Liga niezlych mam
Liga niezlych mam

Liga (nie)złych mam. Egoistki z miłości

34,90 27,90

taniej o: 7,00 (20%)

Avital Norman Nathman
4.50 out of 5 based on 6 customer ratings
6 opinii klienta
  • tłumaczenie: Kinga Markiewicz
  • liczba stron: 384
  • oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Książka to zbiór esejów napisanych przez kobiety, które w różny sposób doświadczają macierzyństwa, swoje historie opowiadają m. in.: mama bliźniaków, nastoletnia samotna matka, transseksualista, mama o czarnym kolorze skóry.

szt.

Dostępność: 24h + czas dostawy

Wszystkie chcemy szczęśliwych, zdrowych dzieci… oraz świętego spokoju od czasu do czasu

Kochasz swoje dziecko miłością nieskończoną, ale średnio czternaście razy w tygodniu masz ochotę posłać je w kosmos i zastanawiasz się, co brałaś, kiedy zdecydowałaś się na kolejne? Dość już masz czytania o tych perfekcyjnych mamusiach, które zawsze są fit, prowadzą trzy firmy, a ich idealne maluchy deklamują „Pana Tadeusza” z pamięci? Jeśli tak, ta książka jest dla ciebie.

W czasach popularnych blogów i Facebooka wszyscy stali się ekspertami od wychowania. Matki zaczęły prześcigać się w byciu idealnymi. I bez względu na twoje wybory – niezależnie, czy chodzi o jedzenie, szkołę czy pieluchy – zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że robisz to źle.

Ten zbiór esejów napisanych przez mamy odbiegające od idealnego stereotypu rozprawia się ze szkodliwym mitem dobrej matki i przywraca wiarę w twoje rodzicielskie kompetencje. Jeśli kochasz swoje dzieci, a jednocześnie nie masz zamiaru rezygnować z siebie, witamy w lidze (nie)złych mam.

Bo nie ma znaczenia, jak oceniają Cię inni. Ważne, jak widzi Cię twoje dziecko!

Wydawnictwo

Wydawnictwo Kobiece

Autor

Avital Norman Nathman

Podtytuł

Egoistki z miłości

ISBN

978-83-65740-27-4

Rok wydania

2018

Format

13.5 x 20.5 cm

Oprawa

Miękka ze skrzydełkami

Liczba stron

384

Tłumaczenie

Kinga Markiewicz

Tytuł oryginału

The good mother myth

Ean

9788365740274

Stan

nowa, pełnowartościowa

Opinie: 6 o Liga (nie)złych mam. Egoistki z miłości

  1. Oceniony 5 na 5.

    Magdalena S.

    Już nie mogę się doczekać, aż do mnie przyjdzie! Świetna okładka:)

