Ostatniraz300
Ostatniraz300

Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy

39,90 31,90

taniej o: 8,00 (20%)

Fiona Sussman
4.13 out of 5 based on 8 customer ratings
8 opinii klienta
  • tłumaczenie: Anna Sauvignon
  • liczba stron: 376
  • oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Wstrząsający thriller psychologiczny, który opowiada o konsekwencjach jednego, przeraźliwego wieczoru. To ma być miły i spokojny dzień. Carla Reid planuje rodzinną kolację, jednak młody członek gangu wtarga na jej posesję i wszystko przeistacza się w koszmar. Jak ta sytuacja wpłynie na dalsze życie kobiety?

szt.

Dostępność: 24h + czas dostawy

Jak rozpoznać chwilę, której konsekwencje rzucą mroczny cień na dalsze życie?

 

Carla Reid planowała spokojny wieczór. Chciała świętować rocznicę ślubu z mężem Kevinem i dorosłym synem Jackiem. Od dawna nie czuła się tak dobrze w ich domu. Nie spodziewała się, że obcy mężczyzna brutalnie przerwie trwającą idyllę. Ben Toroa odebrał jej wszystko, co kochała. Carla musi ułożyć sobie życie na nowo, bo poprzednie odeszło razem z jej bliskimi.

Ben mierzy się z konsekwencjami tragicznej nocy. Czy posępne mury koszmarnego więzienia czegoś go nauczyły? Czy wieczór, który zakończył szczęśliwe życie Carli, może ocalić kogoś innego? Czy wróg może stać się ofiarą, a ofiara zbawcą?

 

Słodko-gorzka realistyczna opowieść o zbrodni, karze, nadziei i miłości

 

Fiona Sussman w mistrzowski sposób opowiada o bolesnych konsekwencjach jednej decyzji i tragicznym wpływie nieodpowiedniego środowiska. Wprowadza czytelnika w nowozelandzką rzeczywistość, jednocześnie sprawiając, że po jego plecach co chwilę przebiega dreszcz emocji i strachu. Ponownie splata losy zrozpaczonej kobiety oraz maoryskiego przestępcy, który przyczynił się do jej cierpienia.

Fiona Sussman – pochodząca z Południowej Afryki Fiona zakochała się w literaturze już we wczesnym dzieciństwie. Jej rodzice pracowali w wydawnictwie, więc od najmłodszych lat przebywała w otoczeniu licznych manuskryptów, rękopisów i wspaniałych książek. Ukończyła studia medyczne i pracowała jako lekarz. Kiedy była dorosła przeniosła się do Nowej Zelandii. Chociaż praca w zawodzie sprawiała jej dużo satysfakcji, nie zdołała stłumić pasji i zajęła się pisarstwem na poważnie. Jest znana z poruszających książek i opowiadań, w których nie boi się poruszać trudnych, psychologicznych tematów. Mieszka w Auckland z rodziną i ukochanym, czarnym labradorem.

To książka, po lekturze której jeszcze długo będziesz myśleć o konsekwencjach twoich czynów – „AustCrime”

Wydawnictwo

Wydawnictwo Kobiece

Autor

Fiona Sussman

ISBN

978-83-65740-47-2

Rok wydania

2018

Format

13.5 x 20.5 cm

Oprawa

Miękka ze skrzydełkami

Liczba stron

376

Tłumaczenie

Anna Sauvignon

Tytuł oryginału

The Last Time We Spoke

Ean

9788365740472

Stan

nowa, pełnowartościowa

Opinie: 8 o Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy

  1. Oceniony 5 na 5.

    Katarzyna W.

    Przyznam, że nie zdarza mi się płakać przy książce, ale w tym przypadku poryczałam się jak dziecko. To jedna z tych powieści, po której musisz przez moment posiedzieć w ciszy i zastanowić się nad uzdrawiającą mocą przebaczania, docenieniem tego, że nasi bliscy są obok nas, bezsensownością rozsiewania nienawiści.
    Jedna z najlepszych i najmocniejszych książek, jakie ostatnio przeczytałam. Gorąco polecam.

