Gwiazdy-ktore-sploneny-1
Gwiazdy-ktore-sploneny-1

Gwiazdy, które spłonęły

34,90 27,90

taniej o: 7,00 (20%)

Melissa Falcon Field
3.70 out of 5 based on 10 customer ratings
10 opinii klienta
  • tłumaczenie: Alicja Laskowska
  • liczba stron: 376
  • oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Mogłoby się wydawać, że Claire Spruce jest szczęśliwą żoną i matką. Niestety monotonia życia sprawia, że kobieta marzy o odrobinie szaleństwa. Niespodziewanie dostaje na Facebooku wiadomość od miłości z młodzieńczych lat…

szt.

Dostępność: 24h + czas dostawy

Wciągająca opowieść o kuszącej zdradzie, kobiecie na rozdrożu i mężczyźnie z przeszłości, który wywraca jej życie do góry nogami

Claire Spruce jest idealną żoną, dobrą matką i przykładną kobietą z przedmieścia. Mogłoby się wydawać, że niczego więcej jej do szczęścia nie potrzeba.

Jednak jej życie to nie bajka. Mąż pracoholik nie zwraca na nią uwagi, iskra namiętności w ich związku dawno już wygasła. Kobieta bardzo kocha swojego małego synka, choć nawet jego słodka buźka przypomina jej o tym, za czym tęskni, czyli odrobiną szaleństwa. Chciałaby porzucić wszystko choć na chwilę i poczuć wolność jak za czasów młodości.

Jakby na życzenie, Claire dostaje niespodziewaną wiadomość na Facebooku. Dean, stara miłość z liceum, z coraz większą śmiałością wkracza do jej życia. W końcu proponuje kobiecie spontaniczną ucieczkę. Niestety Claire jeszcze nie wie, że powrót mężczyzny nie jest przypadkiem i będzie musiała stawić czoła konsekwencjom swoich decyzji.

____

To złożone ukazanie umysłu kobiety oraz ekscytująca opowieść o miłości, zdradzie, przewinieniu oraz sznurków przeszłości, które nie chcą dać się uciąć.

– Susan Gloss, autorka romansów

To uzależniająca powieść… Nie pozwala złapać oddechu i pozostawia czytelnika wstrząśniętego.

– Sarah Braunstein, bestsellerowa autorka

Wydawnictwo

Wydawnictwo Kobiece

Autor

Melissa Falcon Field

ISBN

978-83-65740-23-6

Rok wydania

2017

Format

13.5 x 20.5 cm

Oprawa

Miękka ze skrzydełkami

Liczba stron

376

Tłumaczenie

Alicja Laskowska

Tytuł oryginału

What Burns Away

Ean

9788365740236

Stan

nowa, pełnowartościowa

Opinie: 10 o Gwiazdy, które spłonęły

  1. Oceniony 4 na 5.

    shadowbookczyta

    Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że Claire Spruce ma idealne życie. Nie musi pracować. Jej dobrze zarabiający mąż – Miles, który pracuje jako chirurg, przynosi do domu wystarczające zarobki, żeby jego kochana żona mogła siedzieć w domu i zajmować się ich jedynym małym synkiem. Jednak z czasem Claire pragnie czegoś więcej. Chce znów poczuć zapach młodzieńczych lat.

    Kobieta zaczyna czuć się coraz bardziej samotna. Dla kariery męża, poświęciła swoją własną, wyprowadzając się z miasta, gdzie czekała na nią świetlana przyszłość. Porzuciła wszystko. Przyjaciół, pracę, rodzinę i swoje ukochane morze dla mężczyzny, który nie miał dla niej czasu. Mąż pracoholik i niekończąca się zima zaczynają doprowadzać naszą główną bohaterkę do obłędu. Aż pewnego dnia logując się na Facebooka zauważa wiadomość od swojej dawnej miłości.

