Od urodzenia
Od urodzeniaOd urodzenia

Od urodzenia

34,90  22,90 

taniej o: 12,00  (34%)

Elisa Albert
4.56 out of 5 na podstawie ocen 9 klientów
9 opinii klienta
  • tłumaczenie: Aleksandra Weksej
  • liczba stron: 272
  • oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Tak opisanego macierzyństwa jeszcze w literaturze nie było… Książka określana mianem „skutecznej pigułki antykoncepcyjnej”.Tego nie można przegapić!

szt.

Dostępność: 24h + czas dostawy

Nowa powieść uznanej przez krytykę światową młodej pisarki

Tak opisanego macierzyństwa jeszcze w literaturze nie było…

Minął już rok, odkąd Ari – doktorantka, feministka i żona o piętnaście lat starszego od niej profesora – urodziła Walkera. Kobieta przeżywa ogromne trudności w odnalezieniu się w nowej dla siebie rzeczywistości. Nie mogąc przyzwyczaić się do specyficznego rytmu opieki nad małym dzieckiem oraz do zmian, które zaszły zarówno w jej ciele, jak i w psychice, Ari zaczyna przypominać samotne, chyboczące się na zimowym wietrze drzewo, któremu ni stąd, ni zowąd wyrwano korzenie.

Kiedy w sąsiedztwie pojawia się Mina – niegdyś kultowa piosenkarka rockowa, a teraz przyszła matka w dziewiątym miesiącu ciąży – Ari, mimo że zwykle nie ufa kobietom, widzi w niej potencjalną bratnią duszę. Wkrótce kobiety się zaprzyjaźniają i łączą siły we wspólnej macierzyńskiej walce, jaką obie na co dzień staczają.

Elisa Albert, z wyjątkową przenikliwością, a zarazem niezwykłym dowcipem – który można tu określić jako czarny humor – daje upust żywiołowi uczuć i emocji, jakie towarzyszą kobiecie wychowującej małe dziecko. Od urodzenia to niezwykły manifest współczesnego macierzyństwa – swoiste „laboratorium”, w którym pogłębionym analizom poddano kontrowersyjne emocje i uczucia młodej matki. To także pogłębione studium nad małżeństwem i kobiecą przyjaźnią.

Prowokacyjna… Emocjonująca… Szokująca…

Książka określana mianem „skutecznej pigułki antykoncepcyjnej”… Tego nie można przegapić!

Wydawnictwo

Wydawnictwo Kobiece

Autor

Elisa Albert

ISBN

978-83-65442-02-4

Rok wydania

2016

Format

135×205 mm

Oprawa

Miękka ze skrzydełkami

Liczba stron

272

Tłumaczenie

Aleksandra Weksej

Tytuł oryginału

After birth

Stan

nowa, pełnowartościowa

9 reviews for Od urodzenia

  1. 5 z 5

    Temat narodzin dziecka i następującej po tym wydarzeniu swoistej walki świeżo upieczonej matki z nowo zastaną rzeczywistością jest dosyć rzadki w literaturze. Powieść Elisy Albert wypełnia tę lukę, oferując czytelnikom wyjątkową ucztę literacką.
    Główną bohaterką jest Ari. Mieszka wraz z dużo od siebie starszym mężem – profesorem uniwersyteckim – oraz malutkim synkiem w północnej części stanu Nowy Jork. Ari przygotowuje rozprawę doktorską, jednak opieka nad dzieckiem nie pozwala jej się skupić na pracy naukowej. Nawet w tych chwilach, gdy udaje jej się załatwić opiekę nad małym Walkerem i może poświęcić trochę czasu na swój doktorat, surfuje po Internecie, śledzi znajomych na profilach społecznościowych i jednocześnie tęskni za swoim maluchem. Innym razem jednak, siedząc z dzieckiem, nie może się doczekać momentu, w którym odda synka, choć na chwilę, komuś innemu pod opiekę.
    Kiedy jej mąż Paul sugeruje, aby zajęła się czymś, co sprawi jej przyjemność, odpowiada, że nic jej nie interesuje. Myśli Ari nieustannie krążą wokół cesarskiego cięcia i związanych z nim odczuć. Kobietą targają ambiwalentne uczucia względem własnego dziecka i sytuacji, w jakiej się znalazła.
    To depresja, jednak Od urodzenia stanowi coś więcej niż tylko portret diagnozy tej strasznej choroby. Ari jest w szoku, ale z drugiej strony kocha swoje dziecko. Często wpada w furię, ale przytłacza ją także samotność. Wypowiada niezwykle kontrowersyjne, mocne opinie na temat porodu i karmienia piersią. One mogą irytować, ale wskazują jednocześnie na to, że autorka próbuje w tym wszystkim zachować autentyczność.
    Prowokacyjna… Emocjonująca… Szokująca… Polecam!

  2. 4 z 5

    http://www.nieperfekcyjnie.pl/2016/03/od-urodzenia-elisa-albert.html

    Macierzyństwo to ogromne wyzwanie, a także niezapomniana, aczkolwiek najtrudniejsza, przygoda w życiu. Z tego względu decyzja o dziecku powinna być przemyślana, niepodjęta zbyt pochopnie pod wpływem emocji i chwilowego zapomnienia. To ciężka przeprawa, dająca mnóstwo radości i satysfakcji, jednocześnie wymagająca odpowiedniego nastawienia oraz wsparcia ze strony bliskich, bo bez tego nawet najtwardsze kobiety nie dadzą rady.