  2. Oceniony 5 na 5.

    natalia.rogowska777

    Zdaje sobie sprawę, że nie jestem docelowym odbiorcą tej pozycji, ponieważ nie jestem mamą i chcę, byście mieli to na uwadze czytając tę recenzję. Jestem jednak młodą kobietą, która w przyszłości pragnie założyć rodzinę. Już teraz często otaczają mnie dzieci, którym w miarę możliwości poświęcam swój czas podczas wolontariatu. Moje plany na przyszłość zawierają zarówno karierę, jak i macierzyństwo dlatego uważam, że książka ta jest odpowiednią propozycją również dla mnie.
    Wydawnictwo Kobiece prezentuje nam zbiór esejów napisanych przez mamy, które definiują macierzyństwo na swój własny sposób.
    „Poczułam natomiast, że moje postrzeganie macierzyństwa zostało odnowione, gdy rzeczywistość codziennie definiowała je dla mnie na nowo-nie ma żadnego „właściwego” sposobu na bycie matką, jest tylko mój własny. A wszystko, co pomiędzy, to kraina wyidealizowanych wyobrażeń.”
    Swoje przemyślenia przekazują nam między innymi: lesbijka, czarnoskóra kobieta, dziewczyna chora psychicznie, matka adopcyjna, transseksualista czy kobieta po poronieniu. Każda historia napisana jest przez inną autorkę, przedstawioną nam z imienia i nazwiska. Dodatkowo na ostatnich stronach umieszczono krótkie notki na ich temat. Moim zdaniem dodaje to realizmu. Dzięki temu widzimy, że są to sytuacje, które naprawdę wydarzyły się w życiu tych kobiet, a nie przemyślenia jednego autora. Pozwala nam to nie tylko poznać różne sytuacje, ale również różne punkty widzenia. Wszystkie te kobiety łączy jednak jedno. Nieustanna walka z mitem idealnej matki, kreowanym przez wieki i spotęgowanym przez współczesne media.
    Poszczególne eseje pokazują zarówno codzienne sytuacje jak na przykład trudności z zapanowaniem nad bliźniakami, wewnętrzne walki pod tytułem wrócić do pracy czy zostać w domu lub trudności z przygotowaniem obiadu, gdy nie ma się talentu do gotowania, jak i te bardziej szokujące. Do tych, które zmusiły mnie do głębszej refleksji, na pewno należą między innymi opowieści ojca, który zmienił płeć oraz matki, która systematycznie pali fajkę z marihuaną. Bo czy mężczyzna, ktoś, kto kiedykolwiek był mężczyzną, może zacząć odgrywać rolę matki swoich dzieci? Czy ktoś, kto się upala będzie w stanie zapewnić dziecku bezpieczeństwo?
    „Nigdy nie sądziłam, że to możliwe, ale teraz wiem, że czasami nawet ze złej matki może powstać dobra.”
    Książka konfrontuje nas nie tylko z mitem idealnej matki, ale również z nierozerwalnie połączonym z nim ocenianiem innych. Społeczeństwo, a niejednokrotnie same matki łatwo i często oceniają: kobiety, które wracają do pracy i te, które zostają w domu, mamy w wielodzietnych rodzinach i takie, które pragną jedynaka. Ta lista nie ma końca. Ja podczas czytania również często się na tym łapałam. Poznając historię kobiety, która dokonała aborcji, natychmiast widziałam w jej potwora. Wyznanie matki lesbijki-czy dwie mamy dadzą wzorzec zdrowej rodziny? Mama, która kilkukrotnie upuszcza swoje dziecko-nieodpowiedzialna. Myślimy stereotypami i utartymi wzorcami co bywa bardzo krzywdzące. Historie tych niezwykłych rodzicielek pokazały mi, że nic nie jest czarne ani białe. Matczyna miłość jest pełna różnych odcieni szarości.
    „Do diabła z idealnym mitem.”
    Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o okładce. Jest świetna! Pełna kolorów, dzieci, bałaganu, czyli właśnie tego, co kryje w środku. Przykuwa wzrok zarówno wspomnianą grafiką, jak i tytułem. Moim zdaniem warto do niej zajrzeć. Lektura dostarczy nam wielu informacji i tematów do rozmyślań. Będzie również powodem wielu wybuchów śmiechu, a czasem wzruszenia. Ciepła, życiowa i pozytywna książka. Dzięki temu, że składa się z krótszych form możemy czytać je w dowolnej kolejności dostosowanej do potrzeb i nastroju. Jest to też doskonała forma dla tych, którzy mają mało czasu na czytanie, a nie lubią przerywać w połowie. Przeczytanie jednego eseju zajmie nam bowiem od paru do parunastu minut. Tyle czasu dla siebie będzie w stanie znaleźć nawet zapracowana mama.
    To wydanie zostało napisane przez matki dla matek. Wydaje mi się, że możemy to uogólnić. Każda z nas była świadkiem niejednego macierzyństwa, a wiele go doświadcza lub doświadczy. Patrząc w ten sposób, możemy śmiało stwierdzić, że jest to książka pisana przez kobiety i dla kobiet. Historie w niej zawarte możemy skonfrontować z własnymi przeżyciami. Dzięki nim mamy możliwość zrozumienia naszych własnych rodzicielek lub znajomych, które wcześniej doczekały się dzieci. Wreszcie dostajemy też szansę przygotowania się na macierzyństwo i zobaczenia go z innej strony niż tej wyidealizowanej przez instagram czy inne media. Tej (nie)idealnej, pełnej trudności, ale i kolorów oraz indywidualności. Natalia Rogowska

  3. Oceniony 4 na 5.

    1991monika

    Ta książka to zbiór esejów z życia różnych matek. Większość kobiet jeszcze będąc bardzo młodymi planuje zostać matką, a także ile będzie miała dzieci. Każdy zawsze wyobraża sobie ogromne szczęście oraz radość z posiadania potomstwa i choć nie miałam okazji jeszcze się o tym przekonać to wierzę, że tak jest. Ale nic nie jest idealne, tak jak nie jest tylko białe, lub tylko czarne. Tak więc macierzyństwo również posiada drugą stronę medalu.