    Początkowo wszystko wydaje się nie mieć żadnego podtekstu. Zwykłe rozmowy, wspominanie przeszłości i wymiana zdań na temat tego, jak potoczyło się ich życie przez te kilkanaście lat. Jednak z czasem Dean zaczyna nalegać. Chce się spotkać, chce sprowadzić kobietę z powrotem do jej rodzinnego miasta. Potrzebuje jej pomocy i to nie do końca legalnej.

    Jak skończy małżeństwo Claire? Co z tym wszystkim wspólnego ma kometa Halleya? Jak bardzo dzieciństwo może wpłynąć na dorosłego człowieka? Do czego człowiek jest w stanie się posunąć z miłości? Tego dowiecie się czytając „Gwiazdy, które spłonęły”.

    więcej na blogu: https://shadowbookczyta.blogspot.com/2017/10/przedpremierowo-gwiazdy-ktore-sponey.html

  2. Oceniony 5 na 5.

    AgaZaczytana

    Nie ukrywam, że literatura obyczajowa jest moim ulubionym gatunkiem na równi z fantastyką. W tej kwestii nie mam wątpliwości. Właśnie dlatego pochłonęłam tę pozycję w mgnieniu oka. Czy mi się podobała? O tym poniżej.

    ‚Przestaliśmy odnajdywać siebie nawzajem. Przestaliśmy sobie pomagać i wspierać się w pracy, przestaliśmy nawet śmiać się z absurdów.’

    Claire jest żoną i matką. I to ona jest główną bohaterką książki. Wszelkie wydarzenia przedstawione są z jej perspektywy.

    Kobieta jest samotna. Wraz z mężem i synkiem przeprowadzili się daleko od domu rodzinnego, w pogoni za karierą Milesa. W trakcie pogłębiającej się samotności i beznadziejności codziennego życia odbiera wiadomość na Facebooku od swojej pierwszej miłości. I tak oto poznajemy przeszłość Claire i Deana oraz jesteśmy świadkami ich internetowego romansu.

    Wszystko sprowadza się do spotkania i w efekcie do podjęcia decyzji, które będą miały wpływ na dalsze życie każdego. Z jednej strony mamy Milesa – męża, który poświęca życie karierze zawodowej i może się wydawać, że liczy się dla niego tylko to. Z drugiej strony natomiast mamy Claire, która poświęciła swoją karierę dla rodziny, dla synka. Porzuciła wszystko, aby zmienić diametralnie miejsce swojego zamieszkania i pozostawić za sobą nierozwiązane problemy z przeszłości…

    ‚Szliśmy obok siebie, lecz podążaliśmy dwiema różnymi ścieżkami. Nie byłam w stanie wyobrazić sobie momentu, w którym nasze drogi znów mogłyby się przeciąć.’

    Książka daje do myślenia. Jak postąpiłaby inna kobieta na miejscu Claire? Czy próbowałaby za wszelką cenę odnaleźć szczęście w wizji małżeństwa swojego męża? Czy może jednak dałaby się porwać swojej dawnej miłości? Każdy ma swoje odpowiedzi na te pytania. Ja z pewnością nie postąpiłabym tak, jak główna bohaterka. Ale nie oceniam jej wyborów. Była zagubiona i samotna. A Dean pojawił się w momencie, kiedy kobieta nie wiedziała w jaki sposób dalej poprowadzić swoje życie.

    Polecam. Historia nie jest płytka, jest warta uwagi. Ponadto okładka… Nie dość, że jest piękna to jeszcze jest symboliczna i ma w sobie ukryte znaczenie, które odkrywamy podczas poznawania historii Claire.

    ‚Jesteśmy jak komety. Zostawiamy za sobą pył naszego życia, który wciąż do nas powraca.’

  3. Oceniony 2 na 5.

    keroina_1232

    Claire jest kobietą, która w całości powierza się rodzinie. Stara się być przykładną żoną, najlepszą matką i przy tym jeszcze kobietą, z której inne mężatki z miasta powinny brać przykład. Można by było stwierdzić, że jest to rodzina idealna. Niestety, nie wszystko wygląda tak, jak widzą to inni ludzie. W domu Claire jest przemęczona, jej mąż jest pracoholikiem, a czas spędzony z synkiem zaczyna doprowadzać ją do obłędu, które powodują mroczne myśli w jej głowie. Kobieta pragnie wrócić do młodzieńczych lat, a wtedy na swoim Facebooku dostaje wiadomość od swojej dawnej miłości.

