spójny obraz bez chaosu i w pełni przez czytelnika zrozumiany. Książka jest też pełna humoru, dobroci ludzkiej i ludowej mądrości. To lektura piękna, zaskakująca i zupełnie inna niż wszystkie pozycje polskiej literatury kobiecej. Polecam!

  7. 4 z 5

    „Dwadzieścia siedem snów”
    Historia pisana od strony głównej bohaterki, która była pisarką. Historia kobiet z rodziny Szarych. Zacząwszy od Matki Szarej, samej Szarej (która opuszcza kuchnię jakieś cztery razy w roku), Laury.
    Nasza pisarka oprócz tłumaczenia nam zawodu pisarza, co swoją drogą zrobiła świetnie to do tego interesuje się losem kobiety mieszkającej na wzgórzu, losem Mileny.
    Historia ma w sobie kilka faktów, których się spodziewałam jak i tych, które mnie całkowicie zaskoczyły! Przy czym tych drugich było więcej.
    Jednocześnie trzeba przyznać autorce ogromne uznanie za napisanie powieści, której stronice nam same uciekają i czyta się ją niezmiernie łatwo i szybko jednocześnie nie mając wrażenia „prostoty”.
    Z książki jestem bardzo zadowolona oraz nieziemsko cieszę się, że mogę polecić ją na nadchodzące ciepłe dni!
    Natalia Bachryj
    7,5/10

  8. 4 z 5

    To miał być zwykły wypad na łono natury w celu podładowania akumulatorów. Tych życiowych i tych pisarskich. Szybko jednak okazuje się, że życie na wsi, wbrew pozorom, może być niezwykle wciągające. Tym bardziej, kiedy mieszka się w jednym domu z trzema kobietami, z których każda skrywa jakiś sekret. No i jeszcze to owiane legendą wzgórze, które widać akurat z okien wynajmowanego pokoju. Książka pisze się sama, a opowiadane na jawie historie znajdują swoje nieoczekiwane odbicie w snach. Co jest prawdą? Co snem? I czy klątwę rzuconą na całe pokolenia można w jakikolwiek sposób odwrócić?

    Całość recenzji dostępna pod adresem: http://zapach-ksiazek.pl/dwadziescia-siedem-snow/

  9. 5 z 5

    Ta książka dostaje ode mnie wielkiego plusa przede wszystkim za to, że wyróżnia się bardzo na tle literatury polskiej – a już zwłaszcza kobiecej. Nie jest to tanie romansidło, lecz wciągająca historia, którą łyknęłam w jedną dobę. Chciałabym poznać w świecie rzeczywistym te bohaterki i porozmawiać z nimi choćby przez chwilę :). Zwłaszcza z Szarą, albo z Mileną. Polecam!

  10. 4 z 5

    Klątwy kojarzą się z bajkami, gdzie okrutne czarownice i przebiegłe diabły rzucają zaklęcia na niewinnych ludzi. Czy w prawdziwym życiu znajduje się miejsce na magię? Co zrobić, aby przerwać wielopokoleniowe nieszczęścia, których końca nie widać?

    Młoda pisarka przyjeżdża na wieś, gdyż chce odetchnąć i stworzyć naprawdę dobrą książkę. W zacisznej okolicy poznaje specyficzne kobiety roztaczające wokół siebie atmosferę pełną zagadek i tajemnic. Szara, tak zwana przez miejscowych, wynajmuje pokoje, jest świetną gospodynią. Mieszka z nastoletnią Laurą, dziewczyną wzbudzającą jeszcze większą ciekawość. A w samym centrum każdej historii istnieje Milena, samotnie żyjąca na wzgórzu. Kim jest i jaki ma związek ze snami nawiedzającymi pisarkę?

    Jestem pod sporym wrażeniem. Zawsze doceniam oryginalność pomysłów, następnie zwracając uwagę na odpowiednią oprawę i wykonanie. Sięgając po tę książkę nastawiłam się na coś lekko onirycznego, co obiecywał opis oraz okładka. Śliczna, przypadła mi do gustu. A sama powieść? Niepokojąca. Zaznaczę, że to zdecydowany komplement, mimo kilku wad czuję, iż Trzeciak może namieszać na polskim rynku wydawniczym. Posiada talent do nadania swojej twórczości indywidualnego rysu. Przy takim morzu publikacji jest w tym coś trudnego, wyróżnienie się na tyle, aby zapaść czytelnikom w pamięć. Poszperałam w biografii autorki, wszechstronna postać, co czuć w jej literaturze. Wkłada w pracę wiele serca, pracy, nie ma mechaniczności, pomieszania z poplątaniem. Przyznam, że szczerze odpoczęłam przy „Dwudziestu siedmiu snach” — bynajmniej nie zagoniły mnie do łóżka! Dałam myślom odpłynąć, ku wzruszeniom i sekretom.

    Powieść dzieje się w pewnym sensie dwutorowo. Zwykła akcja jest przeplatana opisami snów, które nawiedzają główną bohaterkę. I właśnie te fragmenty uznaję za najbardziej udane. Są stworzone z dbałością o piękno języka, jednocześnie nie wypadają sztucznie. To takie krótkie poematy prozą, wiele zdań można zapisać w pamiętniku, wracać do nich w odpowiednim momencie. Takie perełki, z każdą stroną bardziej czekałam na te chwile. Chętnie przeczytałabym coś w całości poświęconego takiemu klimatowi. Ma w sobie urok, a Trzeciak podołała postawionemu sobie zadaniu. Jak z resztą? Trochę słabiej, choć perypetie Mileny mnie zaciekawiły. Zwłaszcza, że prawda ciągle umykała.

    Bohaterowie są charakterystyczni, każdy przedstawia inny typ człowieka. Najbardziej zżyłam się z Szarą, kobietą o ciętym języku, lecz złotym sercu. Przesympatyczna postać, umiem sobie ją wyobrazić, co zawsze daje mi znak, że rzeczywiście jestem zadowolona. Milena, Laura — nietuzinkowe. Jedni je pokochają, innych zirytują. Trzyma się ich coś bezczelnego, równocześnie rozbrajającego. Ciepłem emanuje Sizwe, ale trudno uwierzyć, że operuje tak świetną polszczyzną, gdy mieszka tu od (chyba) kilkunastu lat. To odrobinę nierealne, taka myśl zawsze krążyła, gdy czytałam jego wypowiedzi.

    Pojawiały się słabsze fragmenty. Jakoś w połowie akcja zwolniła, parę zbędnych słów. Kompozycja wypada dobrze, choć przyznam — główna bohaterka także jest niepotrzebna. Zgaduję, że jej rolą było wtopienie w fabułę i bycie osią. Jednak sceny z jej udziałem bywały męczące, a ona sama nienaturalna. Szybko wypchnęłam ją z pamięci, skupiając na pozostałych postaciach. Zakończenie wzruszyło, interesujący pomysł — jaki? Musicie sprawdzić. Każdy wyniesie z lektury inne emocje i sądzę, że ta pozycja zyska sporo wielbicieli. Warto się nad nią pochylić przy najbliższej wizycie w księgarni. Pozory mogą zmylić. Marta Alicja Trzeciak powoli wypełnia lukę w polskiej literaturze obyczajowej. Wierzę, iż ciągle będzie rozwijała warsztat.

    „Dwadzieścia siedem snów” zachwyci osoby lubujące się w powieściach romantycznych, okraszonych nutką magii, a przy tym niebanalnych. Wówczas porwie ich historia Mi, Re, Sol — kim tak naprawdę są? Szukajcie, znajdziecie. Lecz tutaj nic nie jest pewne…

  11. 5 z 5

    MAŁO ZNANEJ WSI PRZYJEŻDŻA PISARKA, KTÓRA SZUKA NOWEGO TEMATU DO SWOJEJ KSIĄŻKI. W SWOICH POWIEŚCIACH ZAWSZE DAJE Z SIEBIE WSZYSTKO I PRZEDE WSZYSTKIM STARA SIĘ ZASKOCZYĆ CZYTELNIKA NA TYLE, NA ILE TYLKO POZWALA JEJ NA TO WYOBRAŹNIA. TYM RAZEM NASZA BOHATERKA PRZEŻYWA COŚ NA KSZTAŁT OBJAWIENIA. W WIOSCE W JAKIEJ SIĘ ZATRZYMUJE, PRZEŻYWA PRAWDZIWY GALIMATIAS UCZUĆ I WYDARZEŃ. PRZESZŁOŚĆ MIESZA SIĘ Z TERAŹNIEJSZOŚCIĄ. WSZYSTKO JEDNAK JEST NA TYLE REALISTYCZNE, ŻE NIEMAL MOŻNA POWIĄZAĆ TE DWA ŚWIATY ZE SOBĄ. W DOMKU W KTÓRYM SIĘ ZATRZYMUJE MIESZKAJĄ SZARA, MATKA SZAREJ I LAURA. ICH RODZINNY SEKRET PRZYNIESIE KOBIECIE WIELE DO MYŚLENIA.RÓWNOLEGLE DO ŚWIATA NAM ZNANEGO, PISARKA PRZEŻYWA DWADZIEŚCIA SIEDEM SNÓW, KTÓRE ZAGŁĘBIAJĄ JEJ NATURĘ W COŚ INNEGO, NIECO SZALONEGO. CO TAKIEGO WYDARZYŁO SIĘ W RODZINIE SZARYCH? JAKA JEST ICH PRZESZŁOŚĆ? DLACZEGO W OKÓŁ TYCH KOBIET NIE MA ŻADNYCH MĘŻCZYZN? CZY ICH HISTORIA TO ZWYKŁY ZBIEG OKOLICZNOŚCI?
    „Widać było po rysach,że to już kobieta, ale kilka szczegółów jej buzi – dziecięce wciąż policzki, linia małego noska i ust – przypominało o jej młodym wieku. Również kiedy mówiła – chwilami wzbudzała respekt jak silna, dojrzała kobieta, by za chwilę wprawić w rozbawienie czy nawet wywołać czułość, jaką wzbudza zaaferowane czymś dziecko”

    Po raz pierwszy miałam przyjemność poznać autorkę tej książki. Przeczytałam nieco i wiem, że ma na swoim koncie kilka lektur, lecz mnie przyjemność obcowania z Panią Martą, dotknęła przy jej najnowszej powieści. Na początku powiem, że spotkanie to było owocne.
    Autorka ma bardzo dobry styl pisania i przede wszystkim utożsamiania się z bohaterami. Pisze bardzo szczegółowo i otwarcie. Świat widziany jej oczami jest dobrze wykreowany i nie sprawia problemów by się z nim utożsamić. Czytelnik płynnie przeskakuje z jednego świata do drugiego, nie cierpiąc tym samym na utracie głównych wątków. Autorka przemyślanie kreuje w myślach czytelnika pewne tajemnice i poczucie niejasności, aby w późniejszym czasie wszystko skrupulatnie połączyć.