    Wszystko, co tu napiszę jest widziane oczami młodej kobiety, która macierzyństwo ma jeszcze przed sobą. Bycie rodzicem to z pewnością ogromna radość i duma, ale także chwile zwątpienia i słabości. I to głównie o tych drugich możemy przeczytać w tej książce. Trochę uogólnię, bo uważam, że to nie dotyczy tylko matki – bycie rodzicem to naprawdę ciężka praca przez 24 godziny na dobę. Nie można od tego odpocząć, bo nawet jeśli się, gdzieś wychodzi lub wyjeżdża bez dzieci to prędzej, czy później myślami na pewno jest się z nimi.

    Historie opisane w tej książce wydarzyły się naprawdę. Każdy esej ma inną autorkę, a na ostatnich stronach tej pozycji znajdziemy krótkie notki o każdej z nich. Uważam, że zamieszczenie tych informacji jest fajnym zabiegiem, bo dzięki temu czytelnik zauważy, że te kobiety to zwyczajne i realne osoby, które wiodą takie samo życie jak każdy i że opisywane przez nie sytuacje mogą spotkać każdego. Być może czytelnik będzie mógł się nawet utożsamić z którąś z bohaterek, bo spotkało go coś podobnego.

    Teksty umieszczone w tej książce są historiami bardzo różnych kobiet. Dzieli je wiele, ale łączy jedno – bycie matką. Znajdziemy tu losy matki bliźniąt, matki czarnoskórej, matki adopcyjnej, matki, która poroniła, matki, która miała ograniczone prawa rodzicielskie, matki będącej lesbijką, a także matki transseksualistki.
    Najbardziej poruszyła mnie opowieść matki, do której dzieci dawniej zwracały się „tato”. Zmiana płci musiała być trudnym tematem i niełatwym przeżyciem, ale to jak wpłynęło to na relację tej matki z jej dziećmi to coś smutnego. Drugą historią, która wydała mi się dość wzruszająca, była ta o matce, której decyzją sądu dzieci zamieszkały z ojcem. To jak nie poddała się i dzielnie radziła sobie z tą przeciwnością losu jest godne podziwu.

    „Liga (nie)złych mam porusza przede wszystkim ważny temat jakim jest mit idealnej matki. Coś takiego po prostu nie istnieje. Każda mama popełnia błędy, a jedyne co można robić to starać się wychować dziecko najlepiej jak się da. Zawsze będą wzloty i upadki, chwile radości i słabości – ale takie już jest macierzyństwo. Jest również jedna historia, która szczególnie zapadła mi w pamięci, w której matka bliźniąt spotyka się z matką trojaczków. Uważam, że idealnie pokazywała to, że matki nie powinny się ze sobą porównywać, przechwalać, wzajemnie się oceniać, czy ze sobą rywalizować. To o swoje dziecko trzeba się troszczyć i dla niego być najlepszą mamą jaką tylko się potrafi, a nie być najlepszą mamą w oczach innej mamy.

    Myślę, ze ta książka przede wszystkim ma być pokrzepiająca dla innych matek, aby wiedziały, ze nie są osamotnione ze swoimi rodzicielskimi problemami. Ale oprócz tego, uważam również, że jest to świetna lektura dla kobiet, które w przyszłości planują zostać matką. Media kreują głównie piękno macierzyństwa i moim zdaniem brakuje trochę pokazywania także tej drugiej jego strony, która jest zawarta właśnie w tej pozycji oraz, że takie sytuacje zdarzają się wielu kobietom.