    „Szliśmy obok siebie, lecz podążaliśmy dwiema różnymi ścieżkami. Nie byłam w stanie wyobrazić sobie momentu, w którym nasze drogi znów mogłyby się przeciąć.”

    Przyznaję, że powieść na początku przypadła mi do gustu. Nawet się wciągnęłam. Autorka miała przyjemny język, który tylko powodował, że szybciej się czytało. Mimo wszystko po pewnym czasie zorientowałam się, że czytam już na siłę. Owszem, historia jest – tak myślę – nie przewałkowana tysięcy razy i naprawdę może zaciekawić. Występuje w niej wątek psychologiczny, który jest dobrze rozwinięty, a momentami nawet przyprawia o szybsze bicie serca. Tajemniczy Dean może zagrać nam na nerwach, albo sprawić, że poczujemy od samego początku dziwne uczucie, które podpowiada nam, że powinniśmy go przepędzić z życia bohaterki. Podobało mi się to, że teraźniejs zość autorka przeplata z przeszłością. Dzięki temu czytelnik jest w stanie bardziej zrozumieć Claire i jej postępowanie. A czasami naprawdę nie rozumiałam tej kobiety.

    „Jesteśmy jak komety. Zostawiamy za sobą pył naszego życia, który wciąż do nas powraca.”

    Podsumowując. Gwiazdy, które spłonęły jest historią o niespełnionych ambicjach, o idealnej rodzinie, która nie jest tak idealna jakby się wydawało, o dawnej miłości, która może rozpalić żar w każdej chwili życia bohaterki oraz o tym, że całe nasze życie może runąć w każdej sekundzie. Osobiście mi nie przypadła ona do gustu. Męczyłam się podczas czytania i czasami robiłam sobie kilka dni przerwy. Być może to kwestia gustu, a może czegoś innego. Myślę jednak, że książka dla miłośników tego gatunku może być jak najbardziej świetna.

  4. Oceniony 3 na 5.

    krolewskierecenzje

    Claire Spruce ma męża, który odnosi sukcesy zawodowe i wspaniałego synka, o którego starała się z Milesem przez długi czas. Kochane dziecko jest dla niej cudem. Nie wszystko jednak jest takie piękne jak mogłoby się wydawać. Mieszka w mieście, które jest jej obce. Wciąż tęskni za starym domem. Tutaj nie zna nikogo, nie ma przyjaciół, a męża pracoholika nigdy nie ma w domu. Zrezygnowana stara się zatrzymać męża w domu kusząc go romantycznymi kolacjami, jednak nie wszystko jest takie proste, kiedy w życie wkrada się praca i obowiązki, a brakuje czasu na bliskie relacje…

    W chwili, gdy Claire już nie ma siły na nic, ani na ponowne rozkochanie w sobie męża, ani na opiekę nad synem, odzywa się do niej mężczyzna z przeszłości, pierwsza jej wielka miłość. Kobieta zaczyna wymieniać z nim korespondencję. Żali mu się z powodu nieudanego pożycia małżeńskiego, porzucenia pasji i pracy, obcości nowego miejsca i osamotnienia. Dean namawia ją, by wyjechała chociaż na kilka dni do ich rodzinnego miasteczka. Dla Claire ta sytuacja zaczyna być coraz bardziej kusząca…