    Ari jest feministką i doktorantką, a do tego żoną o 15 lat młodszą od swojego wybranka oraz matką rocznego Walkera. Mieszka w niewielkiej mieścinie, gdzie nie potrafi znaleźć żadnej bratniej duszy. Pragnie zaprzyjaźnić się z kimś, jednak jej nienawiść do kobiet, wynikająca z bogatych i wieloletnich doświadczeń, nie pomaga jej w zdobyciu zaufania u osób tej samej płci. Ari kocha swoje dziecko i byłaby w stanie zabić za syna, ale niejednokrotnie ma dość bycia matką, ponieważ, przynajmniej przez pierwsze miesiące, wiąże się to z rutyną karmienia, przewijania, przebierania, kołysania, pilnowania. Wszystko zaczyna ulegać przeobrażeniom, gdy Ari zapoznaje się z ciężarną Miną, będącą niegdyś popularną piosenkarką. Główna bohaterka postanawia pomóc Minie wkroczyć w macierzyństwo, chociaż, o ironio!, sama nadal nie potrafi poradzić sobie z własną depresją poporodową.

    „Nie, nie było dla mnie odpoczynku. Nie miałam zaznać odpoczynku. Nie było ucieczki od tej nieludzkiej potworności: wydałam na świat dziecko. Zostałam rozcięta na pół bez powodu i niezależnie od tego, ile rozpuszczalnych szwów by mi założyli, już nigdy nie będę z powrotem cała. (…) Zawiodłam go już na starcie. Pozbawiłam mojego biednego, odurzonego kociaka tej kluczowej, epickiej podróży przez kanał rodny. Biedny bezbronny chłopiec.” *

    Główna bohaterka przeżywa traumę po cesarskim cięciu – nie traktuje tego jako poród, twierdząc, że wyjęto z niej dziecko. Pierwsze urodziny synka nie sprawiają jej żadnej radości, gdyż Ari uważa, iż ów dzień jest rocznicą jej operacji. Nie wierzy, że jakakolwiek kobieta może cieszyć się z cięcia cesarskiego (znam panie, które dałyby wiele za taką możliwość), a do tego jest przekonana o tym, iż dzieci po cięciu są nieobecne i nieco otumanione, co jest akurat bzdurą – mój syn od pierwszej chwili miał otwarte oczy i nie wyglądał na zamroczoną osóbkę. Kobieta nie może także poradzić sobie z faktem posiadania blizny oraz bólem pooperacyjnym. Pomimo bolesnych, wręcz traumatycznych, wspomnień Ari nieustannie powraca myślami do tego, co przeszła – ogląda filmy z operacji czy ciągle czyta o skutkach bądź ryzyku, jakie może wystąpić podczas cesarskiego cięcia. Zdaje się nie rozumieć, że niekiedy decyzja o operacyjnym zakończeniu ciąży jest jedynym słusznym wyjściem.

    „Nie będę udawać, że moje dziecko jest wyjątkowe, że niby inne dzieciaki głodują, zamarzają, są gwałcone, bite, muszą pracować w fabrykach i dostają raka od wyziewów, jakie to okropne, jakie smutne, ale moje dziecko będzie miało ciepło, ekologicznie, nietoksycznie, bezpiecznie i wszystko, czego zapragnie, kiedy tylko zapragnie, i pójdzie na dobre studia, i świat jest taki piękny! Krótkowzroczne pierdoły. Będzie cierpiał. Z którejś strony mu się dostanie, a ja nie chcę udawać, że mogę przewidzieć z której. Wszyscy żyjemy w tym samym popieprzonym świecie.” **

    Uwielbiam powieści poruszające tematykę starań o dziecko, ciąży czy macierzyństwa – sięgałam po nie na długo przed tym, jak zostałam mamą. Teraz robię to jeszcze chętniej i patrzę na nie już z matczynej perspektywy, czyli nieco inaczej niż wcześniej. Historia Ari jest mi bliska ze względu na to, że ja również miałam cesarskie cięcie ze względów niezależnych ode mnie, jednak ja jestem wdzięczna lekarzowi za tę decyzję, ponieważ poród naturalny nie byłby możliwy, a jeżeli jednak jakimś cudem doszłoby do niego, to najprawdopodobniej nie zakończyłoby się to szczęśliwie. Współczuję kobietom, które czują się mniej wartościowe przez to, że nie udało się im urodzić dziecka drogami natury – błagam, nie tarzajmy się w poczuciu winy, bo poród to poród. Najważniejsze, aby dziecko przyszło na świat zdrowe i całe – co za różnica w jaki sposób?