  4. Oceniony 4 na 5.

    nieperfekcyjnie.pl

    http://www.nieperfekcyjnie.pl/2018/02/mit-idealnej-matki-liga-niezych-mam.html

    „Liga (nie)złych mam. Egoistki z miłości” to zbiór esejów o macierzyństwie, które rzadko wygląda jak z pierwszych stron gazet czy najpopularniejszych kont instagramowych. Każda mama jest inna, przez co wszystkie jesteśmy wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju. Masażystki, bizneswoman, reżyserki filmów dla dorosłych, muzyczki, nastolatki i kobiety dojrzałe, lesbijki i panie heteroseksualne – wiele nas dzieli, ale jedno jest pewne… nie musimy brać udziału w konkursie na idealną matkę, bo taka nie istnieje. Bądźmy dobrymi mamami dla swoich dzieci – to zdecydowanie wystarczy.

    Nie ukrywam, że bałam się tej książki po moim niedawnym spotkaniu z „Żałując macierzyństwa”, która kompletnie nie spełniła moich oczekiwań. Na szczęście spędziłam kilka przyjemnych chwil z tą lekturą, niejednokrotnie kiwając głową i w niektórych mamach widząc cząstkę siebie. Niemniej zdarzały się sytuacje, kiedy nie mogłam pogodzić się z tym, co czytam, chociażby dowiadując się, jak kobieta upala się, aby przetrwać czas ze swoim dzieckiem, czy dowiadując się od innej autorki, że aborcja to zabieg jak każdy inny, który w zasadzie nie niesie ze sobą żadnych konsekwencji. Owszem, czasami mama również musi wykazać się egoizmem (chociaż nadal tego nie opanowałam), aczkolwiek w moim odczuciu wszystko powinno mieć swoje granice…

    Walka pomiędzy matkami bywa zacięta, przypominając wyścig szczurów rodem z największych korporacji świata. Rozmawiając z niektórymi kobietami, można dojść do wniosku, iż ich dzieci ostatecznie zrezygnowały z pieluch w szóstym miesiącu życia, zaczęły chodzić w okolicach dziewiątego miesiąca, a na pierwsze urodziny sypały kilkuwersowymi wierszami jak z rękawa. Oczywiście wiele z nich jest cudownie zorganizowana – mieszkanie aż lśni, codziennie mają trzydaniowy obiad, każdego dnia mają czas na gorącą kawę, pełny makijaż oraz wyjście z kumpelami. No cóż, jeśli takie mamy istnieją to pełen szacunek – albo mają anioły zamiast dzieci, albo tabun opiekunów, którzy je odciążają.

    Odwiedzając różne profile na portalach społecznościowych, typowa matka może załamać się i przestać wierzyć w siebie. W końcu odnosi wrażenie, że tylko ona jest totalnym nieogarem życiowym, a wszystkie inne mamy radzą sobie na 110%. Nic bardziej mylnego – normalną sprawą jest to, że w internecie każdy pragnie przedstawić się w pozytywnym świetle, zamiatając pod dywan pewne niedostatki. Z tego względu natykamy się nieustannie na przestrzenne i schludne wnętrza w pastelowych barwach (tyczy się to również pokoików dziecięcych wyglądających jak z katalogu), przepiękne potrawy misternie ułożone na wspaniałych porcelanach czy mamy siedzące na kanapach w pobliżu grzecznie bawiących się pociech, ubranych jak na pokaz mody. Pamiętajcie, że to rzeczywistość kreowana na potrzeby marketingu bądź w innych niejasnych celach.

    Macierzyństwo to cholernie ciężka harówka, za którą nie dość, że nie dostaje się wynagrodzenia, a niekiedy nawet szczypty wdzięczności, to jeszcze nie można z niej zrezygnować czy wziąć kilkudniowego urlopu. Jednak osobiście nie zamieniłabym tego doświadczenia na żadne inne – pomimo tego, iż w zasadzie nie posiadam życia towarzyskiego, od dwóch lat nie przespałam ciągiem nawet trzech godzin i nie wiem, jak to jest chodzić do toalety w pojedynkę. Zdaję sobie sprawę z tego, iż to niedługo minie, a ja jeszcze zatęsknię za tymi pełnymi policzkami, wystającym brzuszkiem, pulchnymi udami i małymi rączkami…

  5. Oceniony 4 na 5.

    Kobiece recenzje

    „Każda mama chce szczęśliwych zdrowych dzieci… oraz chwili świętego spokoju od czasu do czasu.”