    Melissa Falcon Field stworzyła książkę jakiej jeszcze nigdy nie czytałam. Wprowadziła świetny klimat z nutką grozy i nostalgii. Przedstawiła również niezwykle wzruszającą i wstrząsającą historię rodziców bohaterki, która chwyciła mnie za serce. Była tak smutna… Tak przejmująca… Autorka wykreowała bardzo wyraziste postacie i niebanalną fabułę. Do tego autorka wplotła masę wspomnieć, które, jak już wiece, niesamowicie lubię. Claire okazała się bardzo podobna do matki, do której nie chciała być podobna i nie chciała popełniać jej błędów. Wszystko jednak wskazuje na to, że okazała się podobna do ojca, o którym prawdy nie chciała poznać. Wiele wątków w książce potrafi zaskoczyć, a jej depresyjność trochę udzielić. Powieść zmusza do myślenia i analizowania, nie tylko wydarzeń z życia bohaterów, ale także własnego…

  5. Oceniony 3 na 5.

    Bialy Notes

    Czytałam wiele pozytywnych opinii na temat „Gwiazd, które spłonęły” i nieszczególnie się do nich przychylam. Dla mnie nie jest to powieść o „miłości, kobiecości i odcinaniu sznurków przeszłości”. W moim odczuciu to książka o znudzonej małżeństwem i macierzyństwem kobiecie, która zamiast szczerze porozmawiać z partnerem, woli dusić w sobie samotność i szuka ukojenia w łóżku innego faceta (naprawdę nie polubiłam Claire :P).

    Nie mogę jednak powiedzieć, że „Gwiazdy, które spłonęły” to tytuł ewidentnie zły. Czyta się go dobrze, fabuła nawet wciąga, a sama historia może uchodzić za pouczającą. Być może jestem za młoda, aby w pełni zrozumieć rozterki Claire, być może przeszkadza mi w tym fakt nie bycia matką, a może po prostu brakuje mi szczypty wyrozumiałości. Z pewnością nie jest to jedna z najgorszych książek na mojej półce i jeśli lubicie podobne historie, to sięgajcie śmiało.

  6. Oceniony 5 na 5.

    Czytaczyk

    Clarie Spruce jest czterdziestoletnią, na pozór spełnioną życiowo kobietą. Mieszka w pięknym dużym domu, jest żoną cenionego lekarza i matką urzekającego chłopca. Do niedawna wiodła szczęśliwe życie, jednak wszystko się zmienia, gdy zaczyna jej brakować pracy i adoracji ze strony męża. Mężczyzna całkowicie poświęca się swojej pracy i nie zwraca uwagi na żonę, która poświeciła swoją karierę, żeby wychowywać ich synka. Nieustanny śnieg i brak bliskości sprawia, że zaczyna czuć się samotna i odosobniona. Jej myśli stają się coraz mroczniejsze, zastanawia się nad odejściem od partnera. Coraz częściej też wraca do wspomnień z młodości, rozmyśla nad swoim były chłopakiem.

    Monotonne życie Clarie zostaje przerwane, przez niespodziewaną wiadomość, która dostała na Facebooku. Odezwał się do niej Dean, ów była licealna miłość. Między tym dwojgiem zaczyna odradzać się stare uczucie.

    „Gwiazdy, które spłonęły” to niezaprzeczalnie udany debiut Melissy Falcon Field. Autorka stworzyła wciągającą i niekiedy mroczną powieść, która w większości nie powiela tak bardzo utartych schematów. Fabuła zdaje się być jednocześnie nowatorska i standardowa. Początkowo akcja była dość stała, jednak pod koniec ruszyła z kopyta. Przyjemne i przystępne pióro Melissy ułatwiało zagłębienie się w historię. Głowna bohaterka wydawała się tym bardziej realistyczna, że jej dzieciństwo faktycznie odbijało się na jej dorosłej postaci. Idealne skomponowanie przeszłości z teraźniejszością pomagało w rozumieniu Clarie.

    To pouczająca i życiowa książka, jej treść może być przestrogą dla wielu kobiet.