    Główna bohaterka jest tajemnicą objawioną do samego końca. Jej historię odkrywamy stopniowo. Jedynie jej zainteresowania i dociekliwość od początku pozwalają nam ją scharakteryzować. Autorka nie skupia się nad nią jednak aż tak bardzo, jak zwykle czynią inni autorzy. Bohaterka książki jest ważna, aczkolwiek nie dostrzeglibyśmy jej gdyby nie inni bohaterowie kręcący się w okół niej. Nie w sposób jest nie polubić postaci pojawiających się na łamach tej książki. Każde z tych osób, jest przeze mnie bardzo dobrze odbierana. Moją ulubioną bohaterką w tej powieści jest Laura. Dziewczyna od początku daje się lubić i dostrzegam z nią pewne podobieństwo. Jako najmłodsza z rodziny Szarych, pragnie jako jedyna odkryć tajemnice swojej rodziny i się jej pozbyć.
    „Wypracowań szkolnych nie pisze się po nocach w pokoju w którym straszy.”
    Tak jak wspomniałam, nie miałam problemu z odczytaniem tej pozycji. Szybko ją poznałam i polubiłam. Jako lektura z kategorii obyczajowych, bardzo dobrze wpisuje się w moje gusta. Jest lekka, przyjemna i tajemnicza. Lubię takie połączenia ponieważ dzięki nim zawsze chętnie wracam do książki. Będą ją polecam bardzo chętnie, ponieważ warto ją poznać. Ma w sobie wiele mądrości i przekonań, które bardzo podobne są do regionu z którego pochodzę. Miło było ją poznać i przeżyć historię bohaterów charakteryzowanych jako główne postacie, ale i tych pośrednich, mniej ważnych. W tej powieści piękno okładki łączy się z pięknem wewnętrznym. Polecam ją na piękne, spokojne wieczory.

  12. 4 z 5

    Marta Alicja Trzeciak zadebiutowała powieścią „Inframundo”. Dwukrotnie została stypendystką Stypendium Kulturalnego Miasta Gdańska oraz zdobywcą wyróżnienia w gatunku prozy pomorskiej i kaszubskiej COSTERINA. Autorka jest również trenerką i sędzią Odysei Umysłu. Tworzy artykuły naukowe i popularnonaukowe. Prowadzi warsztaty kreatywnego pisania. Poniżej przedstawiam Wam moją recenzję jej najnowszej powieści: „Dwadzieścia seidem snów”.

    Czary, mary, duchy, sen, jawa, nowe, stare – w „Dwudziestu siedmiu snach” wszystko przeplata się nawzajem. Istnieje cienka granica między rzeczywistością, a światem wyobraźni, zaciera się ona stopniowo, odsłaniając kolejne elementy układanki. Całość spowita jest legendą, której bohaterowie są niesamowicie podobni do tych, których na swojej drodze postawił los głównej bohaterce. Opowieść, którą stworzyła Marta Alicja Trzeciak jest dla mnie magiczną baśnią przekazującą morał i ludowe wierzenia.

    Bohaterki powieści są nietypowe, każda z nich jest silna i uparta, nie słucha nikogo, żyje własnym życiem, wierzy, że ciąży na niej klątwa. Szczególną sympatią zapałałam do najmłodszej z czterech pokoleń – Laura jest osobą, która znajduje się pomiędzy dzieciństwem, a dorosłością. Zawiesiła się pomiędzy tymi stanami kaprysząc jak dziecko, by za moment wyrazić się niczym dorosła kobieta. Jej babcia – Szara jest mądrą kobietą, która nie może zapanować nad rezolutną szesnastolatką. Nie możemy również zapomnieć o Milenie – matce Laury, która zdziczała żyjąc niczym pustelnik. Historię kobiet spisuje wczasowiczka, której imienia czytelnicy nie poznają. W ciągu dwudziestu siedmiu dni, a szczególnie nocy zagłębia się w niezwykłą historię rodu Szarych. Dzięki niej kobiety zbliżają się do siebie i powoli wyzbywają się swoich demonów.

    Mimo, iż w powieści znajduje się wiele opisów i mało dialogów, czego zazwyczaj nie lubię, to o dziwo ta książka wyjątkowo przypadła mi do gustu. Plastyczny język, tajemniczy, wręcz magiczny klimat sprawia, że wyobraźnią przeniosłam się do miejsca akcji i z trudem powróciłam do mojego faktycznego życia po przeczytaniu ostatniej strony. Książka ta wydaje mi się również bliska z powodu tego, że autorka po części tworzyła ją w Słupsku – moim rodzinnym mieście.

    Z każdej strony bije mądrość życiowa, książka jest bardzo inteligentną pozycją, a jej interpretację każdy z osobna może stworzyć sobie sam. Historia choć wydaje się nierealna mogłaby zdarzyć się naprawdę. Istnieje wiele wierzeń ludowych, więc dlaczego po świecie nie mogłyby chodzić kobiety, na których barkach spoczywa klątwa. „Dwadzieścia siedem snów” to pozycja idealna na lato – zrozumiała, choć wymagająca myślenia, życiowa, choć zawierająca magiczne elementy, nieprzewidywalna, choć pozwalająca odgadywać kolejne elementy. Czy jest ktoś, kto nie ulegnie tej urzekającej okładce? Polecam.

  13. 4 z 5

    „Skudłaczona, głodna, dzika. Siedziała La na swoim drzewie i żyła życiem lasu”.

    To Nowe to zapomniana przez ludzi wioska, spokojna i cicha. Gdzieś na uboczu przysiółka stoi dom, w którym mieszkają trzy pokolenia kobiet. Właśnie takie miejsce wydaje się idealnym atelier dla nowo przybyłej pisarki, która w beztroskiej ostoi szuka weny twórczej i pomysłu na nową powieść. Szara, gospodyni u której się zatrzymuje, sprawia wrażenie niezwykle ciepłej i opiekuńczej, a cała wioska jawi się dziewczynie jako idylliczne miejsce wolne od kłótni i niesnasek…

    „Tam, gdzie mieszka człowiek, muszą naturalnie być także i koty”.

    Nowo przybyła spostrzega, że pomiędzy mieszkankami domu – młodą i odważną Laurą, wychowaną w tradycjonalistycznym porządku Szarą a matką Szarej – wciąż wybuchają spory, których przyczyną są niewyjaśnione zatargi z przeszłości. Pisarka odkrywa także wzgórze, na którym – niczym chatka z obrazów Łąckiego – stoi dom samotnej dziewczyny, mającej we wsi miano ladacznicy i puszczalskiej. Bohaterka zaczyna odkrywać powiązania pomiędzy tajemniczą kobietą a staruszką, u której się zatrzymała. Zaczyna także wierzyć w opowieści o duchu, który każdej nocy otwiera okno w jej wynajmowanym pokoju…

    „Zagląda przez ramię La, żeby zobaczyć, co wyrzeźbiła. Przygląda się figurce. Rozpoznaje siebie. Z garnkami w dłoniach”.

    Jeden wielki sen – tym lapidarnym stwierdzeniem mogłabym opisać najnowszy utwór Marty Alicji Trzeciakowskiej. Świat wykreowany na kartach powieści to utopijny obraz wsi, a także oniryczna historia bohaterki mieszkającej na oddalonym od skupisk ludzkich wzgórzu. Baśniowe opisy łączą się tutaj z surową rzeczywistością, nie pozwalając czytelnikowi poznać, co jest prawdą, a co – złudzeniem. Dla mnie, jako dla odbiorcy, który sięga po konkretną historię, by poznać ją na wylot, ten sposób poprowadzenia fabuły był męczący. Same sny intrygowały na początku, z czasem jednak ich forma stała się uciążliwa i rozlazła. Miałam jednocześnie wrażenie, że sześć ostatnich zostało wepchniętych do książki na siłę, aby domknąć fabułę. Również główna bohaterka sprawiała wrażenie przede wszystkim zmęczonej, a jej niekontrolowane śnienie było zwieńczeniem niemal każdego spaceru czy wyprawy nad jezioro. Nie przemówił do mnie ukazany w książce obraz procesu twórczego, któremu towarzyszyło najwyraźniej więcej poobiednich drzemek niż samej pracy nad powieścią – a szkoda, bo styl autorki niezwykle przypadł mi do gustu i niejednokrotnie zaskoczył zgrabnym powiązaniem słów.

    Główny problem przy czytaniu „Dwudziestu siedmiu snów” miałam z fabułą, która jest na tyle pogmatwana i rozciągnięta, że nie jestem do końca pewna, czy sama autorka wiedziała tak naprawdę, o czym chce opowiedzieć czytelnikowi. Na uwagę zasługuje natomiast świetnie skonstruowana postać Szarej i bardzo ciekawe przemyślenia, które Trzeciak przemyciła w książce. Chętnie przeczytałabym kolejne powieści autorki, przy czym mam nadzieję, że będą one osadzone w bardziej realistycznym i lepiej przemyślanym świecie.

    /Poddasze Literata

  14. 5 z 5

    „Czasem tak trudno jest zaakceptować cierpienie… A zwłaszcza gdy dotyka tych, których kochamy. Chciałoby się odwrócić wzrok, zapomnieć, wyobrazić sobie, że to się nie działo naprawdę.
    Ale ja tego nie robię. Wiem, że moc tamtych wspomnień nie zadziała na nikogo tak jak na mnie.
    To, co kieruje naszymi czynami jest prywatne, osobiste, w gruncie rzeczy niezrozumiałe
    dla ludzi z zewnątrz. Nasze najgłębsze i najbardziej bolesne przeżycia są dla innych tylko obrazem,
    który – w miarę możliwości – starają się zinterpretować. To tak samo jak ze snami.
    Ten, kto obudził się z niezwykłego snu, przeżywa coś niepowtarzalnego.
    Jego emocje są poruszone, jakby przez całą noc ktoś grał na nich jak na instrumencie muzycznym.
    Człowiek, który śnił coś niezwykłego, mógłby całymi godzinami opowiadać o swoim śnie.
    Jednak dla postronnych słuchaczy zawsze pozostanie on tylko pewnym rodzajem ciekawostki.
    Nigdy nie będą w stanie wczuć się w te przeżycia jak ich prawowity właściciel.”

    „Dwadzieścia siedem snów” to moja pierwsza przygoda z twórczością Marty Alicji Trzeciak i podejrzewam, że nie ostatnia. Jestem zauroczona i zachwycona najnowszą powieścią, która sprawiła, że przeniosłam się na chwilę do innego świata, wniknęłam w niego całą sobą. Odkąd tylko ujrzałam tę książkę, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Sama okładka, mnie na tyle zaciekawiła i ujęła, że do tej pory nie mogę oderwać od niej oczu. Jest po prostu niesamowita, klimatyczna, urokliwa i rewelacyjna. Prawdę mówiąc, jeszcze przed otrzymaniem powieści do recenzji, mój wewnętrzny głos podpowiadał mi, że historia w niej zawarta będzie niezwykle mądra, ciekawa, wciągająca, a przede wszystkim magiczna. I tak też było. Przypomniała mi się również książka „Zwilczona”, którą miałam przyjemność czytać całkiem niedawno. Miałam przeczucie, że „Dwadzieścia siedem snów” będzie w jakimś stopniu do niej podobna. I nie myliłam się, znalazłam cechy wspólne obu książek, i wcale nie mam tutaj na myśli fabuły, bohaterów, ale głównie ujęte pojedyncze elementy tj. właściwości ziół, sposób opisywania krajobrazów oraz stworzony przez autorki fascynujący i tajemniczy nastrój.