    W czasach popularnych portali społecznościowych tj. Facebook, Instagram, czy Twitter każdy stał się ekspertem do spraw wychowywania dzieci, a same matki zrobiły z tego prawdziwy wyścig szczurów. Ja już swoje dzieci mam duże, a kiedy były małe, nie było internetu, więc wszystko, co robiłam, było tylko i wyłącznie moją sprawą. Teraz matki wrzucają na portale naprawdę wszystko i choć nie uważam, tego za złe to i tak zawsze znajdzie się ktoś, kto uważa inaczej, kto wie lepiej, co dla Twojego dziecka jest najlepsze. Każda z nas mam jest tylko człowiekiem, każda popełnia błędy, ale każda ma też prawo, by decydować o tym co dla jej dziecka jest najlepsze. Czy są matki idealne? Takie, które już budzą się z ułożoną fryzurą i idealnym makijażem, a ich figura już kilka dni po porodzie jest idealna? Nie ma takich matek, to tylko mit, z którym spróbowała się rozprawić Avital Norman Nathman. Jak jej to wyszło? Przekonajcie się sami.

    „Liga (nie) złych mam. Egoistki z miłości” to zbór esejów, których autorkami są po prostu mamy, takie nieperfekcyjnie idealne mamy, jak większość z nas. Każda z nich jest inna, każda inaczej wychowuje swoje dziecko, ale każda z nich chce, by ich dziecko było szczęśliwe i zdrowe. Każda z nich opowiada o swoim macierzyństwie, o swoich niepowodzeniach i porażkach, z których nie są dumne i których się wstydzą. Ale przecież każda z nas mam taka właśnie jest, taka nieidealna, nieperfekcyjna, każda z nas potyka się niejeden raz. Przecież nie ma recepty na idealne macierzyństwo, które dla wielu kobiet, jest po prostu szkołą przetrwania. Uwierzcie mi na słowo, że pamiętam, jak to było, gdy moje dzieci były małe, jak brakowało mi sił i jak pragnęłam chociaż jednego dnia spokoju, więc nie martwcie się, jeżeli czasami podniesiecie głos i jeżeli czasami przez głowę przejdą Wam głupie myśli. Każda z nas jest tylko człowiekiem, który czuje i potrzebuje chwili wytchnienia. Poza tym młoda mama to nie tylko mama, to także żona, kucharka, sprzątaczka, praczka, której naprawdę ciężko wygospodarować chwilę dla siebie. Mogłoby się wydawać, że macierzyństwo to tylko i wyłącznie same minusy, ale wiecie co? Zdecydowanie tak nie jest, bo to najpiękniejszy czas w życiu każdej kobiety. Teraz gdy moje dzieci są już nastolatkami, gdy mam czas dla siebie, to jednak brakuje mi tego, gdy dzieci polegały tylko na mnie, gdy nie mogłam iść sama do toalety, bo przecież jak mama znikała chociaż na chwilę, to był koniec świata, a najbardziej brakuje mi tych mokrych, czasami brudnych buziaków, które wtedy potrafiły doprowadzić mnie do szewskiej pasji. Bycie mamą to najlepsza rzecz, która spotyka każdą kobietę i nie dajcie sobie wmówić, że jesteście złymi mamami, bo czasami dzieci Was wkurzają, czasami macie ochotę nimi potrząsnąć, a tym bardziej nie przejmujcie się uwagami i tym, że ktoś zrobiłyby coś lepiej od Was. Każda mama jest idealna, bez perfekcyjnego makijażu i wyprasowanej garsonki, bo przecież najwygodniej jest w dresach i bez makijażu.

    Polecam tę książkę przede wszystkim młodym mamom i dziewczynom, które dopiero planują macierzyństwo. Będzie dla Was idealna.

  6. Oceniony 5 na 5.

    KarolinaM

    Nie jestem mamą. Nie wiem, czy będzie mi dane nią zostać. Skąd więc zainteresowanie właśnie tematyką macierzyństwa? Jest kilka powodów. Spędzam z dziećmi na prawdę dużo czasu. Kocham je i lubię słuchać oraz czytać o przygodach zarówno maluchów, jak i ich rodziców.

    „Liga (nie) złych mam. Egoistki z miłości” to zbiór esejów. Zestaw jakże różnych opowieści matek, które może nie nigdy, ale zdecydowanie rzadko wyglądają tak jak te z pierwszych stron gazet.