  2. Oceniony 5 na 5.

    toukie

    Jednym z celów literatury jest poszerzanie naszych horyzontów myślowych oraz przyjęcie słusznej tolerancji dla zjawisk, które dotykają ludzi na całym świecie. Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy to powieść, która zdecydowanie wpływa na czytelnika i wypełnia wspomniane wyżej zamierzenia. Dzisiejsza recenzja dotyczy powieści, która w blogosferze pojawia się rzadko, pomimo tego, iż jest wspaniała. Przygotujcie się zatem na tekst pełen pozytywnych wrażeń – ochów i achów.

    ,,Jej obecność miała przypomnieć komisji, że rozpatrywane sprawy dotyczą losów ludzi, a nie serii wydarzeń i zakrwawionych dowodów, które zdążyły z czasem wyblaknąć.”

    Carla i Kevin Reid prowadzą spokojne życie na farmie. W dniu rocznicy ślubu pary odwiedza ich syn Jack, który pomieszkuje w mieście, lecz za kilka lat ma wrócić i przejąć pieczę nad gospodarstwem. Rodzinny wieczór zmienia się w piekło, gdy do majątku Reidów włamuje się dwójka nastolatków, którzy niszczą wszystko, na co Reidowie pracowali całe życie.

    Ben Toroa bez skrupułów niszczy obcym ludziom życie, jednocześnie pozbawiając siebie szans na lepszą przyszłość. Dotąd życie nastolatka wypełnione było przemocą, strachem i głodem. Jeden wieczór łączy losy zupełnie obcych sobie ludzi na całe życie.

    Fiona Sussman wychowała się w Południowej Afryce. Jej dom od zawsze wypełniony był książkami, co obudziło w niej miłość do literatury. W 1989 roku przeniosła się do Nowej Zelandii zdobyła wykształcenie medyczne i rozpoczęła pracę lekarza domowego. Aktualnie mieszka w Auckland z mężem, dwoma córkami i dwoma psami. Jest autorką książek: Shifting Colours (2014), Another’s Woman Daughter (2014) oraz Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy (The Last Time We Spoke, 2016). Jej książki dotykają teorii apartheidu i jego negatywnych skutków na społeczeństwo.

    Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy to najnowsza i pierwsza powieść autorki, która pojawiła się na polskim rynku wydawniczym. Autorka włożyła w powstanie tej powieści ogrom pracy. W latach 90. ubiegłego wieku przez Nową Zelandię przeszła fala napadów na domostwa. Przemoc, walki gangów, coraz głębsza deprawacja młodzieży i wyroki na coraz to młodszej społeczności, najczęściej pochodzących z rodzin patologicznych, była na porządku dziennym. Kobieta spędziła wiele czasu na wizytach w więzieniach, rozmowach ze skazańcami, pracownikami więzienia, policjantami oraz stowarzyszeniami ofiar aby zrozumieć dokładnie temat jej książki. Przyniosło jej to słusznie przyznaną nagrodę The Ngaio Marsh Award 2017 za najlepszą powieść kryminalną w Nowej Zelandii.

    ,,Kiedy człowiek nie ma na nic wpływu, musi wyrobić w sobie znieczulicę i nie przywiązywać się do miejsc ani ludzi.”

    Historia opisana w powieści jest, najprościej mówiąc, poruszająca. Człowiek na swoje szczęście pracuje całe życie, powoli zmienia swe marzenia w rzeczywistość, z czcią buduje swój mały światek, gdzie bezpieczeństwo, miłość i wzajemny szacunek stanowią fundament. Niestety, wystarczy chwila, by wszystko zniszczyć, zmiażdżyć niczym kartkę papieru i wyrzucić. Carla została z niczym. Wszystko co znała i kochała – wspaniałego męża, upragnionego syna, dom i gospodarstwo, o które codziennie dbali, obróciło się w pył. Po przeszłości zostało tylko pudło zdjęć i rzeczy, którego otwarcie przynosiło falę bólu.