    Do malutkiej wsi przyjeżdża młoda pisarka, pragnąca w ciszy i pięknym otoczeniu, rozpocząć pracę nad swoją najnowszą książką. Wynajmuje jeden z pokoi u kobiety nazywanej Szarą, mieszkającej ze swoją matką oraz Laurą, którą wychowuje. Początkowo kobieta miała otrzymać inny pokoik, ten ładniejszy i większy, ale gdy tylko dowiedziała się, że w kolejnym dzieją się niewyjaśnione rzeczy i straszy, od razu zapragnęła zamieszkać w nim. Pisarka, w trakcie niespełna miesięcznego pobytu na prowincji, zwiedza okolicę, prowadzi rozmowy z kobietami, kryjącymi pewną tajemnicę, którą z czasem powoli zaczynają się dzielić, poznaje pozostałych mieszkańców wioski, a także próbuje uzyskać więcej informacji na temat mieszczącego się niedaleko i widocznego z okna jej pokoju pewnego wzgórza, na którym znajduje się cudowna chata, a w niej mieszka samotna kobieta – Milena. Okazuje się, że nad trzema kobietami ciąży klątwa rzucona przez samego diabła. Pisarka postanawia im pomóc. Coraz częściej miewa sny, które naprowadzają ją do wyjaśnienia zaistniałej sytuacji. Jednak zdarza się, że po przebudzeniu, kobieta nie potrafi jednoznacznie stwierdzić, czy naprawdę śniła, czy po prostu pogubiła się w rzeczywistości. Zawsze, gdziekolwiek się udaje, zabiera ze sobą notes, w którym zapisuje wszystkie swoje myśli i spostrzeżenia. Nagle dostrzega, że książka sama się pisze…

    Jaką tajemnicę kryje dom, w którym zatrzymała się pisarka ? Jaką tajemnicą owiana jest malutka wieś ? Kim jest Milena i dlaczego samotnie zamieszkuje chatkę na wzgórzu ? Jaką klątwę rzucił diabeł na kobiety ? Czy pisarce uda się stworzyć dobrą powieść i jakie będzie jej zakończenie ?

    „Bo życie z założenia jest cyklem, a jego krańce w pewnym punkcie się spotykają.
    Odkąd tylko powstało, odmieniło cały świat i poddało go rytmowi cykliczności.
    Może i przedtem Ziemia kręciła się w rytmie dobowym i w rytmie rocznym,
    ale dopóki nie ma życia, nie ma pór roku, nie ma puszczania liści i zakwitania.
    Nie ma cyklu życia i śmierci.
    Nie ma człowieka, który od zarania dziejów szuka w tym wszystkim nie tylko porządku,
    ale też sensu.”

    „Dwadzieścia siedem snów” to książka, od której nie mogłam się oderwać. Zahipnotyzowała mnie całkowicie. Pochłonęłam ją w dwa wieczory, być może ta pora dnia jest idealna do czytania właśnie tej powieści, bynajmniej takie odniosłam wrażenie. Tym bardziej, że książka zawiera opisy snów głównej bohaterki, które przedstawione zostały w innym, nierzeczywistym stylu niż pozostała jej część. Bowiem autorka posługiwała się skróconymi imionami postaci, wyróżniającymi się słowami, niezwykłymi dialogami i sloganami. Odczuwało się pewien mistycyzm, magię i tajemniczość.

    Ponadto bardzo polubiłam wszystkich bohaterów, którym nadano intrygujące imiona lub określenia, m.in. Szara, Soliwoda, Sol czy Sizwe. Każdy z nich wnosił coś wyjątkowego i niepowtarzalnego do życia mieszkańców maleńkiej wioski. Urzekła mnie również przepięknie oddana charakterystyka krajobrazów miejscowości, otaczających widoków, lasów, rzeki, roślin i zwierząt. Często miałam ochotę znaleźć się w tamtym świecie i poczuć intensywność zapachów, móc zobaczyć te cudowne pejzaże.

    Jestem pod ogromnym wrażeniem powieści „Dwadzieścia siedem snów”. To bardzo mądra i przemyślana książka, zawierająca wiele życiowych przesłań i cudownych myśli. Napisana jest pięknym i bogatym językiem, niekiedy poetyckim, a czasem trudnym do przyswojenia ( szczególnie w momencie opisów snów ), ale to tylko stworzyło ten jedyny i niepowtarzalny charakter powieści. Przeplatają się w niej rzeczywistość z magią, stare z nowym, miłość z nienawiścią, odrzucenie z tęsknotą.

    „Dwadzieścia siedem snów” to inteligentna, wyjątkowa, oryginalna, zaczarowana, porywająca oraz skłaniająca do przemyśleń powieść, w którą warto się zagłębić i poznać pewną legendę. Ja na pewno, z przyjemnością będę do niej wracać. Serdecznie polecam !

    „Czasami ból, którego nigdy byśmy się nie spodziewali, spotyka nas w najdziwniejszych momentach.
    A innym razem wcale nie przychodzi, mimo że go oczekujemy.
    Biedni jesteśmy – małe ludziki, które nie są w stanie niczego przewidzieć,
    a mimo to starają się planować, przygotowywać się – czy to na najgorsze, czy na najlepsze.
    Tymczasem nigdy nie wiemy, co przyniesie czas, bo choć tak dobrze go przecież znamy,
    nie potrafimy się przyzwyczaić do jego wielkiej mocy.
    Zawsze wydaje nam się, że „tu i teraz” niesie ze sobą prawdę, że reszta to tylko złudzenie.
    A potem przychodzi nowe „tu i teraz” i wszystko się zmienia.”

    http://wielbicielka-ksiazek.blogspot.com

  15. 4 z 5

    W jednym zdaniu: jedna z dziwniejszych powieści, jakie w życiu przeczytałam.

    Sama się sobie dziwię, że wzięłam się za polską autorkę, której przyznam się bez bicia, dotąd nie znałam. Czuję niestety lekką awersję do naszych rodzimych pisarzy głównie ze względu na toporność, która mnie do nich zdecydowanie zniechęca. Nie jestem jakąś kosmopolitką, żeby nie było, być może do tej pory nie trafiłam na żadnego polskiego autora, który by mnie oczarował. W tym przypadku jednak w ogóle nie zauważyłam, że czytam książkę polskiej autorki, której akcja rozgrywa się w naszej ojczyźnie. Dla mnie to wielki plus, nie czytałam o żadnych dresach, meczach i kibolach, wódce (no może tylko raz) itd., znalazłam tylko kilka nawiązań do Polski, jak np. stwierdzenie, że grillowanie to nasz sport narodowy, czy wzmianka o disco polo puszczanym w golfie 😀 Muszę przyznać, że takie ojczyste akcenty baaaardzo mi odpowiadały.

    Krótko nakreślę fabułę: młoda pisarka (nawet nie wiemy jak się nazywa, a swojego męża nazywa „M.”) przyjeżdża do małej wioski To Nowe, aby popracować nad książką. Zatrzymuje się w maleńkim powiedzmy pensjonacie, w którym rolę gospodyni pełni niejaka Szara. Poznaje tam też starą, gderliwą matkę Szarej a także Laurę, młodziutkie, butne dziewczę. Wkrótce jednak główna bohaterka dowiaduje się, że nad kobietami z rodu Szarych wisi klątwa…

    Największy plus tej powieści: fabuła przedstawiająca trudną, acz nieskomplikowaną historię, która pociągnięta jest w sposób wręcz magiczny, nic nie jest takim, jakim się wydaje. Zasiadając do tej książki po prostu odlatywałam.
    Muszę przyznać jednak, że początek nie należał do najłatwiejszych. Pierwsze dwa rozdziały ciągnęły mi się niemiłosiernie i mówię sobie:”Nie, nie ogarnę tego, jak nic się nie zacznie dziać to tu zasnę”. Trzeci rozdział był już świetny, a kolejne strzałem w dziesiątkę. Jak bardzo się cieszę, że nie odłożyłam jej po tym początku. Jestem przyzwyczajona do kryminałów i horrorów z wartą akcją, gdzie wszędzie leje się krew i walają flaki (olać eufemizmy). To było dla mnie zupełnie coś innego. Coś jakby żołnierz piechoty morskiej poszedł na kurs florystyczny. Normalnie inny świat.

    Szczerze powiem, że czasem nie do końca tę powieść ogarniałam. Nie wstydzę się tego i przyznaję, że niektórych wypowiedzi po prostu nie zrozumiałam. Myślę jednak, że dzięki temu książka jeszcze bardziej zyskała na tajemniczości. Chociaż wiadomo, mimo wszystko wolałabym rozumieć co mówi do mnie jakaś postać. Wypowiedzi bohaterów są pełne pięknych myśli, które od razu sobie pozapisywałam, oto jeden z przykładów:

    „Pewność to utrata wolności. Tam, gdzie zaczyna się jedno, kończy się drugie”

    Nierzadko miałam wrażenie, że przez główną bohaterkę przemawia sama autorka książki, co dawało świetny efekt. Podobnie jak przeplatanie się jawy ze sferą oniryzmu. W końcu wszystko tak się ze sobą zlewa, że w zasadzie nie wiemy, czy dana sytuacja rozgrywa się w rzeczywistości, czy to tylko senna mara.

    Kiedy piszę o jakiejś książce nie mogę pominąć tego, co należy do najważniejszych elementów książki (według mnie oczywiście), czyli humoru. W tej powieści znajdziemy kilka naprawdę świetnych kawałków, jak np. ten, w którym młodziutka Laura kłóci się ze znienawidzoną przez siebie Remkową (przytoczę dłuższy fragment, bo jest po prostu świetny):

    „Remkowa krzyczała, że Laura jst popsutym bachorem, który ma pełną dupę i nic sobie nie robi z autorytetów i rad starszych. Laura z kolei nazywała Remkową nadętą staruchą, która myśli, że zawsze ma rację (…). Remkowa na to, że Laura jest typowym bękartem, którego nikt na świat nie prosił, i dlatego teraz zachowuje się, jakby miała diabła pod skórą. Laura odkrzyczała więc, że Remkowa jest bezzębną wiedźmą, z którą już nikt na świecie nie wytrzyma i wszyscy modlą się, żeby już kopnęła w kalendarz.”

    Uwielbiam takie cytaty :D.

    Jedyny minus? Czasem wydawała mi się trochę zagmatwana. Mimo to jest to naprawdę świetna książka z gatunku literatury kobiecej (sama się sobie dziwię, że mówię to ja, wielka fanka kryminałów i thrillerów medycznych) i poleciłabym ją nawet facetom, myślę, że mogłaby być to coś zupełnie innego ale dosyć przyjemnego :).

    Kiedy już myślałam, że w miarę wszystko ogarniam, to dwoma ostatnimi zdaniami książki, autorka zdecydowanie wybiła mi to z głowy.

    http://kasi-recenzje-ksiazek.blog.pl/

  16. 5 z 5

    Dawno nie czytałam tak ambitnej książki. I chciałabym to podkreślić, bo szczerze powiedziawszy nie sądziłam, że jeszcze się takie pisze, a do tego, że takiego cudu dokonała nasza rodzima autorka. To jedna z najbardziej ambitnych, nieszablonowych i mądrych książek, jakie przeczytałam.
    Pisarka – bohaterka i narratorka (imienia nie poznajemy) ma niezwykle wrażliwy i otwarty umysł. Dzięki tym cechom błyskawicznie wzbudza sympatię i zaufanie swoich rozmówców. Ludzie ją lubią (czytelnik również), ponieważ mimo swojej ciekawości i licznych pytań jakie zadaje, nie wyczuwa się w niej wścibstwa. Raczej pewną lotność i żywe zainteresowanie. Pierwszą osobą, która pobudza jej ciekawość jest Laura. Z pozoru zwykła zbuntowana, krnąbrna i figlarna nastolatka. Pisarka jednak dostrzega pod maską młodzieńczej buńczuczności wielki żal i smutek, jaki dziewczyna w sobie nosi. Zawiązuje się między nimi piękna przyjaźń, która pozwala zdradzić Laurze, że Szara nie jest jej prawdziwą babcią.