    Na okładce książki wyeksponowane są słowa Jevy Lange, według której „Od urodzenia” diametralnie zmieni postrzeganie ciąży oraz macierzyństwa. Nie ukrywam, że są to słowa dość mocne i nie do końca oddają rzeczywistość, przynajmniej w moim odczuciu, ponieważ powieść jest interesująca i porusza trudny temat, ale nie wywołała we mnie emocjonalnego spustoszenia, czego oczekiwałam. Niekiedy czułam bliskość z główną bohaterką, jednak przez większość czasu jej zachowanie budziło we mnie złość i irytację. Ari doskonale zdaje sobie sprawę ze swojej depresji, a pomimo tego nie szuka fachowej pomocy, chociaż w przeszłości miała już depresyjne epizody wraz z myślami samobójczymi. Ma żal do wszystkich, zarzucając niemal każdej kobiecie, a zwłaszcza matce, że nie przygotowały jej do macierzyństwa – tylko czy tego można nauczyć się od kogokolwiek? Przeszkadzało mi także zbyt wiele wzmianek o ludziach z życia Ari – zabrakło tego najważniejszego tematu, który miał być głównym, a niekiedy gubił się wśród innych wątków.

    „Tak to bywa z kryzysami: ludzie, od których oczekujemy, że będą wtedy przy nas, okazują się do tego niezdolni i/lub niechętni, a inni, po których nigdy byśmy się tego nie spodziewali, dają nam dokładnie to, czego potrzebujemy, i w taki sposób, w jaki potrzebujemy. I prawie nigdy albo nawet w ogóle nigdy nie da się przewidzieć, którzy będą którymi.” ***

    „Od urodzenia” to powieść, która uświadamia, że młodej mamie nie trzeba wiele do szczęścia – niekiedy wystarczy, aby ktoś posiedział z nią i porozmawiał, tak najzwyczajniej w świecie, albo przyniósł obiad i pozwolił jej zjeść w spokoju, w tym czasie zajmując się jej dzieckiem. Czyjeś wsparcie jest niezwykle istotne w pierwszych tygodniach po porodzie, ponieważ jego brak może doprowadzić do rozkładu zdrowia fizycznego i psychicznego matki, co niestety bardzo trudno ponownie zebrać do kupy.

    * cytat ze str. 133
    ** cytat ze str. 44
    *** cytat ze str. 81-82

  3. 5 z 5

    Młodą matką wstrząsają emocje, od euforii, czułości do gniewu i nienawiści. Ciężko sobie z tym poradzić nie mając przy sobie bratniej duszy, Ari często wspomina że łatwiej byłoby gdyby miała przy sobie mamę, babcię, siostrę czy przyjaciółkę. W tym trudnym okresie nie ma przy niej żadnej kobiety. Para gejów z sąsiedztwa, zauważa problem i zaprzyjaźniają się z Ari, namawiają do wyjścia z domu.
    „… człowiek musi mieć jakąś tożsamość, jakieś zainteresowania i zajęcia poza posiadaniem dziecka, po prostu musi. Inaczej dziecko będzie jedynym zainteresowaniem i zajęciem, a wszyscy wiemy jak kończy się coś takiego.”
    Podpisuję się pod tym cytatem całą sobą
    Młodą matką wstrząsają emocje, od euforii, czułości do gniewu i nienawiści. Ciężko sobie z tym poradzić nie mając przy sobie bratniej duszy, Ari często wspomina że łatwiej byłoby gdyby miała przy sobie mamę, babcię, siostrę czy przyjaciółkę. W tym trudnym okresie nie ma przy niej żadnej kobiety. Para gejów z sąsiedztwa, zauważa problem i zaprzyjaźniają się z Ari, namawiają do wyjścia z domu.
    „… człowiek musi mieć jakąś tożsamość, jakieś zainteresowania i zajęcia poza posiadaniem dziecka, po prostu musi. Inaczej dziecko będzie jedynym zainteresowaniem i zajęciem, a wszyscy wiemy jak kończy się coś takiego.”
    Podpisuję się pod tym cytatem całą sobą. Jak wiecie mam dwie córki. Narodziny pierwszej i pierwszy rok jej życia nie był taki najgorszy – pomoc mamy i męża. Gdy na świat przyszła druga córka wszyscy wyszli z założenia że skoro „ogarnęłam” jedno dziecko to z drugim też sobie poradzę. Tylko nie chodziło o to że było to drugie dziecko, ale od teraz pod opieką miałam dwie wymagające stałej opieki istotki zależne całkowicie ode mnie. I zostałam z tym sama, bywały dni że nie miałam nawet do kogo się odezwać, nie mówiąc już o jakimkolwiek wyjściu. Mieszkamy na wsi, obejście wszystkich dostępnych ścieżek zajmuje godzinę, co robić z resztą czasu?
    Książka została kontrowersyjnie uznana za „skuteczną pigułkę antykoncepcyjną” nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Autorka porusza jednak bardzo ważny problem, samotność, zagubienie i depresję młodych matek. Telewizja, internet kreują wyidealizowany obraz macierzyństwa, z reklam uśmiechają się do nas wypoczęte zrelaksowane mamusie i rozkoszne bobasy. A co jeśli nasz bobas przeważnie płacze, a my nie mamy czasu nawet na prysznic? O tym nikt nie mówi przed urodzeniem dziecka, nikt nie uczy jak to zorganizować.
    Książka jest szczera, bo obnaża macierzyństwo ze wszystkich mitów o jego cudowności, pokazuje w dosłowny sposób jego gorsze strony.
    http://dlamam.bloog.pl/id,353973659,title,Od-urodzenia,index.html