    Wszystkie razem, ale też każda z osobna wydały na świat istotkę lub kilka. Stworzyły nowe życie, które ma w sobie kawałek ich samych. I choć nie są idealne ani jako kobiety, ani jako matki, co same potwierdzają to łączy je jedno. Miłość do dzieci oraz to, że są dla nich dobrymi mamami. To nic, że makijaż nie jest idealny, ubrania nie są wyprasowane na kant, a kuchnia nie jest tak czysta, by jeść z podłogi (a jednak dzieci lubią to robić). W końcu mówi się, że:

    „Dobre mamy mają bałagan w kuchni, brudną kuchenkę, stos prania, lepką podłogę oraz szczęśliwe dzieci”

    Tak jak wspomniałam – nie jestem matką. Nie będę, więc oceniać ich postaw, ich decyzji, ich zachowania. Niemniej nie wszystkie rozumiem. Kilka rzeczy mnie przeraziło. Palenie trawki, by przetrwać w towarzystwie dziecka? Aborcja, czyli zabieg jak każdy inny, który nie ma skutków ubocznych? Nie, tego nie zrozumiem.

    Jedne planują od własnego dzieciństwa, ile będą miały dzieci, jak będzie wyglądała ich rodzina, co i jak będzie robione. Niektórym się to udaje, innym nie. Drugie idą na żywioł, nie planują, tylko żyją tym, co teraz. Nie ważne kim są z zawodu, czy ich życie jest rozplanowane co do minuty, czy są samotne, homo czy heteroseksualne. Łączy je jedno – są matkami i dla dziecka zrobią wszystko.

    Z obserwacji wiem, że walka między matkami bywa zacięta i zastanawiam się niejednokrotnie: „dlaczego?”. Czy naprawdę tak ważne jest to, czy moje dziecko będzie miało więcej zajęć pozalekcyjnych? Czy jego ubrania są firmowe? Czy ładnie wygląda? A może trzeba zafundować operację plastyczną na nos lub uszy? Moje dziecko musi być idealne, a ja jego matka razem z nim. Na prawdę? A nie wystarczy, by zarówno rodzicielka, jak i jej potomstwo byli szczęśliwi? Szczęście to nie firmowe buty za setki złotych. Uśmiech to nie umiejętność grania na czterech instrumentach i mówienie w sześciu językach w wieku lat czterech, gdy jeszcze dobrze nie zna się swojego ojczystego. To wsparcie i towarzystwo rodzica. To wspólnie spędzony czas – tak na pracy, jak i zabawie. To wspólna nauka.

    Nie jestem matką, ale jestem córką. I wiem, ile pracy musiała włożyć moja mama, w to, bym była tym, kim jestem. By w tym czasie Ona nie zatraciła tego, kim była i kim jest. Jestem jej wdzięczna i do końca życia mój szacunek do niej się nie zmniejszy. Wierzę, że wręcz przeciwnie z dnia na dzień będzie większy.

    Jako kobieta i córka chciałabym móc powiedzieć, że zrobiłam wszystko, co mogłam, by moja mama była ze mnie dumna. Mam też nadzieję, że jeśli będzie mi dane zostać mamą, to moje dziecko kiedyś powie, że jest zadowolone ze swojej mamy.

    Sięgając po tę pozycję, bardzo się bałam. W głowie nadal miałam jakże nieudaną dla mnie książkę „Żałując macierzyństwa”. Strach, że ta pozycja wbije gwóźdź do mej trumny, był ogromny. Siadłam, zaczęłam czytać i odpłynęłam. Chciałabym tę książkę polecić każdej matce. By znalazła tę chwilę czasu dla siebie i zobaczyła, że idealna matka to nie tylko ta w pełnym perfekcyjnie zrobionym makijażu, z dzieckiem cudownie wychowanym, czystym i grzecznym. To czasami trochę brudu i złości, kropla goryczy i smutku, śmiechu i zabaw. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko, a szczęśliwe dziecko to brudne dziecko. Wniosek jeden – ideał nie zawsze idealnie się prezentuje!

    Więcej na:
    http://www.swiatmiedzystronami.blogspot.com

Dodaj opinię