    Autorka postawiła na stworzenie nietuzinkowych portretów psychologicznych bohaterów. Zarówno historia Bena jak i Carli jest poruszająca, niejednoznaczna, sprzeczna z ich charakterami. I tak też poznajemy Bena – nastolatka, wychowanego i wciąż tkwiącego w patologicznej (mało powiedziane) rodzinie, który po powrocie do domu z napadu pierwsze co robi, to przebiera swą malutką siostrzyczkę. Ben nigdy nie czuł się bezpieczny, jego życie było jednym wielkim chaosem. Carla wychowała się w mieście jako córką ludzi, którzy uważali, że człowiek uczy się dzięki własnym doświadczeniom, a nie poprzez nauki pobierane w szkole. W dzieciństwie wsłuchiwała się w opowieści o strajku w 1951 roku, na własne oczy widziała skutki polityki apartheidu – była jej ofiarą. Swe życie ułożyła obok białego farmera, z którym prowadziła spokojne życie na farmie, a wcześniej uczyła w lokalnej szkole.

    ,,Ukrywanie się w domu nabierało sensu, gdy na dworze panował ziąb, a zdawało się dziwnie żałosne w świetle letniego słońca.”

    Nie miałam żadnego problemu z wgryzieniem się w fabułę czy styl autorki. Sussman napisała mocną powieść językiem lekkim i przystępnym w odbiorze. Głównym tematem jest człowiek i mroczne zakamarki jego duszy. To piękna powieść o przebaczeniu komuś i samemu sobie, o tym, że czasami trzeba bardzo długiego czasu, by pojąć ogrom wyrządzonej krzywdy – że aby żyć dalej trzeba zostawić przeszłość za sobą, odciąć się od niej, ale nie zapomnieć.

    Gdy zamknęłam książkę moje serce wypełniło poczucie szacunku dla Carli. Ile ta kobieta musiała mieć w sobie siły i odwagi? Kobieta po traumatycznych przeżyciach znalazła w sobie ikrę, dzięki której udało jej się stanąć na nogi, zmierzyć się z nową rzeczywistością – oraz wybaczyć. Autorce udało się również wzbudzić we mnie współczucie dla kogoś, kto za swe czyny powinien zgnić w więzieniu w zapomnieniu i odrzuceniu. Z czasem przestałam widzieć w Benie tylko oprawcę, potwora, który nie zawahał się zabić. Dostrzegłam w nim ofiarę przemocy, biedy – dziecko marginesu społecznego, dla którego agresja, strach i głód były czymś zupełnie normalnym, czymś co było obecne w jego życiu od zawsze – zagnieździło się w jego sercu i duszy niczym trucizna rozprzestrzeniająca się na wszystko czego dotknął.

    Nie jestem w stanie nic zarzucić tej książce. Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy to rewelacyjna, fenomenalna historia, której treść wrasta we mnie coraz mocniej. Najnowsza powieść Sussman podkreśla również istotność pielęgnowania kultury i historii własnego pochodzenia, gdyż bez tego człowiek się gubi, nie dostrzega oczywistości i ścieżek wytyczonych przez przodków. To nie jest zwykła powieść – lecz historia wielu ludzi, którzy przeszli przez to samo. Po przeczytaniu Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy dedykacja Fiony Sussman nabrała sensu – Żyjącym w cieniu przemocy.

