Wydawnictwo Kobiece

#zŻyciaRedakcji 2 – CO ROBIMY W MROŹNE DNI, ŻEBY TRZYMAĆ FASON

Hej, wy też tak macie, że kiedy wychodzi wiosenne słoneczko to nagle dres wygląda bardziej zachęcająco i zdaje się szeptać: „Chodź, maleńka, pobiegamy! Poruszamy się!” Nagle Ewa Ch. staje się najlepszą przyjaciółką. Ze słodyczy pozwalamy sobie tylko na lody (przecież nie tuczą, wręcz spalają kalorie! Są zimne i organizm musi zużyć energię, żeby się nagrzać! Nie wiedziałyście 😉 ?). Jak myjemy zęby, robimy przysiady albo wspinamy się na palce. Każdy moment jest dobry na budowanie formy. Taaak, wiosna jest super. Zachęca: „No dawaj, będziesz ładniejsza”. Grozi: „Chcesz, żeby na plaży był wstyd?” Kusi: „Słońce wygląda tak przyjemnie. Idź na rower”.

Tylko jest jeden problem. Wiosna następuje po zimie. A ta druga zdaje się nachalnie wpraszać w naszą rzeczywistość, zasypując drogi śniegiem, mrożąc po koniuszki palców u nóg i śmiejąc się szyderczo pod nosem, kiedy klniemy na skrobaczkę do szyb. Moje drogie, my się nie damy! Panie wyróżniające się szykiem i klasą nie akceptują czegoś takiego jak „zimowe zwątpienie”. Pamiętajcie, że najważniejsze, to trzymać fason!

Agnieszka, sekretarz redakcji, spojrzała na mnie z lekkim pobłażaniem, gdy zadałam jej pytanie: „Jak trzymasz fason zimą?” Fakt, pytanie rzucone tak od niechcenia brzmi dziwnie. Jednak ona nie wiedziała, że zbieram już materiał na artykuł. Powiedziała, że zawsze myśli nad tym, co je, bo – uwaga, tu pozwolę sobie zacytować – „lepiej nie dopuścić do tego, żeby trzeba było się odchudzać, bo potem będzie gorzej”. Mądra ta nasza Aga. Kiedy myślałam, że skończyła temat dodała jeszcze cichutko: „Nie wiem czy to ważne, ale codziennie piję wino”. Fajnie, mam nadzieję, że kiedyś zaprosi. Codziennie to całkiem często, może znajdzie się okazja!

Z wesołym pytaniem na ustach podreptałam do Justyny z Biura Obsługi Klienta. „Ćwiczysz?” – rzuciłam radośnie. Spojrzała na mnie rozbawiona i powiedziała: „Tak, kilka razy dziennie otwieram drzwi lodówki”. Ćwiczenia na ręce, jak nic! Chciałam jeszcze dopytać, jak trzyma fason, ale od lodówki przeszło do parówek z kurcząt. Justyna ich nie jada, bo są z małych kurczaczków. Ach, i nie znosi gotowanych jajek. To znaczy, nie, że nie znosi jak kura, tylko nie lubi. Mocno. (Ze smażonymi już nie ma problemu). Nie wiem czy trzyma fason, ale twardych kulinarnych zasad trzyma się na pewno.

Aneta, redaktor prowadząca, chyba czuła, co się kroi, bo jak do niej podeszłam to powstrzymywała się od uśmieszku. „Chodzę na spacerki” – rzekła, zanim zdążyłam zadać pytanie. Co jeszcze powinnyście wiedzieć o Anecie? Nie jeździ autobusem, nie je po dziewiętnastej i nie wie czy to ważne, ale je dużo zup. I „czarnej czekolady”. Zabrzmiało mrocznie. Ciekawe czy po dziewiętnastej, czekolada ujawnia swoją czarną naturę i ją nawołuje 🙂 .

Nasza specjalistka do spraw handlu i promocji, Ania, spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami. „Ale, że jak to, co robię zimą? Jeżdżę na nartach” – rzekła dumnie. Gdy spytałam czy to wszystko, rzuciła mi spojrzenie typu „Kochana, dopiero się rozkręcam” i zaczęła wymieniać: „Chodzę jeszcze na TRX. To takie ćwiczenia z taśmami i z koleżanką z pracy. (Że czasem z taśmami, a czasem z koleżanką? Czy naraz? 🙂 ). Kiedy usatysfakcjonowana odpowiedzią zmierzałam w kierunku Magdy, Ania krzyknęła jeszcze: „I na ostatki idę. Ja jeszcze imprezuję”. Dobrze, Aniu, trzymasz fason.

Magdalena jak zwykle mnie rozbroiła. Zapytałam dziarsko: „Magda, robisz coś zimą Może jakieś sporty?” W odpowiedzi dostałam minę zbolałego kotka i jęknięcie: „A to trzeba?” Gdy dodałam, że owszem, trzeba, nasza specjalistka od promocji pochwaliła się dokarmianiem kotów, bieganiem po lesie i jogą na śniegu. W tymże lesie przytula się też do ośnieżonych brzóz. Cóż, dzięki tej jodze element sportu możemy uznać za zaliczony. A dlaczego akurat brzozy? Na to pytanie odpowiedziała mi tylko tajemniczym spojrzeniem i z lekkim uśmiechem powiedziała: „Sprawdź, to sama się przekonasz”. Kobiety! Idziemy do lasu!

Kornelia, nasza graficzka, spojrzała na mnie oczami sarenki i powiedziała „No niech będzie, że piję yerbę”. Nie wiem, czemu niech będzie, bo serio pije. Widziałam. Chodzi też na spacery i zawsze jada posiłki z pudełka. To jest chyba mega-zdrowe. Bo wiecie, to nie jest pudełko z wielkim żółtym M, tylko takie, w którym znajduje się domowy obiadek. Kora, podobnie jak Aneta, spaceruje. Może kiedyś ją spotkam.

Redaktor naczelna, Agnieszka, natychmiast miała odpowiedź na moje pytanie. Robi detoks. Całą zimę robi ten detoks, a ja ciągle zapominam zapytać, od czego. Ale brzmi dobrze. Czasem pozwoli sobie na cukierka, bo glukozę trzeba uzupełnić, ale detoks generalnie trwa. Agnieszka nie lubi zimy, więc nie tarza się w śniegu i nie robi orłów, które później wrzuca na facebooka, ale uwaga… Niedługo będzie miała piec! Albo nie, nie piec. Znacznie lepiej brzmi KOMINEK. To takie romantyczne, prawda? Kominek nasuwa skojarzenia z ciepłym pledem (tak, pled, a nie koc, to słowo klucz), parującym kakao i magią Świąt. Fason należy trzymać także w rejestrze świątecznych słów.

Jeszcze jestem ja, Maja. Wczoraj poszłam na siłownię, ale nie podobało mi się, bo zatrzasnęły mi się drzwiczki od szafki i wstyd trochę był. Nie przytulam brzóz, zdarza mi się jadać parówki (sorry, kurczęta) i nie robię detoksu, ale dziś wzięłam zdrową przekąskę do pracy. I chodzę na piechotę. I wcale nie dlatego, że mam blisko, po prostu jestem FIT! Uf, chyba mój fason się obronił i jakoś się trzyma.

A jak wy trzymacie fason? Co robicie, żeby zabić leniwą aurę?

Babki 2

trio


Skomentuj

Your email address will not be published.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*