    Sny mieszają się z rzeczywistością do tego stopnia, że pisarka często nie wie czy dana rozmowa jej się nie przyśniła. Nieustannie zbiera materiały do książki drążąc w miejscowych opowieściach i sekretach wyjawianych przez swoich rozmówców, a każda odkryta tajemnica obnaża coraz bardziej nieprawdopodobną historię.

    Początkowo byłam przekonana, że wątek snów szybko mnie znuży. Jeśli spodoba mi się wątek główny ciężko będzie mi się od niego odrywać. Tutaj sprawa wygląda inaczej. Sny i jawa są tą samą historią opowiedzianą na dwa zupełnie różne sposoby. I nie jest tak, że najpierw widzimy coś na jawie, a później to samo oglądamy we śnie. Jedno z drugim wzajemnie się uzupełnia pokazując inne, nowe rzeczy. Rzeczywistość polega na rozmyślaniach i zwierzeniach podczas kiedy sny są jakby fikcyjnym odwzorowaniem prawdy. Są pełne mistycyzmu i jakiejś takiej pogańskiej dzikości. Bywa, że stają się straszne i obrzydliwe, a ich realizm wwierca się w psychikę. Wzbudzają dreszcze i otaczają czytelnika mgłą nierzeczywistości.

    „Wszystko, co było, w końcu przeminie. Wszystko, co było, wreszcie powróci.”

    Pani Trzeciak daje pełne pole do popisu naszej wyobraźni. Niedopowiedzenia, bądź też brak dosadności, a także mnóstwo metafor i alegorii roztacza przed czytelnikiem pełną gamę rozwiązań i zacieśnia wrażenie wielkiej tajemnicy. Tajemnicy, którą ponad wszystko chcemy poznać i jednocześnie boimy się jej. Specyficzne wyrażanie się i słowo-skróty wywołują bardzo ekscytujący niepokój. Autorka cały czas sunie po granicy realizmu i magii przechylając się co chwilę to na jedną to na drugą stronę. Którą wybierze czytelnik? Dla mnie emocje i wydarzenia były bardzo realistyczne. Nawet te ubrane w fikcje.

    Książka niezwykle sensualna z nieprawdopodobną grą emocji opowiada o tym czy mamy wpływ na swoje przeznaczenie, czy też cokolwiek nie zrobimy musimy się poddać nieuchronnemu kręgowi życia. Nie zdradzę nic ponadto, bo to właśnie jest całym sensem powieści ale zaręczam, że dawno żadna książka nie wywarła na mnie takiego wrażenia. Z punktów technicznych muszę podkreślić fantastyczną estetykę i staranność w stylu pisarskim pani Trzeciak. Każde zdanie jest dopieszczone, a następstwa w fabule dokładnie przeanalizowane.
    Zachęcam każdego, kto ceni niebanalną dwutorowość fabuły i każdemu, kto potrafi rozgraniczyć sen od jawy. Ciekawe czy mu się to uda…

  17. 4 z 5

    ” Otworzyłam oczy. Okno było uchylone, firana powiewała. Letnie poranki mają w sobie coś niezwykłego. Wydają się tak pełne możliwości. Dziś może wszystko się zdarzyć – wykorzystaj to – szepczą wprost do ucha. To właśnie te szepty zrywają mnie zwykle latem bardzo wcześnie z łóżka. Słońce zagląda do okna i czuję, że muszę wyjść na podwórko, na świeże powietrze, bo tam czeka na mnie całe mnóstwo możliwości. ”
    Młoda pisarka przyjeżdża do małej wsi z zamiarem napisania książki. Cicha spokojna wieś na łonie natury młodej dziewczynie wydawała się idealna do napisania powieści. Na samym początku poznajemy trzy bohaterki: Szara, u której ma zamiar wynająć pokój, Laura i mama Szarej. Wszystko, co tam się dzieje sprzyja temu, aby dziewczyna wynajęła pokój.. Mała dziewczynka Laura zaczyna opowiadać pisarce o każdym kolejnym pokoju. Jeden z pokoi zaczął intrygować dziewczynę. Pisarka chcąc się dowiedzieć czy rzeczywiście pokoju jest nawiedzony i taki straszny podejmuje takie ryzyko. Jako że kocha takie zagadki od razu wie, w którym pokoju będzie spać dwadzieścia siedem nocy. Już pierwsze dni u gospodyni jak u domowników i mieszkańców wsi kryje się wiele sekretów. Największą uwagę przykuwa dom stojący na wzgórzu mieszkającej samotnie kobiety Mi. Lecz największą wiadomością, jaką się dowiadujemy w książce jest to, iż na rodzinie Szarej ciąży klątwa rzucona przez samego Diabła. Pisarka pochłonięta dociekaniem, co się dzieje nawet nie zauważa jak powieść sama się pisze. Kolejny sen kolejny rozdział. Zagadka sama się rozwiązuje podczas jawy jak i w czasie snu.

    W czasie czytania książki nasuwały mi się pytania, Co wydarzyło się naprawdę a co tylko się śniło? Kto jest postacią z książki? Młoda dziewczyna a może pisarka to jedna i ta sama osoba?

    Marta Alicja Trzeciak debiutowała powieścią psychologiczną pt. „Inframundo”. Jest dwukrotną stypendystką Stypendium Kulturalnego Miasta Gdańska oraz zdobywczynią wyróżnienia w kategorii prozy pomorskiej i kaszubskiej COSTERINA (za dwie kolejne powieści: „Bliżej Dalej” oraz „Dwa życia Kiki Kain”). Trenerka i sędzia Odysei Umysłu. Autorka artykułów naukowych i popularnonaukowych. Prowadzi warsztaty kreatywnego pisania – między innymi w Bibliotece Publicznej w Gdańsku oraz Instytucie Kultury Miejskiej w Gdańsku.

    Podczas czytania dwa pierwsze rozdziały nie bardzo mnie wciągnęły, lecz każdy kolejny rozdział był tak napisany, iż nie mogłam się oderwać od czytania. Wystarczyły dwa wieczory, aby książkę można było skończyć czytać. Czyta się lekko i przyjemnie zarazem jest ciekawa i fascynująca. Głównym dla mnie problemem było to, iż w pewnych momentach nie wiedziałam, co jest jawą a co snem. Autorka w bardzo ciekawy sposób napisała książkę, która jest oryginalna i wciągająca.
    Serdecznie zachęcam do sięgnięcia po tą książkę „Dwadzieścia siedem snów”

  18. 5 z 5

    Ciężko było mi zabrać się do tej recenzji. Czemu? W tej książce tyle się dzieje, że nie sposób oddać to słowami. Jednak trzeba przynajmniej spróbować…

    „Dwadzieścia siedem snów” to opowieść o trzech kobietach, połączonych nie tylko pokrewieństwem, lecz również wspólną magiczną klątwą, w którą wierzą nie tylko one same, lecz wierzy w nią również cała wieś. Trzy kobiety są zaplątane w niezwykle trudne relacje, które postanawia opisać i zreperować pisarka, która zamieszkała w pokoju gościnnym u Szarej, najstarszej z trzech wspomnianych pań.Każda z kobiet jest inna, ma odmienny temperament, wybiera inną życiową drogę. Czy znajdzie się coś co je połączy?? Czy uda się unicestwić klątwę wiszącą nad kobietami z tej rodziny od setek lat? O tym musicie przekonać się same…

    Książka jest podzielona na dwie części, które wzajemnie się ze sobą przeplatają. Te części nazwałabym „Na jawie” i „W śnie”. Jawa to oczywiście realne (choć czasem nie do końca) wydarzenia, w których dużą rolę odgrywa pisarka, jej natchnienie i zachwyt usłyszaną historią. Sen to opowieść o klątwie, i losach bohaterek, przyczynach stanu zastanego i o diable, który prześladuje Milenę, jedną z kobiet. Sen odczytałam jednocześnie jako zapiski, szkic książki autorki-bohaterki. Obie części są napisane bardzo dobrze, z tym, że część senna, jest napisana w sposób bardziej magiczny, zagadkowy i liryczny.

    Nie sądziłam, że przypadnie mi do gustu książka, w której ukrywa się tyle magii i tajemniczych zjawisk. Tutaj jednak te zjawiska nie wyglądają „kosmicznie”, zdają się być naturalną częścią życia.

    Od razu polubiłam wszystkie bohaterki ksiązki, mimo iż żadna z nich nie jest kryształowa. Każda ma swoje za skórą, cechuje je spory temperament i nieustępliwość.

    Zachwycił mnie styl pisania autorki. Miejscami jest ostro i brutalnie, gdy trzeba zamienia się w liryczną pisarkę. Cudo. Poza tym, w części „Na jawie” znajdziecie mnóstwo cudownych i mądrych fragmentów na temat cierpienia, książek, pracy, pisania.

    Spędziłam przy książce bardzo miłe godziny i muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak dobrej książki nie będącej kryminałem (za którymi jak wiecie przepadam), tym bardziej, że wyszła ona spod pióra polskiej autorki. Już teraz wiem, że postaram się w najbliższym czasie sięgnąć po inne pozycje Marty Alicji Trzeciak. Póki co, polecam Wam „Dwadzieścia siedem snów” – idealna lektura na wakacje!

  19. 5 z 5

    Czasami sny są tak realistyczne, że po obudzeniu nie wiemy, czy był to sen, czy jawa.

    Są w życiu sytuacje tak nierealne, że wydają się tylko snem.

    „Tworzenie czegoś z niczego to największa tajemnica świata…”

    Cisza i spokój jest właśnie tym, czego potrzebuje autor do stworzenia nowej powieści. Wieś wydaje się rozwiązaniem idealnym, kusi swoją sielskością i obietnicą, niczym niezakłóconego, spokoju. Jednak dom, w którym zamieszkała młoda pisarka aż prosi się o wysłuchanie historii jej mieszkańców, a dla nich ktoś z zewnątrz może okazać się ostatnią deską ratunku. Czy podoła temu wyzwaniu?

    „Dwadzieścia siedem snów” było moim pierwszym spotkaniem z twórczością Marty Alicji Trzeciak. Było to spotkanie, muszę przyznać, wymagające ode mnie pełnego skupienia i dokładnego analizowania. Na początku miałam pewien problem z dopasowaniem się do stylu autorki, jak i do konstrukcji książki. W tej książce sny przeplatają się z jawą, jednocześnie się do siebie dostrajając i uzupełniając. Czytając, byłam często zagubiona, niepewna tego, co było wspomnieniami mieszkańców wsi, a co snem pisarki. Ten zabieg zmusił mój mózg do wytężonej pracy podczas czytania oraz sprawił, że odkładając tę książkę, wciąż o niej myślałam.