  3. Oceniony 5 na 5.

    wordsunfinished

    Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy to prawdziwy rollercoaster emocjonalny. Historia porusza od pierwszych przeczytanych stron, za sprawą wykreowanej historii, prawdziwych bohaterów z krwi i kości, czy realności połączonej z brutalnością świata. Pokazuje dwa punkty widzenia, które tak bardzo różnią się od siebie.
    Historia prowadzi bohaterów przez szereg zawikłań i zakrętów losu. Zdawać by się mogło, że dokonana zbrodnia nie znajdzie wspólnego mianownika między ofiarą, a oprawcą, ale autorka udowodniła, że może być inaczej. Coś, co pozornie łączyło dwójkę zupełnie różnych ludzi, dało początek niezwykle trudnej ścieżce, ku przebaczeniu i odnalezieniu nowego sensu w życiu, gdy wszystko się nieodwracalnie utraciło. Gdy zabrakło nadziei, pojawiła się ona w najmniej spodziewanym miejscu.
    Carla i Ben to bohaterzy, których dzieli niemal wszystko. Jedna osoba to ofiara, a druga to oprawca w swojej bezlitosnej wizji świata. Ich losy łączą się za sprawą brutalnego ataku na farmę Carli i jej męża Kevina. Od tego momentu zmieniło się wszystko w dotąd uporządkowanym i pełnym miłości życiu Carli i buntowniczym, pełnym złości i niesprawiedliwości świecie Bena. Bohaterzy musieli na nowo skonfrontować się z rzeczywistością, jaką zastali. Nie było odwrotu od dokonanych decyzji, tych bardziej i mniej świadomych.
    Bena i Carle łączy jedno, pomimo wielu przeciwieństw. Oboje musieli zbudować swoje życie od samego początku, gdy wszystko, w co dotąd wierzyli, przepadło pomiędzy palcami. Carla na nowo nauczyła się kochać siebie, swoje życie i drugiego człowieka. Po wielu latach odnalazła w sobie miłość i wiarę, że wszystko się ułoży pomimo największego upadku. Ben przeszedł przemianę z młodego gniewnego nastolatka, w mężczyznę, który był świadomy swoich czynów i tego, co komuś odebrał. Nauczył się przede wszystkim siebie i spojrzenia z innej perspektywy. Zrozumiał, że nie jest z góry skazany na porażkę, a ścieżką do odniesienia sukcesu są własne wybory i ciężka praca nad sobą i swoimi dawnymi przyzwyczajeniami.

  4. Oceniony 3 na 5.

    Agata Nalborska (Pani Lecter)

    Podobnych książek było sporo. Ale nie takich. Wiele powieści opiera się na motywie: wspaniały świat, który zostaje zniszczony przez napad, gwałt, wypadek, etc. Później akcja toczy się z perspektywy albo (najczęściej) ofiary, która wraca do życia albo kata (już nie tak często), który albo rozumie swój błąd albo popada w jeszcze większy obłęd. Sussman spróbowała połączyć te dwie krainy i nie do końca jej to wyszło.

    Po pierwsze – te światy są zupełnie różne i właściwie aż zbyt różne. Autorka chciała pokazać dysproporcje i przy okazji usprawiedliwić bohaterów, ale przesadziła zsyłając na jedną rodzinę ogromne szczęście (życie na wsi, gospodarstwo, dobrze płatne prace, ziszczone marzenia), a na drugą wszystkie synonimy zła (alkoholizm, biedę, wpływ okrutnych znajomych, brak rodzica, ojczyma kata, itd.) przez co wszystko wydaje mi się być przerysowane i trochę oderwane od rzeczywistości.

    Delikatnie denerwowały mnie też postacie. Niezdecydowane, psychicznie niestałe i zachowujące się idiotycznie w pewnych sytuacjach. Nie zabrakło błędów logicznych. Pisarka ciągle powtarza, że do napadu doszło jesienią w marcu. Kilka razy czytałam te akapity i nie wiem, może to ja całe życie żyłam w kłamstwie i w marcu nie budzi się wiosna, a jesień? Będąc przy napadzie: czy naprawdę musiał zostać połączony z wszystkimi innymi wykroczeniami? Bandyci obrabowali dom, by to zrobić ukradli samochód, zażywali narkotyki, zabili syna głównej bohaterki, pobili męża, zgwałcili ją samą, wracając okradli stację benzynową, a na końcu wzięli udział w bójce gangów. Uf. Bujne życie. Może z tego powodu nie mogłam się z nimi utożsamić, współczuć w pewnych chwilach i cieszyć się z sukcesów.