  7. Oceniony 1 na 5.

    white.kalmen

    https://ksiazki-wiktorii2.blogspot.com

    Wiecie jak to jest. Siadacie do książki z jakimiś oczekiwaniami, a powieść albo je spełni, albo polegnie próbując. W przypadku tej oto książki moje oczekiwania były naprawdę wysokie, opis na tyle okładki mnie zaintrygował, a ja postanowiłam sprawdzić, co tam w trawie piszczy. Zaczęłam czytać i powiem tak. Gorzej być chyba nie mogło! Z każdą stroną, linijką i słowem miałam coraz większą ochotę rzucić tą książką o ścianę, zresztą nie tylko to chciałam zrobić, jednak myślę, że oszczędzę wam szczegółów. Czym dalej byłam w treści, tym bardziej czułam jakbym się cofała. Niektóre książki mają tak, że na początku nas odrzucają, a później, ku naszemu zaskoczeniu oddajemy im serce. Szczerze przyznam miałam cichą nadzieję, że tu będzie podobnie. Jednak nie było.

    „Szliśmy obok siebie, lecz podążaliśmy dwiema różnymi ścieżkami. Nie byłam w stanie wyobrazić sobie momentu, w którym nasze drogi znów mogłyby się przeciąć.”

    Claire Spruce daje z siebie wszystko. Stara się być dobrą matką, córką, żoną i przykładową kobietą. Jednak nie wszystko idzie po jej myśli, planowała wieść spokojne życie, obok ukochanego męża z wspaniałym synkiem, jednak życie to nie bajka i kobieta z dnia na dzień coraz bardziej zdaje sobie z tego sprawę. Mąż pracoholik, którego większość czasu nie ma w domu, a do tego codzienna monotonność przyprawia ją już o ból głowy. W końcu ile można robić to samo? Claire coraz bardziej tęskni za latami kiedy jej życie było ciekawe i fascynujące. I właśnie wtedy jakby na życzenie, dostaje niespodziewaną wiadomość od jej dawnej miłości, Deana. Kobieta nawet nie zauważa, kiedy wszystko odwraca się do góry nogami. Nie wie, że mężczyzna z dawnych lat napisał do niej z jakiegoś konkretnego powodu. A ona niczego nieświadoma rzuca się w wir internetowego flirtu. Jednak jak już każdemu wiadomo, życie to nie bajka, a ona będzie musiała ponieść konsekwencję swoich decyzji.

    „Jesteśmy jak komety. Zostawiamy za sobą pył naszego życia, który wciąż do nas powraca.”

    Ciekawy zarys fabuły, prawda? Tak samo myślałam do momenty, kiedy zaczęłam czytać tę książkę. I właśnie wtedy całe moje nadzieje i oczekiwania zaczęły się burzyć jak domki z kart, za podmuchem wiatru. Pisarka miała bardzo ciekawy pomysł, z tym nie będę się kłócić, najprawdopodobniej miała w planie napisać intrygującą powieść z niesamowitymi zwrotami akcji, romansem oraz nie wiadomo jeszcze, jakimi cudami, a wyszło… No właśnie, co? Tak naprawdę to myślę, że jej plany w związku z tą powieścią pozostały na etapie „planów”. Powieść nie posiada prawie w ogóle akcji, jest prostolinijna, monotonna, opowiada tak naprawdę przez ponad połowę powieści o tym samym. Jeden rozdział: przemyślenia głównej bohaterki, drugi rozdział: wspomnienia bohaterki i tak w kółko! Autorka praktycznie cały czas opisuje codzienne życie kobiety, raz na jakiś czas stanie się coś niespodziewanego, jednak nawet to nie uratowało tej książki w moich oczach.

    Spoko już poruszyłam kwestię fabuły, to przejdę teraz do bohaterów. Od samego początku główna bohaterka irytowała mnie w sposób niesamowity, niby jej coś zawsze nie pasuje, ale nigdy nie robi nic, żeby to zmienić. Była zła na męża za to, że ciągle pracuje, ale czy zrobiła z tym cokolwiek? Porozmawiała z nim? Zwróciła mu uwagę? Prosta odpowiedz: Nie. Nie kiwnęła nawet palcem, zresztą nie tylko w tej kwestii. Claire podczas czytania wydawała mi się taką miękką kluchą, niby grała twardą, ale jak przyszło, co, do czego to wyszło szydło z worka. Nie lubię tego typu bohaterów.