    „Muszę sączyć to uczucie powoli -jak drinka. Nie mogę się na nie rzucić dwoma haustami, bo wszystko popsuję.”

    Ta nierealna i magiczna opowieść okazała się bardzo prawdopodobna. Duchy, diabły i demony okazują się tak bardzo prawdziwe, jak ludzie, a szaleństwo wydaje się jedynym zdrowym i naturalnym odruchem. Bohaterowie tejże powieści są tak wspaniale wykreowani, że od razu wiedziałam, czy mam do czynienia z upierdliwym nudziarzem, czy z przekorną nastolatką. Nie doszukałam się żadnej nieścisłości w ich charakterach, ale muszę przyznać, że fabuła wciągnęła mnie tak bardzo, że nawet gdyby były jakieś niedociągnięcia to raczej nie zwróciłabym na nie uwagi.

    Zagłębiając się w myśli głównej bohaterki, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że M.A. Trzeciak opisywała samą siebie, swój stosunek do pisania i czytelnika. Dzięki tej książce mam wrażenie, że ją znam, a przecież nigdy nie miałam przyjemności jej poznać. Ten zabieg pozwolił mi utożsamić się nie tylko z bohaterką powieści, ale również z jej autorką, co było bardzo interesującym i dość niespotykanym przeżyciem.

    „Tyle tylko, że nie chcę czytelnika traktować jak idioty. Nie chcę na niego patrzeć z góry. Jest moim partnerem- idziemy razem, a więc chcę, by to on zdecydował, jak jego zdaniem należy interpretować daną historię.”

    To mogła być zwykła opowieść jakich wiele. W zwykłą historię buntu, miłości, strachu i żalu Marta Alicja Trzeciak tchnęła magię, która sprawiła, że nie można tej książki tak po prostu przeczytać. „Dwadzieścia siedem snów” jest powieścią, którą się przeżywa coraz mocniej z każdą przewracaną stroną.

  20. 5 z 5

    Na początku muszę przyznać się do tego, że od dawna interesuję się snami i ich znaczeniem. Wiadomo, niektóre z nich bywają prorocze, które spełniają się w przyszłości. Inne to nic innego jak zlepek naszych codziennych radości, zmartwień i trosk ujęte w konkretnym zarysie.

    Książka „Dwadzieścia siedem snów’ przede wszystkim zaintrygowała mnie swoim tytułem. Mam tak, że gdy coś jest o snach w tytule jak to się mówi – biorę w ciemno. Jak się okazuje tyle też nocy miała spędzić we wsi sama bohaterka tej książki.

    Okładka ciekawa i tajemnicza a zarazem trochę romantyczna – adekwatnie do całej tej historii.

    Opowiada o młodej pisarce, zamężnej, która przyjeżdża sama na zapomnianą przez ludzi wieś, aby znaleźć natchnienie i napisać swoją nową książkę. Trafia do domu starszej kobiety, którą wszyscy nazywają we wsi Szara. Mieszka ona ze swoją starą matką oraz córką siostrzenicy Laurą, którą wychowuje. Wszystkie trzy sprawiają wrażenie tajemniczych, jakby coś ukrywały i coś jest niestety na rzeczy. Same nazwy wsi są intrygujące „Te Nowe” i „Te Stare” jak się okazuje mają uzasadnienie w swoich nazwach.

    Nie przez przypadek młoda pisarka trafia do pokoju, jak to mówi Laura – nawiedzonego, gdzie pojawiają się duchy a że pisarka lubi rozwiązywać zagadki zgadza się natychmiast. Jak się również z czasem okazuje też nie przez przypadek trafia do tej wsi i do tego domu, ale o tym dowiecie się z książki.

    Autorka w książce pięknie ukazuje urok tego miejsca, las, łąki, jezioro, wzgórze i jego niepowtarzalny klimat oraz samo życie mieszkańców.

    Niebawem bohaterka dowiaduje się o klątwie jaka ciąży na tej rodzinie, o tajemnicach tej wsi i jej mieszkańców. Klątwa rzekomo była rzucona przez samego diabła, który opętał kobiety w rodzinie.

    Od samego początku pobytu niewątpliwie intrygujące dla młodej pisarki było tajemnicze wzgórze i jej mieszkanka o której tak naprawdę nikt nie chciał mówić. Dlaczego? Nie chcę Wam tego zdradzać, bo tak naprawdę to klucz do wszystkiego w tej całej opowieści.

    Ciekawe w tej książce jest mianowicie to, że sny, które śniła młoda pisarka nie były prorocze, one przeplatały się z jawą. W śnie pojawiali się mieszkańcy tej wsi i nie tylko, więc tym bardziej z czasem trudniej było pisarce rozróżnić sny od jawy. Skrzętnie spisuje swoje sny i opowieści samych kobiet i niektórych mieszkańców wsi, które chce zawrzeć w swojej książce.

    Ze swoich snów pisarka tak naprawdę dowiaduje się o klątwie i losach rodziny u której mieszka oraz o mieszkańcach tej wsi i sąsiedniej. Potwierdzenie otrzymuje od samych kobiet, które goszczą pisarkę oraz innych osób mieszkających we wsi.

    Laura prosi młodą pisarkę, aby napisała tę książkę a tym samym pomogła jej odwrócić bieg zdarzeń i zniszczyć rodzinną klątwę. Czy im się uda… przeczytacie same.

    Napiszę tak, mogłabym opowiedzieć Wam całą książkę, ale to nie ma sensu jeżeli Wy chciałybyście ją przeczytać. Książka jak dla mnie owiana tajemnicą (co lubię), spokojem i pięknem wsi (uwielbiam) oraz napisana lekkim językiem, niekiedy z humorem. Świetnie i szybko się ją czyta i z każdą stroną pochłania bez reszty – bynajmniej tak było w moim przypadku. Sama też końcówka książki jest interesująca i intrygująca zwłaszcza ostatnie zdania, ale książkę trzeba przeczytać od samego początku do końca.

    Rzadko sięgam po książki kobiece, ale to kolejna książka, która mnie wciągnęła od samego początku po sam koniec. Czasami dobrze jest odpocząć od książek ciężkiego kalibru, choć tutaj chwile mroku i grozy też możecie spotkać.

    Szczerze polecam na letnie popołudnia i wieczory przy kubku dobrej kawy czy herbaty.

    Janina Mazurek: http://polkizksiazkami.pl/ksiazki/ksiazki-dla-doroslych/marta-alicja-trzeciak-dwadziescia-siedem-snow-recenzja.html

  21. 5 z 5

    Muszę sączyć to uczucie powoli – jak drinka. Nie mogę się na nie rzucić dwoma haustami, bo wszystko popsuję.

    Sen. Czym jest sen? Znacie to uczucie, kiedy to, co na jawie, miesza się z życiem codziennym? Doznaliście sytuacji, w której uparcie twierdziliście, że coś się wydarzyło, a okazywało się, że to zwykły sen? Ja tak miałam. Niejednokrotnie. Bardzo dziwne lecz fascynujące uczucie. Nigdy bym nie przypuszczała, że w moje ręce może trafić książka, która ma możliwość wywołać we mnie podobne uczucia. Czy tej się udało?

    Marta Alicja Trzeciak na swoim koncie ma już kilka niebanalnych powieści. Debiutowała książką Inframundo. Jest dwukrotną stypendystką Stypendium Kulturalnego Miasta Gdańska. Za powieści Bliżej dalej oraz Dwa życia Kiki Kain zdobyła wyróżnienie w kategorii prozy pomorskiej i kaszubskiej COSTERINA. Aktualnie prowadzi warsztaty kreatywnego pisania. Z twórczością autorki spotkałam się po raz pierwszy w jej najnowszej powieści i żałuję. Żałuję, że nie trafiłam na jej prozę wcześniej!

    Pewna pisarka, szukając natchnienia, przyjeżdża do małej wsi, aby w ciszy i spokoju rozpocząć pracę nad swoją najnowszą książką. Kobieta wynajmuje pokój u Szarej – gospodyni, która mieszka razem ze swoją matką oraz wnuczką. Wynajmowane cztery ściany mają być nawiedzone, jednak autorka czuje się w nich świetnie i wie, że spędzi w nich miło czas. Od tego momentu wszystko zaczyna się ze sobą mieszać. Sny wydają się być rzeczywistością, a rzeczywistość zdaje się być jak ze snu. Co w tym wszystkim jest prawdą, a co nie? Gdzie jest granica pomiędzy rzeczywistością, a iluzją?

    Co mogę powiedzieć o tej książce? Pierwsze co nasuwa mi się na myśl to WOW! Pierwszy raz miałam możliwość przeczytać tak dobrą i polską prozę. Na pewno nie tego się spodziewałam, wybierając ten tytuł. Zdecydowanie nie jest to książka lekka i relaksująca, którą można przeczytać w jeden wieczór. To ten typ powieści, nad którym trzeba pomyśleć, zastanowić się i wysilić szare komórki. Książka nie ma jednoznacznego przekazu. W zależności od tego, jak odbierasz rzeczywistość, tak odbierzesz tę pozycję. Historia opisana przez Martę A. Trzeciak nie jest lekka, ale nie jest też kosmicznie trudna i nużąca. Choć ta magiczna opowieść z pozoru wydaje się nierealna, to po dłuższej chwili namysłu okazuje się być bardzo rzeczywista i prawdopodobna.

    Autorka zajmuje się prowadzeniem kursu kreatywnego pisania. Po przeczytaniu tej książki wiem, że chciałabym kiedyś trafić do niej na zajęcia. Od jej opowieści nie sposób się oderwać. Bohaterowie wykreowani są wręcz idealnie. Szukałam na siłę jakichkolwiek niedociągnięć, jednak ich nie znalazłam. Czy gdzieś się pojawiły? Stwierdzam, że nie. Może po prostu autorka tak mnie zaczarowała, że nie potrafiłam ich zauważyć? Brawa, wielkie brawa! Dawno nie czytałam książki, w której głównym bohaterem jest pisarz. Ostatnią taką książką były bodajże Wszystkie kształty uczuć – Edyty Świętek. Lubię tego typu książki. Czytając je odnoszę wrażenie, że zagłębiam się w myśli samego autora, który umiejętnie umieszcza własną osobę w swoim literackim bohaterze. Czy Marta A. Trzeciak taki miała zamiar? Mam nadzieję, że tak, gdyż po skończonej lekturze mam wrażenie jakbym poznała bliżej samą autorkę, którą bardzo polubiłam.

    Dwadzieścia siedem snów to niebanalna i nieszablonowa opowieść, pełna niezwykle realistycznej magii. To książka, od której nie sposób się oderwać. Czytając tę opowieść masz wrażenie, że poznajesz dokładnie samą autorkę, a opisana historia na długo pozostanie w Twojej pamięci. Niezwykłości tej powieści dodaje piękna i magiczna okładka, która przyciąga spojrzenie z daleka. Serdecznie polecam!

    Tworzenie czegoś z niczego, to największa tajemnica świata…

  22. 5 z 5

    Co daje szczęście? Czy w Twoim życiu jest miejsce na odrobinę magii? Te i wiele innych pytań stawia przed czytelnikiem Marta Alicja Trzeciak autorka niezwykłej książki obyczajowej Dwadzieścia siedem snów.