    Nie mogę jednak mówić o samych negatywach. Ta powieść z pewnością daje nam chwilę na refleksje. Pokazuje, że warto zastanawiać się nad tym, co mówimy, bo mogą to być nasze ostatnie słowa wypowiedziane w kierunku ukochanej osoby. Warto też przebaczać, ponieważ hodując zawiść nie można żyć, a oddalając ją, można dać życie nie tylko sobie, ale wielu innym ludziom. Na zakończenie moje małe uprzedzenie: na odwrocie widnieje wiadomość, że książka została nominowana do nagrody za najlepszy kryminał 2017 roku w Nowej Zelandii. To nie jest kryminał. Nie ma tu żadnej zagadki czy nierozwiązanego morderstwa. To bardziej powieść obyczajowa z nutką dramatu i thrillera.

  5. Oceniony 5 na 5.

    Bookendorfina

    „Czas buduje każde pokolenie na bazie poprzedniego, niczym warstwy skalne. To, co powstaje dzisiaj, opiera się na trwałości wzniesionych wczoraj fundamentów.”

    Książka sprawiła mi sporą niespodzianką, nie przypuszczałam, że za tą nieco osobliwą okładką kryje się niezwykle zmysłowa, emocjonalna i wciągająca fabuła. Jakże wiele w niej najróżniejszych barw i smaków ludzkiego życia, kompozycji cichych i głośnych nut, rozpaczy, bólu, cierpienia, desperacji, nienawiści, samotności, ale również szczęścia, radości, zaufania, zrozumienia i miłości. Jeden mroczny dzień, jedno tragiczne wydarzenie, a zmienia się całkowicie świat wielu osób, serce wypełnia ogromna strata, której żadne słowa, gesty czy czyny już nie wypełnią. Nieodwracalność biegu zdarzeń na trwale odciska się w bolesnych wspomnieniach, przytłumionej pamięci i nagłych przypomnieniach. Przejmujący obraz sięgania dna, poczucia niesprawiedliwości, niewiary we własne możliwości, niedostrzegania szansy i nadziei. Jednak tak jak zło może głęboko docierać w psychice człowieka, tak i dobro może się w niej odrodzić. Czy wystarczy dociekanie prawdy, uważne wysłuchanie, prawdziwe wybaczenie, a może potrzeba jeszcze szczerego rachunku sumienia, odwagi dostrzeżenia siły wyrządzonych krzywd, rozwinięcia w sobie wstydu, empatii i pragnienia odkupienia win?

    Z wielkim zainteresowaniem zagłębiamy się w powieść, ujmuje ciekawym pomysłem na fabułę, przekonująco wykreowanymi postaciami i płynną narracją. Fiona Sussman potrafi sugestywnie oddać paletę emocji, wywołać w czytelniku współczucie, litość, złość, bunt, a nawet sprzeciw wobec wydawałoby się pozytywnych postaw kluczowej postaci. Nie zamierzam streszczać przybliżanej historii, gdyż już od pierwszych stron autorka przygotowała zaskakującą dramaturgię zdarzeń, warto je poznać samemu chwytając za książkę. Ciekawa jestem jak odbierzecie Carlę, w której życiu wszystko zostało odmienione i dramatycznie poprzestawiane, oraz Bena, członka gangu, młodocianego przestępcę. Rewelacyjnie obserwuje się przemiany dokonujące się w bohaterach, próby odzyskiwania siebie, wiary w drugiego człowieka, nauczenia się życia z towarzystwem żalu, krok po kroku, choć z pewnością nie w spokojnych i słonecznych rytmach. Niesamowite wrażenie wywołują echa dawnej nowozelandzkiej historii i kultury, które momentami przejmują głos, wskazując na dawne dziedzictwo, wartości wspólnoty, potrzebę przynależności, problemy kolonializmu sięgającego osiemnastego wieku, przemian społecznych i rasizmu.