  4. 5 z 5

    „Późno w nocy zaczyna mnie przerażać myśl, że Walker jest osobą; słyszy, co mówię, patrzy na mnie i chce mnie kochać, ale nie ma jeszcze pojęcia, jak bardzo jestem popieprzona. Jest z nami, sprowadziliśmy go tutaj, jest teraz jednym z nas, żyjących. Sprawa jest całkiem prosta : niemowlę trzeba przytulać, otulać, nosić. Karmić, pielęgnować, chronić. Bezbronne stworzenie. Człowiek uczy się uniżać wobec tego boga o pyzatej twarzy. A chcesz odczuć całą potworność tej sytuacji ? Dostać prosto w twarz ? Wyobraź sobie, że stanie mu się krzywda. Wyobraź sobie, że cierpi. Wyobraź sobie, że ktoś go zabierze. Wyobraź sobie, że umrze. Wyobraź sobie swoje puste ramiona. Wyobraź sobie, wyobraź, wyobraź.”

    „Od urodzenia” to książka, którą koniecznie musiałam przeczytać, ze względu na podjęty w niej temat. Byłam bardzo ciekawa, czy rzeczywiście po zapoznaniu się z nią, zmienię w jakimś stopniu swoje podejście do ciąży czy macierzyństwa. Ponadto poprzez tą książkę chciałam poznać uczucia i doświadczenia innej kobiety. Sama jestem mamą, zatem wiedziałam, że pewnie jakaś część uczuć czy przeżyć związanych z porodem czy macierzyństwem głównej bohaterki nie będzie mi obca, a nawet będę mogła się z nią utożsamiać.

    Dziecko jest największym i najpiękniejszym szczęściem. A jego narodziny dla każdego rodzica są zapewne wielką rewolucją. Wówczas wszystko się zmienia głównie w życiu kobiety, bo przecież to my jesteśmy w ciąży, nosimy maleństwo pod sercem przez dziewięć miesięcy, przygotowujemy się do porodu. Ale czy tak naprawdę możemy się przygotować ? Część kobiet marzy o porodzie naturalnym, ponieważ to jest lepsze dla dziecka i matki z medycznego punktu widzenia, po prostu noworodek rodzi się wtedy, kiedy jest już na to gotowy. Zaletami porodu siłami natury dla kobiety są m.ni. łatwiejszy proces laktacji, brak blizn na brzuchu, niemowlę układane jest od razu na brzuchu mamy. Jednak wiąże się on z bólem, który może trwać nawet kilka godzin. Natomiast w przypadku cesarskiego cięcia wszystko wygląda inaczej. Przede wszystkim podczas „cesarki” kobieta jest znieczulona, zatem nie odczuwa bólu. Jednak nie zawsze otrzymuje maleństwo, które może przytulić. Ponadto musi dłużej zmagać się z czasem połogu, chociażby ze względu na ranę pooperacyjną, odczuwa ból kręgosłupa i brzucha, a przez pół roku nie może dźwigać np. zakupów. Niestety nie możemy być nigdy przygotowane na jakąkolwiek z tych opcji. Nie zawsze jest tak, jak chcemy i pragniemy. Zdarzają się różne sytuacje, przeciwwskazania, problemy w trakcie porodu. Jednak w każdym z tych przypadków walczymy ze strachem i niepewnością. A później po narodzinach dziecka, nasze życie zmienia się o kilkadziesiąt stopni. Każdy kolejny dzień jest zupełnie inny od poprzedniego. Jesteśmy szczęśliwe, radosne, spełnione, a zarazem zmęczone, bezradne i niekiedy popadamy w depresję.

    Ari jest młodą doktorantką i żoną piętnaście lat starszego od siebie profesora – Paula. Niedługo po ślubie, zaszła w ciążę i poprzez cesarskie cięcie przyszedł na świat ich synek – Walker. Kobieta zarówno sam poród, jak i czas połogu wspomina bardzo nieprzyjemnie. Opisuje swoje emocje związane z karmieniem piersią, które sprawiało jej trudności. Ponadto początkowe dni i tygodnie mijały praktycznie tak samo, a więc karmienie, przewijanie, przebieranie, usypianie. Narzeka na brak snu, ogólne zmęczenie, a także brak zrozumienia. Czuje się nieatrakcyjna, niedowartościowana. Zaniedbała swój wygląd, ubiór. Gdy zostawiała syna z opiekunką i wychodziła z domu, z jednej strony czuła radość, że w końcu ma czas dla siebie i mogła na chwilę pobyć sama ze sobą, a z drugiej strony po jakimś czasie już tęskniła za małym. Wracała wspomnieniami do lat wcześniejszych, nawiązanych i utraconych przyjaźni, dylematów rodzinnych, śmierci mamy, a także krytykowała ojca za nieumiejętność radzenia sobie z własną córką. Nie rozumiała pytań i ciągłego przyglądania się ludzi na ulicy, kiedy karmiła dziecko. Dlaczego jest to tematem tabu ? Uczęszczała również na spotkania grupy wsparcia dla matek, gdzie rozmawiały o karmieniu, butelkach, pieluchach itp. Jednak to wszystko w pewnym sensie ją przygnębiało, czuła się samotna. Pewnego dnia poznaje Minę, która również boryka się z macierzyństwem. Nawiązują przyjaźń, dzięki której wszystko staje się dla nich łatwiejsze. Pomagają sobie nawzajem i mogą liczyć na swoje wsparcie.