    Młoda pisarka wyjeżdża na wieś w poszukiwaniu inspiracji do kolejnej książki. Stopniowo odkrywa uroki obcowania z naturą i jej kontemplacji oraz zaprzyjaźnia się z niesforną nastoletnią Laurą. W przerwach między szukaniem natchnienia stara się poznać losy mieszkającej na wzgórzu tajemniczej Mileny, której zła sława powoduje zgorszenie mieszkańców wsi. Pisarka zostaje ulokowana w pokoiku, w którym rzekomo straszy. Skromnie urządzona kwatera jest zamieszkała przez ducha szepczącego do uszu i sprowadzającego sen, na każdego kto próbuje pracować w nocy. Kobieta szybko doświadcza nocy pełnych niewiarygodnych, niemalże baśniowych snów. Przez dwadzieścia siedem nocy poznaje historię Re i kusicielki Mi. Co oznaczają dziwne sny pisarki i jaką tajemnicę skrywa rodzina Laury? Co jest prawdą, a co snem? Koniecznie zajrzyjcie do książki, aby poznać zakończenie.
    Każdy ze snów osadzony jest w konwencji charakterystycznej dla baśni i przypowieści. Obecna jest w nich symbolika biblijna oraz nawiązywania do mitologii oraz ludowych podań (drzewo życia, axis mundi).
    Na kartach powieści zdarzenia z pobytu bohaterki przeplatają się ze snami oraz jej refleksjami. Bohaterka dzieli się z czytelnikiem uwagami dotyczącymi warsztatu pisarza. Odkrywa przed odbiorcą tajniki konstruowania fabuły, stopniowania napięcia, a także proponuje własny i bardzo prosty kurs z rozpoznawania typów powieści. Uważam, że takie autorefleksje pisarza urozmaicają fabułę i pozwalają na lepsze poznanie zarówno pisarza, jak i jego warsztatu pracy.
    Marta Alicja Trzeciak łączy różne konwencje literackie i igra z czytelnikiem. Stara się burzyć niektóre utarte schematy dotyczące mieszkańców wsi i relacji międzyludzkich. Powieściowe To Nowe jest stereotypową polską wsią- z pozoru arkadyjską krainą, w której ludzie koegzystują z przyrodą oraz miejscem pełnym stereotypów, które skrzętnie ukrywa przed obcymi rodzinne tajemnice. Jest to także przestrzeń magiczna, w której czas płynie inaczej- raz dłuży się leniwie, a czasem pędzi niemiłosiernie.
    Autorka, podobnie jak w poprzedniej powieści, stosuje realizm magiczny w opisywaniu historii o zagmatwanych i zerwanych więzach. Dzięki kobiecym bohaterkom ukazuje skomplikowane ludzkie losy i problemy z przywróceniem rodzinnych relacji. Laura nie może odnaleźć się we wiejskiej społeczności, która nie rozumie jej zapału do nauki i miłości do sztuki. Większość uważa ją za rozpuszczoną pannicę, której temperament powinno stłumić surowe wychowanie. Dziewczyna zmaga się także z nieobecnością w jej życiu matką. Z kolei Szara stale przeżywa utratę siostry i zerwanie kontaktu z siostrzenicą. Również Milena, piętnowana za rozwiązłość, skrywa mroczne wnętrze, powiązane z wyrzeczeniem, którego musiała dokonać w młodości.
    Powieść Dwadzieścia siedem snów mogę polecić osobom lubiącym książki o niebanalnej fabule. Jeśli poszukujecie utworu, w którym zatracicie się do reszty i zapomnicie o całym świecie, to sięgnijcie po powieść Marty Alicji Trzeciak. Autorka snująca oniryczno-magiczną opowieść o kobietach zmagających się z przeciwnościami losu zainteresuje także koneserów gatunku i wielbicieli literatury wymagającej głębszych refleksji. Naprawdę polecam!

  23. 5 z 5

    Uwielbiam niespodzianki. Co prawda może się zdarzyć, że powodują one pewien zamęt życiowy, jednak ogólnie uważam je za coś ogromnie pozytywnego. I tak właśnie było z powieścią Marty Alicji Trzeciak „Dwadzieścia siedem snów”. Okazała się wspaniałym, pięknie opakowanym prezentem, którego zawartość nie tylko mnie zaskoczyła lecz wprowadziła również w pewne zdumienie. Szczerze to spodziewałam się, że będzie to lekka powieść obyczajowa , w sam raz na wakacje, pozwalająca umilić mi czas. Gdy rozpakowałam ją jednak ze wszystkich bibułek fabuły i wstążeczek emocji, otrzymałam wspaniałą powieść psychologiczną, w czasie czytania której często brakowało mi tchu. A zaczyna się tak niewinnie, pisarka przyjeżdża na kwaterę na wieś, w poszukiwaniu pomysłu na powieść. Już na samym wstępie jednak jest już problem z przygotowanym dla niej pokojem. Pierwszy zaanektowała nestorka rodu, w drugim siedzi Laura – najmłodsza z kobiet tu mieszkających. Gospodyni zwana Szarą ma niemały kłopot, gdzie ulokować gościa. Pada na pokój, w którym podobno śpi się znakomicie, jednak według Laury jest on w jakiś sposób nawiedzony. Czy okaże się to prawdą ? Czy faktycznie miejsce to będzie pod nadzorem tajemniczych sił, czy tylko jest to pewny zabieg autorski, nazwijmy go dyplomatycznym? Na pozór fabuła powieści biegnie dwutorowo, mamy tu historię, którą opowiada główna bohaterką , na którą tak naprawdę składają się obserwacje, jakże barwnego środowiska w którym się znalazła, i fantastyczne sny. To one zdecydowanie zdominowały fabułę i to one dodają niesamowitego smaku tej powieści. Motyw snu w literaturze poruszany był niejednokrotnie i jest na pewno jednym z ważniejszych. W tej powieści mamy przenikanie rzeczywistości, historie teoretycznie powstałe przez sen, staja się autentyczne i ciężko stwierdzić, co jest jawą a co pewną mrzonką. Gdy w pewnym momencie staną się całością i kompletną jednością, czytelnik ma ochotę prosić, by ta tajemniczość i magia jeszcze się nie kończyła. Autorka stworzyła fantastycznych bohaterów, tak prawdziwych, że wydaje się jakby stali obok nas, i że obserwujemy ich życie nawet nie podglądając przez okna, a stojąc bezpośrednio obok nich. Galeria postaci jest tak różnorodna, że nie sposób przy nich się nudzić. Autorka między innymi porusza tematy braku akceptacji i społecznych osądów, trudnych relacji nie tylko w rodzinie, miłości tej oczekiwanej jak i tej zakazanej. Powieść napisana jest pięknym językiem, a już fantastycznie przedstawiony jest wątek „sennej” historii, który dosłownie porywa a cały jest alegorią do rzeczywistości.
    Ja osobiście pokochałam całym sercem zarówno mądrą Szarą, błyskotliwą i zadziorną Laurę jak i tajemniczą Milenę, której postać zdecydowanie dodawała fabule pewnego smaku. Czytając powieść doświadczyłam tylu emocji, że momentami wydawało mi się, że już może za dużo, może już dość. Długo po przeczytaniu książki ni mogłam dojść do siebie, pytania prosiły o odpowiedzi, a one nie chciały przychodzić.

    „Dwadzieścia siedem snów” to taka zwykła opowieść, o codzienności, o rodzinie, o relacjach panujących w małych miejscowościach, opuszczonych dzieciach i ponętnych kobietach, o szamankach i zdobywcach, o godności i poniżeniu, o tym, że nie ma ludzi jednakowych. Wyjątkowy w niej jest klimat, który potrafi całkowicie zauroczyć, zawładnąć, porwać. I znika nasza codzienność, a my przejeżdżając nasz przystanek autobusowy myślimy, aby być czuć go jak najdłużej.

  24. 5 z 5

    Między jawą a snem
    „Nigdy nie malowałam swoich snów. Malowałam rzeczywistość.” – mówiła Frida Kahlo, choć słowa te mogłoby wypowiedzieć wielu twórców i to niezależnie od tego, czy na papier przelewają obrazy, czy też słowa. Niekiedy bowiem sami nie wiemy, w którym miejscu zaczyna się i kończy rzeczywistość, w którym miejscu pojawia się sen, bardziej realny, niż cokolwiek innego. Może on stanowić prawdziwą inspirację, może też być przekleństwem, zawsze jest jednak dowodem na istnienie ogromnej siły naszej podświadomości, której podszeptów warto słuchać.
    Dla młodej pisarki, przyjeżdżającej na miesięczny pobyt do wsi To Nowe, leżącej gdzieś na przysłowiowym krańcu świata, każdy sen jest kolejnym rozdziałem baśni, która pisze się niemal sama. Miejsce, w którym kobieta zjawia się pracować nad książką pozbawione jest luksusów, pełne jest natomiast historii, które tylko czekają, aż ktoś nada im właściwy kształt. Przesycone jest również magią, pierwotną mądrością płynącą z natury, zapachem ziół oraz … domowej kuchni oferowanej wraz z zakwaterowaniem przez kobietę zwaną Szarą. Dom kobiet, można by pomyśleć patrząc na przestrzeń życiową Szarej, która dzieli dach ze swoją zniedołężniałą matką oraz nastoletnią Laurą, a także rozlicznymi kobietami w potrzebie. Wynajem pokoi nie jest zajęciem intratnym, bowiem wioska nie oferuje zbyt wielu atrakcji, poza niezwykłymi legendami, które wydają się wypełniać każdą połać ziemi. Wydaje się jednak, że żyjąca w zgodzie z naturą i ze światem Szara zupełnie się tym nie przejmuje, robiąc po prostu swoje …
    W tych niezwykłych okolicznościach przyrody powstaje książka bohaterki, wykreowanej przez Martę Alicję Trzeciak. Powieść „Dwadzieścia siedem snów”, opublikowana nakładem Wydawnictwa Kobiecego, to niezwykła opowieść o dwudziestu ośmiu dniach spędzonych w niezwykłej, odrealnionej wsi, a także … o dwudziestu siedmiu nocach wypełnionych pełnymi treści snami. Opowieść Trzeciak zauroczy każdego, kogo życie wypełnione jest niewyjaśnionym i kto poszukuje magii w codzienności. Nie znajdziemy tu ckliwych historii miłosnych, brak jest oczywistych zdarzeń i wartkiej akcji. Tu czas jednocześnie się zatrzymał i przesypuje się przez palce niczym piasek, zaś bohaterowie są zarówno niezwykli i stworzeni z marzeń sennych, jak i boleśnie zwyczajni i ułomni w swej ludzkiej naturze.
    Każda postać pojawiająca się w życiu pisarki, odsłania kolejne fragmenty układanki, kolejne tajemnice, którymi wieś wydaje się być przesiąknięta. Nawet pod dachem Szarej dzieją się niezwykłe rzeczy i toczą się niezwykłe rozmowy, a praktyki zielarskie mogłyby zatrwożyć niejednego purytanina. A jednak, mimo pozornej wojny pomiędzy butną Laurą bojkotującą każde polecenia, a Szarą, pomiędzy nimi a krytycznie nastawioną sąsiadką Remkową, a nawet pomiędzy bohaterkami a niezwykłym weterynarzem Sizwe, istnieje nieuchwytna nić porozumienia, wynikająca być może ze wspólnej przeszłości, z wydarzeń, o których jedni chcą zapomnieć, zaś drudzy – wręcz przeciwnie – pragną pamiętać.
    W opowieści Trzeciak pojawia się również niezwykła mieszkanka wsi, Milena – ofiara społecznego ostracyzmu, choć właściwie to ona sama skazała się na odosobnienie, zamieszkując mały domek na wzgórzu i otaczając się zwierzętami. Krążą o niej niezwykłe historie, choć wszystkie sprowadzają się do piętnowania kobiety, która zbyt razi swoją innością, by można było ją zaakceptować. Na kartach powieści pojawia się też syn Remkowej, dla którego mała wioska przypominała klatkę, z której desperacko pragnął się wyrwać oraz przepełniony mrokiem tajemniczy sołtys, Soliwoda. Każda z tych postaci ma do odegrania określoną rolę, tym bardziej, że zyskują oni drugie życie i alternatywne jego scenariusze w snach młodej pisarki.
    Oddając się lekturze powieści „Dwadzieścia siedem snów” zdecydujemy się przekroczyć bramy tajemnic, otwieramy się na to, co niedopowiedziane, tajemnicze. Podejmując wraz z bohaterką zobowiązanie – ma ona dopomóc Laurze zdjąć klątwę diabła z kobiet w jej rodzie – wyrażamy jednocześnie zgodę na to, by dopuścić do swojej świadomości to, w co zwykle trudno jest nam uwierzyć, decydujemy się mieć otwarty umysł i serce. Jak zakończy się ta opowieść, którą Trzeciak tka niczym pajęczą sieć pełną obrazów i słów? Kim jest tak naprawdę Milena i jaka jest jej historia? Skąd Laura wzięła się do domu Szarej i jaka rolę w opowieści odgrywa tajemniczy sołtys? Tego wszystkiego dowiemy się z książki, która sama w sobie wydaje się być snem. Z powieści, która dobitnie świadczy zarówno o talencie Trzeciak do opowiadania historii, jak i o specyficznym postrzeganiu przez nią otaczającej rzeczywistości. Podobnie zresztą, jak u Fridy Kahlo…