    bookendorfina.pl

  6. Oceniony 3 na 5.

    adventureinthelibrary.blogspot.com

    Z okazji rocznicy ślubu, Carla i jej mąż Kevin, postanawiają zaprosić już dorosłego syna, który wyjechał na parę lat z gospodarstwa do siebie. Kobieta, wyglądając przez okno, wspomina dawne lata z uśmiechem. Gdy Jack – syn, wreszcie dociera na miejsce, kompletna rodzina zasiada do stołu w ciepłym i wesołym nastroju. Nikt wtedy nie domyślał się, w jaki sposób zakończy się wieczór.

    Na gospodarstwo napada dwóch chłopaków należących do miejscowego gangu. Jeden z nich nazywa się Ben Toroa. Odbiera on Carli wszystko, co dla niej najważniejsze – syna, męża oraz gospodarstwo. Chłopak szybko trafia do więzienia, a kobieta przeżywa bardzo trudny okres. Z czasem Carla, postanawia w ramach terapii spotkać się z człowiekiem, który zniszczył jej dotychczasowe życie. Czym to poskutkuje dla Bena oraz Carli?

    Książka ta promowana jest jako kryminał, jednak wystarczy przeczytać opis z okladki, by wywnioskować, że tak nie jest. Oprawcy zostają bardzo szybko aresztowani i nie śledzimy żadnego dochodzenia. Według mnie jest to bardziej opowieść psychologiczna, gdyż bohaterowie borykają się z wieloma problemami, przeszkodami i wyzwaniami, jakie rzuca im życie. Co lepsza mamy możliwość obserwować Carle i Bena nawet po siedmiu latach od głównych wydarzeń.

    Carla – kiedyś, radosna szczęśliwa i zadowolona z życia pogrążyła się w żałobie. Nie mogąc się pogodzić ze stratą długo wyczekiwanego dziecka, wpada w depresje. Pewnego dnia nie mogąc zaakceptować nową rzeczywistość, próbuje popełnić samobójstwo.
    Ben Toroa wraz ze swoją matką nigdy nie miał łatwo. Przemoc rodzinna, alkohol i narkotyki otaczały go od dziecka. Żyjąc w ciężkich warunkach, musiał znaleźć miejsce, w którym czułby się dobrze. Stał się nim gang. Po trafieniu do więzienia robi wszystko, by tam przetrwać.
    Jeżeli chodzi o postacie, to nie darzę ich żadnymi uczuciami. Są mi raczej obojętne. Znalazły się chwile współczucia dla Carli i dla Bena, jednak nic poza tym.

    Przekaz tej książki jest jasny, jednak mam jej parę rzeczy do zarzucenia. Autorka bardzo słabo przeplata ze sobą wydarzenia. Nim się człowiek obejrzy, okazuje się, że od czasu popełnienia zbrodni minął już rok, dwa lata i tak dalej. Do tego bardzo dużo elementów czy wątków nienaturalnie znika – przykładowo przyjaźń między Carlą, a jej sąsiadką, była praktycznie nieodczuwalna. Parę spotkań na początku i koniec. Co się z tą sąsiadką stało, mogę tylko spekulować.

    Warto jeszcze wspomnieć o wątku z „Głębią”. Glębia to coś, co czuwa nad Benem i wielu innymi, którzy zboczyli z „dobrej” ścieżki. Jest to jakaś pradawna siła, czuwająca nad wyspą. Według mnie ten element w tej książce był zbędny. Oczywiście jest to tylko i wyłącznie moja opinia.

    „Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy” to powieść z przekazem, która potrafi wywołać falę współczucia dla bohaterów i nie tylko. Niestety jednak nie udało się tej pozycji mnie porwać, brakowało jej „tego czegoś”, czym by mnie zachwyciła.