    Książka „Od urodzenia” wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Prawdę mówiąc wciągnęła mnie już od pierwszej strony i trudno mi było się od niej oderwać, kiedy wzywały obowiązki domowe. Być może dlatego, że sama też jestem mamą i pewne ukazane sytuacje są mi po prostu znane, bo sama niektórych momentów doświadczyłam. Powieść czyta się szybko i przyjemnie, mimo, iż przedstawiane były również trudne życiowe momenty. Czytając ją powracałam myślami do wspomnień z mojego porodu i połogu. Przypominałam sobie te emocje, które wtedy mną targały, chwile wzruszenia i niesamowitego szczęścia, ale również bólu i przemęczenia. W wielu kwestiach nie zgadzałam się z bohaterką, przykładem może być nazwanie pierwszych urodzin synka w specyficzny i zaskakujący sposób : „dzień operacji”, „rocznica wielkiej porażki”. Ponadto wiele zachowań, wyciąganych wniosków i nazywanie różnych rzeczy czy czynności przez Ari, mnie zaskoczyło. Jednak w wielu przypadkach utożsamiam się z bohaterką. Zapewne większość matek po przeczytaniu tej książki będzie czuła tak samo.
    W książce przeplata się teraźniejszość z przeszłością. Ari opowiada o swoim codziennym życiu w chwili obecnej oraz cofa się kilka lat wstecz do czasów szkolnych, młodzieńczych. Dzięki temu poznajemy również jej losy przed przyjściem na świat Walkera.

    Reasumując, książkę polecam zarówno przyszłym jak i obecnym matkom. Dla jednych będzie ona doskonałym ukazaniem macierzyństwa przez kobietę, która miała odwagę przedstawić swoją historię w autentyczny sposób, nie bojąc się wyrazić swoich uczuć i myśli w danym momencie. Zapewne większość kobiet, czytając tę książkę będzie się utożsamiać z główną bohaterką. Natomiast na części kobiet wywrze sprzeczne emocje, a może nawet zniechęci. Na tylnej okładce można przeczytać, że powieść ta jest „określana mianem najskuteczniejszej pigułki antykoncepcyjnej”. Ja się z tym stwierdzeniem nie zgadzam. W żaden sposób ta książka mnie nie zniechęciła do samego porodu czy macierzyństwa. Być może dlatego, że już przez to przeszłam i wiem jak to „smakuje”. Uważam też, że każda z nas – kobiet na swój inny, własny sposób zinterpretuje tę opowieść. Tym bardziej, że macierzyństwo nie jest tutaj idealizowane, ani krytykowane, a jedynie przedstawione takim, jakim jest w rzeczywistości, a czasem nawet ukazane w ironiczny i zabawny sposób. Przecież każda matka, każdy ojciec, mimo iż darzą swoje dziecko ogromną miłością, to nie zaprzeczą, że sprawowanie opieki nad dzieckiem, jego wychowywanie nie jest łatwym zadaniem i wymaga wiele cierpliwości i wyrozumiałości.

    „W życiu tych małych ludzi nie chodzi o ciebie. Oni nie są dla ciebie. Nie należą do ciebie. Są pod twoją opieką, to wszystko, a ty masz za zadanie okazać się przyzwoitym człowiekiem, kochać je właściwie i wystarczająco, nie przerzucać na nich swoich własnych problemów, nie czynić swoich problemów ich problemami, nie wykorzystywać ich do zapełniania pustych miejsc w sobie samym.”

    „Nauczyłam się jednak paru ważnych rzeczy. Stój prosto, przestań się ciągle uśmiechać, przestań upodabniać wszystkich do siebie.
    Nazwij to feminizmem. Nazwij to, jak chcesz. Rozluźnij twarz. Nie bądź bez przerwy taka miła i przyjacielska, nie stawiaj siebie na ostatnim miejscu,
    nie przejmuj się w pierwszej kolejności uczuciami wszystkich dookoła.”

    Serdecznie polecam !

    http://wielbicielka-ksiazek.blogspot.com/

  5. 5 z 5

    Ciąża, poród, posiadanie ukochanego dziecka — brzmi pięknie. Jednak są kobiety, które czują przytłoczenie. Tak mocne, że bolesne. Obijają się o ściany własnej psychiki i szukają wyjścia. Jak mogą naprawić myśli? Jak mogą sprostać tak odpowiedzialnemu zadaniu?

    Ostatnio spotkałam się z wieloma skrajnymi opiniami o tej książce. Emocje, które wzbudziła w czytelnikach zafascynowały mnie na tyle, że postanowiłam sama zapoznać się z treścią. Jak wspominałam przy okazji innej recenzji — nie jestem jeszcze matką, ale interesują mnie powieści poruszające tematykę macierzyństwa. Szczególnie, jeśli są trudne i wymagające pewnego skupienia. „Książka określana mianem najskuteczniejszej pigułki antykoncepcyjnej” — głosi opis na okładce. Trochę przerażające, ale równocześnie ciekawe. Czego się tak naprawdę spodziewać? Szata graficzna utrzymana w błękicie i różu. Już po lekturze mogę stwierdzić, że treści bliżej do odcieni szarości. Przytłaczające, lecz refleksyjne. Myślę, iż niektóre kobiety wspomnieniami wrócą do swoich początków, gdy stawały się matkami. Inne, tak jak ja, pomyślą przyszłościowo. Czy rodzicielstwo jest rzeczywiście na tyle trudne, aby chcieć przed nim uciec? Zwłaszcza, gdy biegamy po omacku między skrajnościami.

