Grupa Wydawnictwo Kobiece
Marika Krajniewska, fot. Anna Podsiedlik

Marika Krajniewska: Widzenie dobra wymaga praktyki [wywiad]

Marika Krajniewska, pisarka, scenarzystka, trenerka mentalna i autorka „Fall in love” opowiada o swojej przygodzie z pisaniem powieści dla jesieniar, a także o magii pieczenia, potędze wdzięczności i trudnej drodze do duchowego spokoju.

„Fall in love” to historia o tym, jak miłość potrafi zmienić życie. Adam i Jagoda to dwoje ludzi, którzy stracili wiarę w szczęście. On jest utalentowanym cukiernikiem, który nie może się przebić w konkurencyjnym świecie. Ona jest zranioną kobietą, która boi się zaufać komuś ponownie. Kiedy ich drogi się skrzyżują, zaczną odkrywać na nowo smak życia. Czy uda im się pokonać przeszłość i otworzyć na siebie? Czy będą gotowi na to, co przyniesie im los?

„Fall in love” to nie tylko opowieść o miłości, ale także o pasji, marzeniach i odwadze. To także hołd dla pięknego Torunia, miasta pełnego historii, kultury i tradycji. To książka dla wszystkich, którzy lubią czytać o prawdziwych uczuciach, emocjach i wyzwaniach. To książka, która sprawi, że zakochasz się w niej od pierwszej strony.

Z Mariką Krajniewską rozmawiała Agnieszka Asenkowicz.

Fall in love” to bardzo klimatyczna historia, która pozwala poczuć zapachy i smaki jesieni. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku? Jesteś tak zwaną jesieniarą?

Napisanie jesiennej książki awansowało mnie na stuprocentową jesieniarę. Teraz zupełnie inaczej patrzę na otaczającą mnie aurę, natura bardziej mnie rozpieszcza swoimi kolorami, zapachami, całym jesiennym nasyceniem. A może to ja więcej swojej uwagi kieruję na wyłapywanie plusów niegdyś nielubianej pory roku.

Co było dla ciebie najłatwiejsze, a co najtrudniejsze podczas pisania „Fall in love”?

Najłatwiejsze okazało się pieczenie! I szczerze mówiąc, to mnie zaskoczyło. Choć lubię piec, ostatnio robię to zdecydowanie za rzadko. To wynik tego, że otworzyliśmy rodzinne piekarnie, a na dodatek często pisząc, przesiaduję w ulubionych kawiarniach. Jedna z nich z pewnością była dla mnie wielką inspiracją. Nawet nie z powodu pysznych wypieków, ale serca wkładanego w pieczenie i całe przedsięwzięcie, jakim jest prowadzenie kawiarni. Pisząc, uwielbiałam momenty zanurzenia się w mące. A najtrudniejsza okazała się Jagoda i jej przestrzeń życiowa. W tym przypadku, paradoksalnie, zanim zaczęłam pracę nad książką, miałam wrażenie, że pójdzie jak po maśle, bo przecież tyle już razy poruszałam trudne tematy, że i z tym sobie doskonale poradzę. Myliłam się.

Czy masz swoje ulubione postacie z „Fall in love”? Może podczas pisania z którąś postacią wyjątkowo miło było spędzać czas, a inna była wyjątkowo irytująca?

Uwielbiam wszystkie, ale z malutką przewagą dla Adama, co jest dla mnie kolejnym zaskoczeniem. Byłam przekonana, że to jego sąsiadki, przebojowe staruszki odegrają znaczącą rolę. Jednak postać Adama – mężczyzny, który to, co zaserwował mu los, przemienił w czyste życiowe złoto i zdecydował, że zareaguje na wszystko z wdzięcznością, podziałało na mnie samą kojąco. Też tak chcę i dążę do tego.

W pozornie lekkiej i ciepłej historii zawarłaś wiele trudnych tematów, między innymi przemoc domową, depresję, samotność… Co chciałabyś, żeby czytelnicy wyciągnęli z tej historii?

Przede wszystkim zrozumienie, że w każdym można spróbować zobaczyć dobro, nie oceniać z góry i że moc pomagania nie zawsze skrywa się w spektakularnych czynach kogoś w lśniącej zbroi. Często pomocny jest po prostu uśmiech, kilka banalnych słów, uwaga i założenie z góry, że ktoś ma głęboko w sobie ukryte dobre intencje. Widzenie dobra jest niezwykle potrzebną umiejętnością XXI wieku. Wymaga sporo praktyki.

W 2021 roku nakładem Wydawnictwa Kobiecego ukazała się książka „Piekarnia czarodzieja”, w której magiczne wypieki głównego bohatera miały moc spełniania życzeń osób, które kupiły u niego słodkości. Nie zawsze były to jednak dobre zaklęcia. Gdyby Adam miał takie moce, to jaki wypiek by przygotował?

„Rentgenowski” – czyli taki, który pozwoli osobie, która go skosztuje, zobaczyć to wewnętrzne dobro w innych. Myślę, że takie zaklęcie mogłoby zostać dodane do niepozornej babeczki z dyni. Dynia, odkąd pamiętam, kojarzy mi się z bajką o Kopciuszku.

Marika Krajniewska to trenerka mentalna, pisarka i wydawczyni. Autorka m.in. głośnej „Prezydentki”. Pisze powieści obyczajowe, w których skupia się na tematyce praw kobiet, ale także na kobiecej mocy. Dodaje do treści wątki dotyczące rozwoju osobistego, pokazując, jak ważne jest „praktykowanie siebie”. Jej powieści i zbiory opowiadań wielokrotnie zwyciężały w konkursach literackich. Zdobyła wyróżnienie w plebiscycie Lady Business Awards 2018 za podejście do twórców, inspirację i kreatywność. Prowadzi warsztaty rozwojowe oraz mentoring pisarski. Lubi uważność na siebie i innych, na smaki, zapachy i całą masę innych dobrodziejstw. Uwielbia piec i gotować, ale tylko wtedy, gdy czuje się szczęśliwa.

Udostępnij
[DISPLAY_ULTIMATE_SOCIAL_ICONS]