  25. 3 z 5

    Do pewnej wioski przyjeżdża młoda pisarka,która zamierza napisać nową powieść.Wynajmuje pokój u kobiety,która nazywa się Szara.Powoli zagłębia się w historii trzech kobiet:Laury,Mileny i Szarej.
    Pisarka dowiaduje się o legendzie rodziny i klątwie.Kobiety mają nadzieję,że pisarka odmieni ich los…
    Muszę przyznać,że pomysł na fabułę jest świetny i oryginalny.Niestety czytało mi się ją strasznie ciężko i długo.Styl pisania autorki nie był jakiś ciężki,ale nie mogłam po prostu się wciągnąć w tę historię.Wydaje mi się,że autorka umieściła za dużo opisów,które nie wnosiły nic do lektury.
    Postacie odebrałam bardzo pozytywnie.Szczególnie do gustu przypadła mi Laura.Podobała mi się jej pewność siebie i jest to dziewczyna z własnym charakterem.
    Autorka świetnie połączyła wątek realistyczny z fantastycznym i dzięki temu zasługuje na ogromny plus.Powieść zawiera w sobie ‚Sny’,czyli tak jakby rozdziały,które pisze główna bohaterka w swojej książce.

    Najbardziej podobał mi się wątek legendy rodziny.Czytało mi się o niej bardzo przyjemnie.Niestety całość nie zwaliła mnie z nóg i lekko się zawiodłam.
    Mimo to,zakończenie było naprawdę ciekawe i nie podejrzewałam,że tak to się zakończy.
    ”Dwadzieścia siedem snów” to powieść pełna magii,miłości,złego podejmowania decyzji i tajemnic.
    Nie zachwyciła mnie ta lektura,ale osobom,które lubią wyżej wymienione rzeczy,powinna się spodobać.

  26. 3 z 5

    „Otworzyłam oczy. Okno było uchylone, firana powiewała. Letnie poranki mają w sobie coś niezwykłego. Wydają się tak pełne możliwości. Dziś może wszystko się zdarzyć – wykorzystaj to – szepczą wprost do ucha. To właśnie te szepty zrywają mnie zwykle latem bardzo wcześnie z łóżka. Słońce zagląda do okna i czuję, że muszę wyjść na podwórko, na świeże powietrze, bo tam czeka na mnie całe mnóstwo możliwości.”

    Do zapomnianej przez świat wsi przyjeżdża młoda pisarka, która planuje rozpocząć pracę nad swoją najnowszą powieścią. Wynajmuje pokój u tajemniczej kobiety, zwanej przez miejscowych Szarą. Już pierwsze chwile pobytu u gospodyni pokazują dobitnie, że zarówno dom, jak i cała wieś kryją w sobie wiele sekretów.
    Równolegle do fabuły prowadzonej na jawie czytelnik zostaje wprowadzony w świat niezwykle realistycznych snów pisarki. Pojawiają się w nich niby ci sami bohaterowie, których spotyka w świecie rzeczywistym, a jednak zupełnie odmienni od postaci rzeczywistych. Sny prowadzą pisarkę dalej niż jej dociekania na jawie. Podążając ich tropem, główna bohaterka zaczyna odkrywać zarówno tajemnice pobliskiego wzgórza, jak i sekrety skrywane przez mieszkańców całej wsi.
    Pisarka pochłonięta swoimi dociekaniami nie zauważa nawet, że jej najnowsza powieść zaczyna pisać się sama. Każdy kolejny sen przynosi nowy rozdział, a zagadki rozwiązują się zarówno podczas jawy, jak i w czasie snu.

    Ostatecznie główna bohaterka będzie musiała odpowiedzieć na pytania: Co wydarzyło się naprawdę, a co jej się tylko śniło? Kto jest bohaterem powstającej powieści? Czy przypadkiem nie jest tak, że pisarka to tylko postać z własnej książki?

    Cytat z książki:

    „Tworzenie czegoś z niczego to największa tajemnica świata…”

    Moja ocena: 7,5/10

    Na początek chciałam wspomnieć, że ta książka była egzemplarzem recenzenckim i opisu książki nie zawierała. Ja pierwszy raz również go nie szukałam na internecie. Szłam na żywioł, bo jak się okazuje tutaj były to sny, w których pojawiają się niby ci sami bohaterowie co w świecie rzeczywistym. Ja na początku odbierałam te sny jako coś zupełnie innego. Jakieś boskie stworzenia itp., wcale nie łączyłam ich z losami bohaterów. Dopiero z czasem zauważyłam powiązania, które pozwoliły mi stwierdzić, że to na pewno losy bohaterów przedstawione w inny sposób. Ale odkrywanie tego było frajdą i dobrze zrobiłam, że opisu nie przeczytałam, bo wszystko bym sobie popsuła.
    Historia może się wydawać bardzo prosta. Jak takie np. Ranczo Wilkowyje, itp. Ale jednak tutaj na naszej bohaterce leży ważne zadanie i nie została ona do tej wioski sprowadzona przypadkiem. W tej książce nic nie dzieje się przez przypadek, każda rzecz/ sytuacja ma swoje zadanie.
    Autorka dostarcza nam wiele ciekawych opisów, czy to miejsc w których przebywa, czy też to co sama odczuwa. Każdy z bohaterów ma swoje ustalone zadanie w książce i widać, że autorka bardzo się skupiła na tym elemencie i można to zauważyć na każdym kroku. Główna bohaterka specyficzna, ale pełna uroku. Ma swoje widzimisię, ale to sprawia, że do tej fabuły pasuje z tą swoją „innością”. Język i styl prosty, ale jednocześnie magiczny.
    Powróćmy do tych snów. Na początku podobały mi się, można było zobaczyć inny, magiczny, ale niezbyt kolorowy świat, usiany złem. Potem coraz bardziej niepotrzebne wydawały mi się te wstawki w postaci snów, bo one od normalnego tekstu były oddzielone. Jakoś wydawało mi się to zbędne i jakoś nie bardzo mi było to potrzebne później. Ale nie ja pisałam tę książkę, więc nie oceniam. Może nie odnalazłam tego głębokiego sensu, który autorka zawarła w tej książce.
    Są momenty w książce gdy czytasz z zapartym tchem, a innym razem po kilku stronach masz ochotę zamknąć książkę i do niej nie wrócić.
    Magiczna książka, która ma w sobie coś, co każdy z nas powinien indywidualnie odkryć.
    Polecam osobom, które lubią magiczny świat poplątany z realnym. Polecam wszystkim, którzy lubią autorkę i jej styl. Polecam tym, którzy są ciekawi tej historii.

    Jednym słowem:

    Klątwa/Przekleństwo

    http://biblioteczka-na-poddaszu.blogspot.com/2016/07/recenzja-marta-alicja-trzeciak.html

  27. 4 z 5

    Zazwyczaj po przeczytaniu jakiejś książki moja głowa pęka od nadmiaru mysli a serce od zbyt dużej lub małej dawki emocji. Po przeczytaniu książki „Dwadzieścia siedem snów” w mojej głowie jest tylko jedno pytanie: Czy nie spodziewałam się czegoś lepszego?

    Do zapomnianej przez świat wsi przyjeżdża młoda pisarka, która planuje rozpocząć pracę nad swoją najnowszą powieścią. Wynajmuje pokój u tajemniczej kobiety, zwanych przez miejscowych Szarą. Już pierwsze chwile pobytu u gospodyni pokazują dobitnie, że zarówno dom, jak i cała wieś kryją w sobie wiele sekretów.
    Równolegle do fabuły prowadzonej na jawie, czytelnik zostaje wprowadzony w świat niezwykle realistycznych snów pisarki. Pojawiają się w nich niby ci sami bohaterowie, których spotyka w świecie rzeczywistym, a jednak zupełnie odmienni od postaci rzeczywistych. Sny prowadzą pisarkę dalej niż jej dociekania na jawie. Podążając ich tropem, główna bohaterka zaczyna odkrywać tajemnice pobliskiego wzgórza, jak i sekrety skrywane przez mieszkańców całej wsi.
    Pisarka pochłonięta swoimi dociekaniami, nie zauważa nawet, że jej najnowsza powieść zaczyna pisać się sama. Każdy kolejny sen przynosi nowy rozdział, a zagadki rozwiązują się zarówno podczas jawy, jak i w czasie snu.

    Ostatecznie główna bohaterka będzie musiała odpowiedzieć na pytania: Co wydarzyło się naprawdę, a co jej się tylko śniło? Kto jest bohaterem powstającej powieści? Czy przypadkiem nie jest tak, że pisarka to tylko postać z własnej książki?

    Jak już wspomniano w opisie i jak sam tytuł podpowiada, książka ta to historie, które przydażają się głównej bohaterce w rzeczywistości, jak i te, o których śni.Niby różne, a jednak takie same …
    Zapowiadało się tak ciekawie, wyszło jednak inaczej …
    Styl pisania tych snów był dla mnie irytujący, gdyż czasami nie potrafiłam zrozumieć o co w ogóle chodzi, a ta niewidza doprowadzała mnie do białej gorączki. Na szczęście pozostała część, która odbywała się w rzeczywistości była dużo przyjemniejsza do czytania.