    Czytanie tej książki szło mi jak krew z nosa, czym dalej byłam tym miałam jeszcze większą ochotę odłożyć tą książkę. Z każdym kolejnym rozdziałem przewracałam oczami coraz bardziej, a na końcu miałam ochotę je sobie po prostu wyrwać. Główna bohaterka, która miała być dorosłą kobietą, została wykreowana jak dziecko. Fabuła, która miała porywać, okazała się tak nudna. Z kolei akcja, która miała zapierać dech w piersi, w ogóle gdzieś zaginęła. Chciałabym podać jeden powód, dla którego warto chwycić za tą powieść, jednak naprawdę nie potrafię go dostrzec. Czytałam wiele książek, gorszych jak i lepszych, jednak takiej jeszcze chyba nigdy. Przykro mi tak mówić, jednak to szczera prawda. Dlatego też bardzo się zdziwiłam, kiedy weszłam na internet i przeczytałam kilka innych opinii na temat tego tytułu. Każda osoba po kolei wychwalała tą powieść pod niebiosa, a ja w głowie miałam jedno pytanie, czy my, aby na pewno czytaliśmy tą samą książkę? Jak widzicie ten tytuł okazała się według mnie nie warta poświęconego na niego czasu, jednak to moja opinia, każdy jest inny i każdy zwróci w książce uwagę na coś innego.

  8. Oceniony 4 na 5.

    Śnieżynka (www.piorkonabiurko.pl)

    Książka zaciekawiła mnie od samego początku opisem z okładki. Odnowienie starej znajomości, niebezpiecznej, bo otulonej czymś magnetycznym, czymś co może doprowadzić do dramatu w normalnym, zgodnym małżeństwie. Co z tego wyniknie? Kłamstwa, tajemnice, chemia wstrząsająca powietrzem, wątpliwości. Będzie się działo!

    Tak wyobrażam sobie tę historię. I czekałam na to wszystko do połowy, gdy zdałam sobie sprawę, że chyba nic z tego…

    Nie spodziewałam się, że powieść będzie utrzymana w aż tak melancholijnym nastroju i obłożona tak licznymi retrospekcjami z przeszłości, które przyćmią wszystko inne. Autorka próbowała opisać iskry, o których mowa na okładce, ale ja ich niestety nie poczułam. Zbyt mocno skupiałam się na portrecie Claire i jej przeszłości, tym, co przeżyła jako nastolatka i jak wpłynęło to na jej całe późniejsze życie. Byłam też trochę poirytowana ciągłym wspominaniem przeszłości i ta teraźniejszość zatarła mi się gdzieś w tle. W dodatku zostawiła opowieść z pewnym niedopowiedzeniem i to też wytrąciło mnie z równowagi.

    W dodatku bohaterka drażniła mnie od samego początku. Mąż się stara, wie doskonale, jak jest im trudno, ale ona potrafi tylko mieć do niego żal. Bo po co rozmawiać wprost o tym, co ją boli? Albo zdobyć się na odrobinę więcej wyrozumiałości? Jeśli nie ma się ochoty na walkę o własne małżeństwo, to czy można było kiedykolwiek mówić o prawdziwej miłości? Szlag mnie trafiał, gdy czytałam o stwierdzeniach bohaterki, że ona i jej mąż kiedyś zachowaliby się zupełnie inaczej, ale teraz nawet o tym nie pomyślą, a z drugiej strony przyznaje, że o pewnych dość istotnych aspektach swojego życia nigdy mu nie powiedziała.

    Następnie Dean. Cóż, ja nigdy nie byłam w nim zakochana. A chciałabym poczuć to, co powodowałoby mętlik w mojej głowie, bym wraz z bohaterką zastanawiała się jak to zrobić, żeby być wierną mężowi i zapomnieć o tamtym, ale się nie da, bo on jest taki.. Mm! Niestety nic takiego nie poczułam.