    Ariella, zwana przez wszystkich Ari, właśnie tworzy pracę doktorską. Rok temu urodziła Walkera, żyje w związku z piętnaście lat starszym Paulem. Kobieta próbuje odnaleźć się w roli matki, co przysparza jej wielu trudności. Maksymalnie skupia myśli na dziecku. Niestety, są to refleksje pełne bólu i rozpaczy. Ciągle nie może wyrzucić z siebie traumy po cesarskim cięciu, walczy z napadami złości i histerycznego płaczu. Zbliża się do depresji, gdy na jej drodze staje ciężarna Mina. Ari nie czuje wsparcia w nikim ze swoich bliskich, więc postanawia zaprzyjaźnić się z Miną. Wierzy, że wzajemnie dojdą do porozumienia i ważnych wniosków w walce ze swoimi demonami…

    „Od urodzenia” jest pozycją mocną w przekazie. Bardzo chaotyczną, jednak uważam, że to zamierzony efekt. Autorka pokusiła się o krótkie akapity i często przeskakiwanie z jednego tematu na drugi, najczęściej kompletnie oderwany od poprzedniego. Gorzkie słowa Ari dotyczą nie tylko jej wrażeń z przebywania z małym Walkerem, ale także wraca do czasów własnego dzieciństwa. Bohaterka dużo opowiada o swojej matce i ich trudnych relacjach. Ten wątek chyba najbardziej mnie zaciekawił, bo poniekąd wyjaśnia rozchwianie emocjonalne, które towarzyszy Ari. Równocześnie widać, że to zaledwie jeden z powodów. Inne pochodzą gdzieś z zakamarków, które wcześniej były głęboko uśpione.

    Styl Elisy Albert należy do tych ostrych i konkretnych. Wkłada do ust swoich bohaterek słowa dosadne. Niczego nie woaluje w piękne określenia, wręcz ociekające od słodyczy. Nazywa rzeczy po imieniu, choć może się to nie spodobać osobom, które wolą łagodniejsze klimaty. Ja doceniam taką szczerość, mimo ocierania się o wulgarność. Albert chyba całkiem dobrze wykonała swoją pracę, bo momentami miałam ochotę udusić Ari, gdy wpadała w rzewne tony. A za chwilę żałowałam. Dużo miejsca poświęcono Minie, jednak to główna bohaterka najmocniej zapadła mi w pamięć.

    Ari to piekielnie inteligentna kobieta i często rzuca nazwiskami artystów. Przyznam, że wiele z nich sobie zapisałam poznając w ten sposób naprawdę interesujące persony. Taki sympatyczny dodatek do tej, nie ukrywajmy, trudnej lektury. „Od urodzenia” wzbudza we mnie mieszane uczucia, bo czasem trudno połapać się w chronologii — a raczej jej braku. Trafiłam na słabsze i lepsze momenty, ale w ogólnym rozrachunku książka wychodzi na plus. Przede wszystkim dzięki prawdzie, którą w niej zawarto. Depresja poporodowa może dotknąć każdą świeżo upieczoną matkę. Nie zgadzam się z oceną widniejącą na tyle okładki. „Pigułka antykoncepcyjna”? Nie. Daleko mi do zniechęcenia względem posiadania dziecka. Jednak większą uwagę zwracam na to, że nie zawsze początki są różowe.

    „Od urodzenia” polecam osobom zainteresowanym tematyką. To porządnie skonstruowane studium psychiki kobiety potrzebującej pomocy. I to nie tylko takiej z otoczenia, ale płynącej z wewnątrz, z ukrytych pokładów energii. Będę miała na uwadze dalszą twórczość Elisy Albert. Myślę, że każda kolejna książka będzie jeszcze bardziej dopracowana.

  6. 5 z 5

    http://www.stanzaczytany.blogspot.com

    Czarny humor to chyba podstawa w tej książce. Śmiałam się do łez, czytając komentarze głównej bohaterki. Jej umysł jest przeciążony rolą matki, stara się radzić ze wszystkim po swojemu. Jako że nie ma pierwowzoru, bo jej rodzicielka nie słynęła z opiekuńczości i miłości, musi sama dojść do tego, jak opiekować się synem. Popada w depresję i omamy, widzi wszystko w przyćmionym świetle. Niby to źle na nią działa, jednak dla Czytelników jest to duża porcja rozrywki. Jeśli więc nie lubicie ,,depresyjnego” humoru, chaotycznych myśli i przebiegu zdarzeń, nie znajdziecie w tej książce niczego dla siebie. Ja osobiście bawiłam się całkiem dobrze. Ale o tym zaraz…

    Przyznam, że drażnił mnie czasem sposób myślenia Ari. Macierzyństwo jest trudne, jednak nie każda kobieta ma z nim aż taki problem. Główna bohaterka wkłada matki do jednego worka, sądząc, że wszystkie popadają w depresje i nie radzą sobie z nowym etapem życia. Oczywiście, znam przypadki, które idealnie odzwierciedlają pokazany nam w książce obraz, ale są również takie, które z radością przejmują nową rolę. To zależy od człowieka i jego organizmu. Starałam się uzasadnić jej sposób myślenia depresją poporodową, jednak… Mimo to został mi taki niesmak.