    Styl i język prosty, choć niezwykle magiczny. Mimo licznych opisów, za którymi nie przepadam, książkę czytało mi się bardzo przyjemnie. Choć zdarzały się też takie momenty, gdzie miałam ochotę zamknąć książkę i nigdy do niej nie wracać, gdyż nudne fragmenty po prostu mnie usypiały.

    „Dwadzieścia siedem snów” to wbrew pozorom nie taka banalna historia. Wymaga wyciszenia, włączenia myślenia i wykorzystania swych szarych komórek, aby zrozumieć to, co autorka ma nam do przekazania.

    Ogromny plus dla wydawnictwa za wspaniałą okładkę. Niby taka prosta i zwyczajna, a zarazem taka magiczna.

    Podsumowując, książka mi się podobała i polecam ją każdemu kto uwielbia motyw snów w powieściach. Ta ksiażka jeszcze bardziej uświadomiła mnie w przekonaniu, że polska literatura jest coraz lepsza.

    Moja ocena: 7/10

  28. 4 z 5

    Podczas mojego pierwszego spotkania z twórczością Trzeciak, jakim było Dwadzieścia siedem snów, poczułam się, jakbym zmierzała do innego świata, że podążam jeszcze nieznaną mi ścieżką literatury. Jakby nie było, akcja dzieje się w polskiej wsi, ale poczułam, jakbym znajdowała się w wyśnionej krainie, przedziwnym świecie, gdzie jawa miesza się ze snem. Wieś w powieści jest miejscem, gdzie każdy ma swoje określone miejsce i wydawałoby się, że nic nie jest dziełem przypadku.

    Coraz rozpaczliwiej poszukuję w powieściach motywu oniryzmu. Sen jest czymś naturalnym, ale gdzie kryje się podłoże do jego tworzenia? Można się nim bawić jak plasteliną, na kartkach powieści tworzyć historie zupełnie oderwane od rzeczywistości i to właśnie robi autorka. Wtrącenie w fabułę tytułowych dwudziestu siedmiu snów, które, mogłoby się wydawać, nie mają nic wspólnego z akcją, są kluczowym elementem. Wspomnę jeszcze o doskonale użytym wątku legend rodowych Szarej i jej rodziny, który dodatkowo urozmaicił historię, ale również uzmysłowił mi, że autorka doskonale posługuje i bawi się słowem.

    Powieść Trzeciak, gdzie magia miesza się z realizmem, gdzie sen miesza się z jawą, jest historią, po której można spodziewać się wszystkiego. Chociaż nie każdy może odnaleźć się w Dwudziestu siedmiu snach, ponieważ to nieco metaforyczna opowieść, to dopiero teraz zrozumiałam, że słowo pisane ma naprawdę olbrzymie pole rażenia i autorka stopniowo korzystała z jego obezwładniającej siły.

    Sen czy jawa? Takie pytanie krążyło po mojej głowie, kiedy te dwie płaszczyzny, na pozór, w niekontrolowany sposób przenikają się wzajemnie. Czasem zdarzało mi się nie widzieć, gdzie znajduje się teraz mój umysł, którą historię autorka prezentuje – odnoszę wrażenie, że to wszystko zostało skrupulatnie zaplanowane.

    Nie mogę powiedzieć, że powieść czytało się szybko. Przebrnięcie przez powieść Trzeciak zajęło mi trochę czasu, ponieważ w gruncie rzeczy historia Szarej i sny były dość chaotycznie przedstawione, przez co musiałam co jakiś czas przerywać książkę, żeby przyswoić sobie pewne fakty. A jednak moje pierwsze spotkanie z autorką mogę zaliczyć do udanych. Motyw popularnego folkloru z mniej polularnym, ale bardzo trudnym do ukazania oniryzmem oraz rodowe legendy dały doskonałą powieść, w której można przepaść bez reszty.

    Polecam ją szczególnie w okresie wakacji, na wyjazdy, ponieważ magię ukrytą w jej wnętrzu można tylko poznać na świeżym powietrzu. Na pewno nie jest to moje ostatnie spotkanie z piórem autorki, być może przeczytam również jej wcześniejsze powieści. Jak dla mnie, poszukującej motyw snu w powieściach, historia była tym czego potrzebowałam.

  29. 3 z 5

    Moje oczekiwania przed przeczytaniem
    Książkę tą znalazłam i poznałam dzięki konkursowi. Opis bardzo mnie zachęcił, inaczej nawet bym się za nią nie zabierała. Nie mój klimat, pomimo że jest „na wpół realistyczna”. Kolejnym walorem jest prosta, aczkolwiek miła dla oczu okładka, a przynajmniej według mnie. A w końcu sam tytuł, który choć wiele nie zawiera to intryguje i zachęca, ponieważ sny od zawsze były czymś niewyjaśnionym. Dzisiaj wiem, że źle zrozumiałam opis, przez co
    książka okazała się inna.

    Moje odczucia podczas czytania
    Z racji, że wolę inne gatunki, nie paliłam się, aż tak do przeczytania jej. Choć w pewnym sensie byłam ciekawa jaka się okaże. I z początku książka trafiła w mój gust. Było realistycznie i to bardzo, a sny wydawały się tajemnicze i początkowo nie zrozumiałe dla mnie. Po połączeniu faktów odnalazłam jednak głębszy sens, ponadto sny kojarzyły mi się z egipckimi mitami. Lecz z czasem coraz mniej fabuła mi się podobała. Połączenie świata realistycznego i fantastycznego było według mnie przesadne. Sny za bardzo rzeczywiste, najpierw opisywały historię jak z legend, a potem zwykłe życie. Realizm zaś obejmował za dużo wątków paranormalnych. Nie wątpię, że miały one znaczenie alegoryczne, ale dla mnie było tego po prostu za dużo. Co do samej historii trzech kobiet, to był to ciekawy pomysł, ale zakończenie znowu zostało popsute. Kompletnie mi nie pasowało do reszty wydarzeń. Do tego za dużo monologów, które dotyczyły klątwy, strachu i tego, że coś zrobiono na próżno. Teraz jednak myślę, że być może nie do końca pojęłam przenośne znaczenie historii Mileny.
    Pomimo tego, widzę jeden duży plus. Charaktery bohaterów. Trzy, a raczej cztery kobiety o całkiem odłącznym temperamencie, które ciągle toczyły walkę ze sobą albo z życiem, chcąc uchronić się przed czymś, co może wcale nie nadejdzie. Laura ta najmłodsza zyskała najwięcej mojej sympatii. Dziecko-kobieta, która nikogo nie słucha i chce żyć po swojemu. „Jak zechce to zrobię.” Szara to ciepła osoba o odmiennym spojrzeniu na świat. Ale Mileny, ani trochę nie polubiłam.
    Moje odczucia po przeczytaniu
    „Dwadzieścia siedem snów” to dobra i lekka książka, którą można przeczytać, ale nie jest koniecznym elementem listy czytelnika. Wspaniale dobrane charaktery bohaterów i ciekawy pomysł na historię, ale wszystko psuje zbyt „nawymyślane” połączenie dwóch światów i samo zakończenie fabuły. Jedyne co dobre to możliwość poznania życia pisarza. Ode mnie 6,5/10.

  30. 5 z 5

    Taka polskość, dziecięca ciekawość świata, swojskość i piękno w czarującej odsłonie to coś, czego powinna doświadczyć każda czytelniczka.
    Wspaniałe charaktery. Ciekawa fabuła. Pozazmysłowe światy.
    Intrygujące, nieprawdaż?

  31. 4 z 5

    „Dwadzieścia siedem snów” Marty Alicji Trzeciak z przyjemnością zaliczę do powieści, które zwykłam określać mianem „inne niż wszystkie”. Bardzo się cieszę, że sięgnęłam po tę nietuzinkową historię, w której jawa miesza się ze snem, a to co realne nabiera metafizycznego wymiaru.

    Pewna pisarka przyjeżdża do „zabitej dechami”, jak dziś byśmy to określili, wsi aby tam pracować nad swoją nową książką. Już samo miejsce wydarzeń o nazwie To Nowe brzmi dość tajemniczo. Położone w otoczeniu lasów, łąk i pobliskiego wzgórza sąsiaduje z oddaloną wsią To Stare. Dom, w którym zatrzymuje się bohaterka ma swoje duchy i tajemnice. Mieszkające tu trzy kobiety – Szara, jej matka określana jako Stara i wnuczka Laura mają swoją historię. Jest jeszcze Milena – samotniczka mieszkająca na pobliskim wzgórzu, która również, a może nawet najbardziej, pragnie zrzucić z siebie brzemię przeszłości. Te wszystkie opowieści dosłownie same proszą się, aby przelać je na papier. I w ten sposób każda z kobiet „rozwija tę opowieść ze swojej szpulki, a ja (pisarka) przejmowałam ją jak nić i nawijałam na moje czerwone pióro. Potem oddzielałam zasadniczą nić, dodawałam coś swojego, niepowtarzalnego i rozwijałam ją na nowo.” Każda z tych historii przekazywana jest w formie rozbudowanego, alegorycznego, chwilami absurdalnego snu, który śni główna bohaterka. Dzięki temu jej książka pisze się właściwie sama.

    Czy uda jej się zmienić przeznaczenie?…

    Autorka stworzyła tzw. powieść oniryczną, w której rzeczywistość świata przedstawionego zostaje znacznie zdeformowana i przekształcona. Bardzo cienka granica pomiędzy jawą i snem zaciera się i po chwili sami już nie wiemy w jakim świecie obecnie się znajdujemy. Sen w postaci marzenia lub koszmaru wykorzystany został jako płaszczyzna kontaktu z inną, alternatywną rzeczywistością. Imiona bohaterów tu występujących zostały skrócone do Sza, Mi, Sol, Si, La, Re i nabierają symbolicznej wymowy. Liczne wyolbrzymienia i odrealnienia wprowadzają niepewność i tajemniczość, momentami wieje grozą. Z drugiej strony ten irracjonalny, sprzeczny logicznie świat fascynuje i przyciąga. Jego magia wnika głęboko w umysł czytelnika.
    Płaszczyzna oniryczna dostępna tylko dzięki snom, a zamknięta szczelnie za dnia, staje się coraz bardziej rozbudowana w miarę rozwoju wydarzeń.

    Realizm magiczny, którym posłużyła się autorka powieści tak naprawdę na każdego czytelnika oddziałuje w inny sposób. Ma to ścisły związek z indywidualnym postrzeganiem rzeczywistości i dlatego nie dziwią mnie rozbieżne opinie. Mnie osobiście powieść nie wciągnęła, choć czytałam ją z zainteresowaniem. I tu znowu pojawia się sprzeczność. Już nie pamiętam kiedy sięgnęłam po książkę, która działałaby na mnie tak usypiająco i jednocześnie… intrygująco. „Dwadzieścia siedem snów” to powieść – wyzwanie. Nie jest to łatwa historia, gdyż wymaga skupienia i zaangażowania w lekturę. A na zakończenie każdy może ją inaczej odebrać i zinterpretować.

    Ciszę się, że sięgnęłam po tego rodzaju opowieść. Polecam ją wszystkim, którzy poszukują w literaturze alternatywnych form przekazu, nowych wyzwań i niesztampowych pomysłów.

Dodaj opinię

Solve : *
22 + 24 =


Masz coś do przedyskutowania?