    Kurczę, ja tak narzekam na tę książkę, a ona jest naprawdę dobrze napisana. Czyta się szybko i sprawnie, a dialogi są cudownie naturalne. W dodatku autorka stworzyła świetny psychologicznie, głęboki portret zagubionej kobiety, która naprawdę wiele w życiu przeszła. Dokładnie, krok po kroku zbudowała postać, dodała do niej warunki sprzyjające początkowej euforii z odnalezienia swego dawnego „ja”. Daje to solidnie do myślenia. Czasem trzeba się porządnie zastanowić, jaką drogę wybrać i czy zakazany owoc rzeczywiście wart jest uwagi. U kogo tak naprawdę poszukać pomocy?

    To nie tak, że mnie powieść zupełnie nie zaciekawiła. Naprawdę chciałam wiedzieć, jaki będzie finał historii. Ale jestem rozczarowana, bo chciałam więcej iskier, narastającego napięcia, które stopniowo przeradzałyby się w to ‘coś’. Tu wszystko poszło za szybko, bez jakiejś subtelności na początku, a Dean jest tylko dodatkiem do tego oceanu uczuć, które szaleją w bohaterce.

    Książka jest bardzo dobrą lekturą dla czytelników, którzy chcą porządnego psychologicznego studium powoli umierającego związku, mocnych i bardzo dramatycznych akcentów z przeszłości silnie wpływających na teraźniejszość, oraz elementów thrillera. A wszystko to utrzymane w mrocznym, melancholijnym klimacie. Polecam, jeśli szukacie właśnie tego 🙂

  9. Oceniony 5 na 5.

    Karolina G.

    Claire Spruce jest idealną żoną i dobrą matką. Niestety, pod pozorem przykładnej kobiety z przedmieścia nie kryje się za dużo dobrego… Jej życia z pewnością nie można określić jako bajki. Wraz z mężem długo starali się o dziecko. Kiedy w końcu udało im się spełnić niegdyś nieosiągalne marzenie, okazało się, że szczęście dla Claire długo trwać nie będzie. W związku z pracą Milesa, małżeństwo zmuszone było zmienić miejsce zamieszkania. Kobieta z trudem zostawiła za sobą ukochane tereny i wymarzoną pracę. Nowy dom nie cieszył jej tak samo, jak poprzedni. Niekończąca się zima doprowadzała ją do obłędu, a Miles, pracoholik nieumiejący oddzielić życia prywatnego od obowiązków służbowych, rozczarowywał ją z dnia na dzień coraz bardziej. Negatywne myśli i odczucia nieustannie pojawiały się w jej głowie. Nic więc dziwnego, że gdy na Facebooku odezwał się do niej Dean, stara miłość z liceum, Claire szybciej zabiło serce. Wspomnienia dawnych czasów z byłym ukochanym oraz brak zainteresowania ze strony męża popchnęły ją do podjęcia decyzji o… spontanicznej ucieczce z Deanem. Niestety, powrót mężczyzny z przeszłości nie był przypadkiem, a decyzja ta pociągnie za sobą pewne konsekwencje.

    „Gwiazdy, które spłonęły” bezapelacyjnie trafiają na półkę moich ulubionych powieści. Przyznam szczerze, że na początku oczekiwałam nieco większego BUM. Myślałam, że trafiłam na inną historię, w której będą szaleć romantyczne uczucia. Pierwsze strony nieco mnie rozczarowały, ale chwilę potem zrozumiałam, że przede mną leży kawał dobrej powieści. Melissa Falcon Field stworzyła wspaniałą, choć poniekąd przygnębiającą lekturę, z niebanalną fabułą i rewelacyjnie wykreowanymi bohaterami, których mogłabym określić jako jeden z najlepszych i najmocniejszych elementów zawartych na kartach powieści.

    Cała historia przedstawiona jest z punktu widzenia głównej bohaterki. Uwielbiam pierwszoosobową narrację, za każdym razem, gdy autor stosuje ten zabieg, o wiele intensywniej zżywam się z bohaterem i bardziej rozumiem motywy jego postępowania. Do gustu przypadło mi zgrabne wplecenie wydarzeń z przeszłości między wątkami rozgrywającymi się w teraźniejszości.

