Wydawnictwo Kobiece

Wydawnictwo Kobiece - z książką kobiecie do twarzy!

#zŻyciaRedakcji 11 – czyli TWOJA PIERWSZA KSIĄŻKA I DOZNANIA Z NIĄ ZWIĄZANE

Dzisiaj od rana w Redakcji biegałam z notesem i zbierałam specjalnie dla Was wywiad z życia pracowników Wydawnictwa. Pomyślałam, że ciekawym pytaniem będzie

Jaka była twoja pierwsza książka? Co pamiętasz?

Magdę zaatakowałam bezpośrednim pytaniem, bez zbędnych wstępów. Spojrzała na mnie lekko przerażona, ale szybko złapała fason i odrzekła swobodnie: Mały pingwin Pik-Pok. To niesłychanie urocza historia, bo właśnie wtedy nasza specjalistka od marketingu nauczyła się czytać. Gdyby nie pingwinek, Magda nie pisałaby Wam takich wspaniałych postów na facebooku. Cóż, bez umiejętności czytania, z tworzenia treści nici. Podobno książka była bardzo wyświechtana, ale trudno się dziwić, skoro była kartkowana z taką częstotliwością i miłością.

Aneta, redaktor prowadząca, na pytanie odpowiedziała z godnością, na jaką tylko pozwolił tytuł powiastki. Leśny ludek i skrzaty to książka, która opiewała w obrazki. Dzięki temu, Aneta popuszczała wodze wyobraźni i, skupiając się raczej na ilustracjach niż wyrazach, wyobrażała sobie własne historie. Kiedy opanowała sztukę czytania była trochę rozczarowana, bo wytwory jej umysłu były podobno ciekawsze. Do dziś pamięta historię – ale czy tę z głowy, czy z książki, nie wiadomo. Na odchodne rzuciła: „Przez tę książkę sama zostałam skrzatem”. Dobrze, że Magda nie została pingwinem.

Ania zastanawiała się długo nad odpowiedzią, ale w końcu stonowanym tonem rzekła Pan Kleks. Myślałam, że intonacja i poważna mina są wyznacznikami tego, że lektura tej powieści wywołała na niej jakieś dostojne wrażenia, ale po chwili rzekła z rozbrajającym uśmiechem: „Potem ciągle śniła mi się Kaczka Dziwaczka i piegi”. Nie no, sny jak marzenie!

Justyna z Biura Obsługi Klienta była jak zwykle zajęta, więc moje pytanie zbyła machnięciem ręki. Oczywiście nie odpuściłam, więc szybko powiedziała: Był sobie pies. Spojrzałam na nią z uniesionymi brwiami, bo ta książka ma premierę dopiero piętnastego lutego, więc wątpię, że przeczytała ją około dwie dekady temu. Pod naporem mojego powątpiewającego wzroku poprawiła się: O psie, który jeździł koleją. Cóż, i jedna i druga historia to must have prawdziwego psiarza, więc każdemu może się pomylić.

Sekretarz redakcji Agnieszka odpowiedziała z rozkosznym uśmiechem Dzieci z Bullerbyn. Nie dziwię się mimice, też uwielbiałam tę książkę. Przeczytałam ją jakieś milion razy (Ach, to wydanie w niebieskiej, grubej okładce! Kto pamięta?). U mnie w domu stało się to nawet kultowe – śmianie się z Mai, że znowu czyta Dzieci z Bullerbyn. Ale co ja tak o sobie… Wracamy do Agi. Wyobraźcie sobie, że miała ona nietypową rozrywkę. Dzieci zazwyczaj grają w klasy, bawią się w chowanego czy w dom. Co robiła Agnieszka? Urządzała z bratem zawody, KTO PRZECZYTA WIĘCEJ KSIĄŻEK. Trudno się dziwić, że wylądowała w Wydawnictwie. Na odchodne rzuciła jeszcze, że Chłopi to świetna książka. Ciekawe czy to jedna z jej pierwszych lektur… Ambitnie!

Kornelia, graficzka, rzuciła we mnie tylko jednym, pieszczotliwym słowem. Karolcia. Ja nazywam się Maja, więc bynajmniej nie mówiła do mnie zdrobnieniem. Książka, o której powiedziała, to wspaniała historia o magicznym koraliku. Kora czytała ją, cytuję, „z zapartym tchem”. Natchniona tym mocnym słowem zaparcie wpatrywałam się w nią, aby usłyszeć więcej szczegółów, więc dodała szybko: „Bardzo mi się podobało”.

 Agnieszka, redaktor naczelna, wystrzeliła z odpowiedzią. Czarodziejski mostek! Przyznała się, że zabierając się do lektury miała pięć lat, więc bardzo frustrował ją sam proces czytania. Lekkim utrudnieniem mogło być, że nie znała jeszcze wszystkich liter. Trochę mnie rozbawiła jednym stwierdzeniem. Wiecie, jest redaktor naczelną Wydawnictwa KSIĄŻEK. Zdarza nam się wydawać cegły, takie jak Złota godzina, która ma ponad osiemset stron. A co powiedziała Agnieszka? „Pamiętam ten ból. Byłam przerażona, ta książka miała aż dwadzieścia stron. Rymem”. Ach, wręcz poczułam to cierpienie.

A na deser zostawiłam Wam wrażenia naszych trzech panów pracujących w Wydawnictwie. Handlowcy Robert i Marek, zacierając rączki i patrząc na mnie z lekkim politowaniem, zaczęli swoje opowieści. Zacznijmy od Roberta. Przeczytał z lubością Puc, Bursztyn i goście. Kilkukrotnie powtórzył: „TYLKO PUC, A NIE BUC”. Zapamiętałam po pierwszym razie. Spytałam jak wrażenia. Rzekł, że była porwana i że nigdy nie zapomni kolorowego obrazka „dzieci bawiących się z dzieckiem”. Zabrzmiało dziwnie, więc kazałam mu wygooglować. Okazało się, że na obrazku były same psy. Prawie trafił. Jeśli chodzi o Marka to go niezwykłe wzruszyła lektura książki Janko Muzykant. Powiedział, że prawie płakał. Niezwykle mocno zaakcentował słowo PRAWIE, jakbym śmiała posądzić go – prawdziwego mężczyznę – o łzy. No gdzieżbym śmiała. W każdym razie był bardzo wzruszony i to podobno wtedy postanowił, że będzie pracował w Wydawnictwie. Interesujące…

Ach, i jeszcze nasz grafik Łukasz. Kiedy spytałam go, co przeczytał jako pierwsze w życiu burknął: „Instrukcję Photoshopa”. Patrząc na moje lodowate spojrzenie (wszak byłam w obliczu powagi napisania artykułu, nieskora do śmieszkowania) zmiękł i wydukał: Nooo… tego, Kubusia Puchatka.

A jaka była Wasza pierwsza lektura?


Skomentuj

Your email address will not be published.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*