    Podobały mi się natomiast ,,przejścia czasowe”. Ari często wspomina czasy, kiedy nie miała jeszcze swojego synka. Co się dziwić, jeśli właśnie z jego powodu popadła w depresję? Wracała do czasów nauk, pierwszych miłostek, czasów luzu i swobody. Właściwie teraz sobie myślę, że z chęcią przeczytałabym książkę o jej początku. Interesujące, normalne życie, pełne szczęścia i niespodziewanej – zakazanej miłości. ,,Od urodzenia” byłoby dodatkiem, które pokazałoby moc prawdziwego życia. Czasem dziecko nas wzbogaca i unosimy się ponad wszystko, czasem powoduje, że spadamy z impetem na beton.

    Podobała mi się także wizja matki. Jako że umarła, gdy Ari była młoda, trochę się zdziwiłam, kiedy zawitała u niej po urodzeniu dziecka. Szybko jednak zdajemy sobie sprawę, że są to tylko omamy. Jak już wspomniałam, główna bohaterka nie ma pierwowzoru matki, więc zaczęła sobie wyobrażać postać, którą dobrze znała. Co najważniejsze, nie otrzymuje od niej żadnych słów poparcia. Negatywne komentarze jeszcze bardziej wpływają na umysł głównej bohaterki. Sama zresztą dokłada oliwy do ognia, nie chcąc zaczerpnąć pomocy. Wszystko, co nie zależy od niej i nie należy do niej, jest surowo zakazane. Wszystko bierze na swoje barki, chcąc być jak najbardziej odpowiedzialną osobą.

    Choć czasem odczuwamy ,,szczeniackie” zachowanie, nie można nie zauważyć, że Ari kocha swojego syna. Dba o niego, myśli tylko o nim. Wie, jakie słowa kojąco na niego działają i co dla niego dobre. Choć główna bohaterka cierpi na depresję i ma często destrukcyjne myśli, jej umysł działa jak najbardziej pozytywnie. To jest właśnie więź rodzicielska i wcale mnie nie dziwi, że są tu takie sprzeczności. Ari może jest trochę dziwna, ale naprawdę polubiłam tę postać.

    Co najważniejsze, jest duża doza wulgaryzmów, które dodają do książki jeszcze więcej emocji. Podejrzewamy, że główna bohaterka była wcześniej uważana za szczęśliwą kobietę, jednak teraz, z powodu zwiększonej liczby obowiązków, jej czarna, druga strona przyćmiewa blask. Widzimy prawdziwą kobietę, silną, ale jednocześnie emocjonalnie słabą, która w kółko chodzi i zauważa wady wszechświata. Podobało mi się to, ale niestety wiem, że nie dla wszystkich będzie to odpowiednie. To już zależy od gustu.

    Reasumując – książka fajna, jednak nie zadziałała na mnie, niczym pigułka antykoncepcyjna. Pokazany jest szary świat z lekkimi przebłyskami światła. Depresja głównej bohaterki jest czasem przerażająca, a niekiedy zabawna. Historia jest sama w sobie przyjemna, jednak ta pozycja nie jest dla wszystkich. Jeśli więc lubicie czytać o depresyjnym świecie, książka jest jak najbardziej dla Was odpowiednia.

  7. 5 z 5

    Ciemna strona macierzyństwa – „Od urodzenia” Elisa Albert
    Dawno nie czytałam tak mocnej, szczerej, bardzo bezpośredniej i niezwykle autentycznej książki o ciąży i macierzyństwie. Próżno szukać w niej sielankowej atmosfery rodem z reklam z małym dzieckiem w roli głównej, w której beztroski i wiecznie uśmiechnięty bobas znajduje się w centrum zainteresowania, a szczęśliwa mama odczuwa wieczny błogostan i wpatruje się w malucha, jak w obrazek. Nic z tych rzeczy! To książka o kobiecie, która nie boi się głośno mówić o tym, czym był dla nie poród, jaki miał przebieg i jak zmieniło się jej życie po przyjściu na świat dziecka. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, ale z drugiej strony, nikt nie poinformował, że może być aż tak trudno. Dzieci nie przychodzą na świat z instrukcją obsługi, a instynkt macierzyński bywa przereklamowanym sloganem.
    Ari to wykształcona kobieta, doktorantka, szczęśliwa żona i matka rocznego Walkera. Jej opowieść jest pełną retrospekcji historią o ciąży, trudnym porodzie i okropnych początkach macierzyństwa. Ari bardzo dobitnie mówi o wielu bolesnych momentach, nie uznaje tabu, a licznymi wulgaryzmami podkreśla fatalne samopoczucie i rozładowuje stres. Jej syn przyszedł na świat w wyniku cesarskiego cięcia, co dla Ari jest nie tylko ujmą na honorze, ponieważ rodzenie siłami natury uznaje za właściwe i bezpieczne dla matki i dziecka, ale przede wszystkim postrzega cesarkę, jako zło konieczne, które nazywa „amputacją”. Kobieta uczy się, jak być matką i wcale nie udaje, że bywa ciężko. Nie kłamie, że macierzyństwo nie wywróciło jej życia do góry nogami i nie zmieniło podejścia do wielu spraw, ale z każdym dniem kocha syna coraz bardziej i świata poza nim nie widzi. Jednocześnie nie oszukuje samej siebie, że brakuje jej towarzystwa przyjaciół, wolnego czasu i kogoś, kto przejąłby część jej obowiązków. Traumatycznych wydarzeń nie da się wymazać z pamięci, a pielęgnowane poczucie winy może zrujnować psychikę. Opowieść Ari to śmiech i łzy, euforia i zwątpienie, miłość i nienawiść – emocjonalny rollercoaster i huśtawka nastrojów w jednym.
    Książka Elisy Albert prowokuje i szokuje jednocześnie, zwłaszcza poglądy i sposób wysławiania się głównej bohaterki, która nie ubarwia rzeczywistości, nie ukazuje fałszywego obrazu związanego z porodem i macierzyństwem, ale bardzo dobitnie wyraża swoje zdanie na ten temat. Ari bez cienia wstydu opowiada o depresji, bólu, cierpieniu i braku akceptacji siebie w roli matki. Nie boi się powiedzieć, że czasem swojego dziecka po prostu nienawidzi, choć kocha go całym sercem. Ta ambiwalencja uczuć jest, jak manifest, próba dotarcia do kobiet, uwolnienia ich od poczucia winy i pozwolenia na bycie słabą i zmęczoną.