    Z Deanem nie było tak, że Claire od razu chciała wskoczyć mu w ramiona. Kobieta próbowała odbudować to, co było niegdyś między nią, a jej mężem. Niestety, starania te szły na marne. Miles albo nie zauważał jej inicjatywy, albo gonił za pracą. Myślę, że nikt nie wytrzymałby takiej sytuacji na dłuższą metę. Co więcej, przeszłość Claire nie była łatwa. Każdy w związku potrzebuje troski, uwagi ze strony drugiej osoby, ciepła, a przede wszystkim MIŁOŚCI. Moim zdaniem Claire popełniła błąd nie wykładając przed Milesem uczuć, które w niej buzowały, żalu, który był spowodowany zapracowaniem męża…

    „Gwiazdy, które spłonęły” to wyjątkowa powieść obyczajowa z przesłaniem. Dostarcza takich emocji, że z pewnością długo o niej się nie zapomni. Nie brakuje w niej elementów zaskoczenia. POLECAM!

  10. Oceniony 5 na 5.

    Red Girl Books Recenzje

    ”Jesteśmy jak komety. Zostawiamy za sobą pył naszego życia, który wciąż do nas powraca”.

    Claire stara się być dobrą żoną i matką oraz przykładną kobietą z sąsiedztwa. Jednak jej życie nie jest takie idealne jakby chciała. Kobieta żyje pozorami, pod którymi skrywa swoją samotność, niezadowolenie z małżeństwa i nowego życia. Musiała poświęcić swoją karierę naukową, aby jej mąż mógł spełniać się zawodowo. Claire coraz częściej powraca do młodzieńczych lat. Wspomina czas, który pozostawił w niej traumę oraz Deana – swoją pierwszą miłość. Coraz częściej pragnie powrócić do czasów, kiedy była spontaniczna.
    Pewnego dnia Claire odbiera na Facebooku wiadomość od Deana. Niewinne rozmowy zamieniają się w flirt. Czy kobieta zaryzykuje stratę swojej rodziny i wejdzie w tę niebezpieczną grę?

    Przyznam, że dawno żadnej książki nie czytałam tydzień. Na początku zganiałam to na brak chęci na czytanie, ale w końcu doszłam do wniosku, że to nie ze mną jest problem, a z książką. Mianowicie z główną bohaterką, bo pomysł na fabułę okazał się naprawdę dobry i z pewnością pouczający, ale wykonanie okazało się być słabe. Dawno żadna bohaterka nie budziła we mnie takiej odrazy i zniesmaczenia jak Claire. Nie potrafiłam zrozumieć jej postępowania. Fakt to przykre, że czuła się samotna i wyobcowana, ale moim zdaniem robiła to na własne życzenie. Czy tak trudno jest powiedzieć mężowi, że wcale nie jest w porządku? Usiąść, porozmawiać szczerze, znaleźć rozwiązania i kompromisy? Miała wiele okazji, ale zbywała to albo fochem, albo milczeniem. Wiele sytuacji w tej książce było absurdalne i chore. Nie będę spolerować, bo jedna z tych rzeczy ma duży wpływ na fabułę.
    Jedyne za, co mogę tę książkę pochwalić to za tło psychologiczne oraz za to, że dzięki niej można zrozumieć jak wiele rzeczy rozwiązuje szczera rozmowa oraz to, że wiele małżeństw byłaby bardziej szczęśliwa, gdyby wprowadziła ją w swoje związki.
    ”Gwiazdy, które spłonęły” to książka o traumie z dzieciństwa, nieszczęśliwym małżeństwie i powrocie do młodzieńczych lat.
    Autorka ma łatwy i lekki styl pisania, co dla niektórych może okazać się autem. Jednak mi książka się dłużyła. Osobiście nie sięgnęłabym po nią drugi raz. Zwyczajnie nie okazała się być w moim guście.

Dodaj opinię