    „Od urodzenia” Elisy Albert to odmitologizowana opowieść o macierzyństwie, z elementami czarnej komedii, ironią, ciętymi ripostami i niesamowitą puentą.

    Polecam!

  8. 3 z 5

    Dziś podzielę się z Wami przedpremierowo recenzją „Od urodzenia” Elisy Albert, wydana przez Wydawnictwo Kobiece.

    Macierzyństwo – pragnienie i radość praktycznie większości kobiet. Ile z nas pragnie usłyszeć upragnione „mamusiu”, a gdy już mamy okazje je słyszeć całe dotychczasowe życie ulega przewartościowaniu. Priorytetem nie jest już własne szczęście i potrzeby, lecz tej małej istoty tak całkowicie od nas zależnej.

    Nasza bohaterka Ari jest mamą rocznego chłopca i żoną 15 lat starszego nauczyciela akademickiego. Jednak ona macierzyństwa nie traktuje jak szczęśliwych chwil, gdyż zmaga się z depresja poporodową.

    „To świetny chłopak, mały równiacha. Ale jednak dziecko, a od dzieci lepsi są nawet opresyjni faszystowscy, łajdaccy, narcystyczni dyktatorzy” – czy tak o swoim dziecku mówi szczęśliwa mama?

    „Pierwsze urodziny dziecka. Dzień operacji – stwierdzam, bo nie potrafię nazwać tego urodzinami. Rocznica wielkiej porażki” – kiedy kobieta jest szczęśliwa pierwsze urodziny są huczne, radosne i świętowane z wielkim wyczekiwaniem. Jednak tej radości i beztroski brak naszej bohaterce. Dziewczyna czuje się rozdarta pomiędzy sprzecznymi emocjami, z jednej strony kocha dziecko z drugiej czuje się nieszczęśliwa i bezwartościowa. „Czasami, kiedy jestem z dzieckiem, myślę sobie: jesteś moim sercem i moją duszą, oddałabym za ciebie życie.”

    Jaki wpływ na te relacje wywrze Mina Morris, kobieta która spodziewa się dziecka, a którą Ari od dawna skrycie uwielbia i podziwia?

    Książka pełna emocji, zarówno tych dobrych jak i tych złych. To opowieść o ciemnej stronie macierzyństwa, brak w niej słodkich historii o szczęściu rodzinnym. Historia opowiedziana w nietypowy sposób, jednak mnie w trakcie lektury raziły liczne wulgaryzmy. Nie jest to lektura, która skradła moje serce, lecz zachęcam Was do lektury. Pozycja warta przeczytania przez każdą kobietę, zarówno ta którą mama już jest jak i ta która planuje nią zostać, ponieważ niezbyt wiele mamy pozycji opisujących walkę z depresją poporodowa.

    Ja za możliwość przeczytania przedpremierowo tej pozycji dziękuję Wydawcy – Wydawnictwo Kobiece.

  9. 4 z 5

    Temat narodzin dziecka jest nieodłącznym elementem już od wielu, wielu lat. Każda matka boryka się z wieloma problemami wynikającymi nie tylko w kwestii wychowania potomstwa, ale również zmian jakie zachodzą zarówno w życiu, jak i w naszym ciele w trakcie ciąży i po porodzie. Wielu kobietom najzwyczajniej w świecie jest trudno to zaakceptować. Książka opisuje zupełnie inny sposób postrzegania i przeżywania macierzyństwa, można powiedzieć, że zostało zmienione o 180 stopni. Wbrew wszystkiemu książka jest owiana lekkim dowcipem, co w tej sytuacja można nazwać przysłowiowo „czarnym humorem.” Przeczytanie tej książki jest ciekawym doświadczeniem, zarazem lekko szokującym, jednak polecam każdemu zagłębienie się w lekturę .

Dodaj opinię

Solve : *
22 − 19 =


Masz coś do przedyskutowania?