  7. Oceniony 4 na 5.

    booksbymags

    Główną bohaterką „Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy” jest Carla Reid – była nauczycielka, prowadząca wraz z swoim mężem Kevinem farmę. Mają dorosłego syna Jack’a, który obecnie mieszka w mieście, ale planuję powrót do gospodarstwa rodziców, aby ich odciążyć od ciężkiej pracy. Całą trójkę poznajemy, gdy pewnego wieczoru siadają do uroczystej kolacji z okazji kolejnej rocznicy ślubu Carli i Kevina. Żadne z nich nie spodziewa się jednak, że po tym wieczorze ich życie już nigdy nie będzie takie jak dawniej.

    We własnym domu każdy powinien czuć się bezpiecznie, prawda? Żyjemy w poczuciu, że te przysłowiowe cztery ściany uchronią nas przed najgorszym. Ale czy aby, tak jest na pewno? W przypadku naszych bohaterów ziścił się najgorszy koszmar.

    Carla została zgwałcona.
    Kevin brutalnie pobity.
    Jack stracił życie.

    Poradzić sobie z traumą po gwałcie to jedno. Zaakceptować skutki brutalnego ataku na własnego męża to drugie. Przeżyć śmierć własnego, latami wyczekiwanego dziecka to trzecie. Ale jak poradzić sobie, kiedy wszystkie trzy wydarzenia mają miejsce jednego wieczoru? Jak dalej żyć, kiedy ktoś odbiera życie twojego jedynego dziecka, a z twojego męża robi kalekę? Carla straciła wszystko co kochała.

    Ben Toroa miał szesnaście lat, kiedy jego życie zmieniło się nieodwracalnie. Zmieniło się przez jedną decyzję. Jedną głupią decyzję. Czternaście lat więzienia – taki wyrok usłyszał chłopak, którego skazano za współudział w przestępstwie na rodzinie Carli.

    „Siedzisz sobie w tej klatce, zjadając trzy posiłki dziennie, tylko śpisz, ćwiczysz, ćwiczysz i srasz, a do tego masz czelność stroić fochy, podczas gdy z mojego syna została kupka prochu, a mój mąż leży w ziemi zamknięty w drewnianym pudle. Ty…bydlaku! Zabrałeś mi ich! Jak śmiesz?!”

    Gorzka opowieść o zbrodni, karze i przebaczeniu – takie słowa możemy przeczytać na okładce „Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy”.

    Była zbrodnia, była wina, ale czy czytelnik może oczekiwać w tej strasznej historii przebaczenia?

    Być może i książka zaliczana jest do literatury kryminału, ale dla mnie była czymś więcej, miała w sobie coś więcej, coś co porusza, zmusza do refleksji, coś dzięki czemu sami zaczniemy stawiać sobie pytania.

    Muszę przyznać, że największe wrażenie książka wywarła na mnie na samym początku i na samym końcu jej czytania. Początek był brutalny i szokujący, a koniec poruszający.

    Jedyne co mnie w tej historii zirytowało, to swego rodzaju urwany koniec. Jakby autorka nie miała na niego żadnego pomysłu.

  8. Oceniony 3 na 5.

    1991monika

    Carla Reid razem z mężem Kevinem miała zamiar świętować z okazji kolejnej rocznicy ich ślubu. Specjalnie na tę okazję odwiedził ich nastoletni syn Jack by spędzić razem z nimi trochę czasu. Niestety impreza została brutalnie zakończona, ponieważ Ben Toroa niszczy ich szczęście. Wydarzenia z tego wieczoru na zawsze odmienią życie rodziny Reid oraz Bena. Czy po traumatycznych przeżyciach uda im się zacząć wszystko od nowa?

    Fiona Sussman pochodzi z Południowej Afryki. Od najmłodszych lat miała styczność z książkami, ponieważ jej rodzice pracowali w wydawnictwie. Autorka jednak ukończyła medycynę i pracowała jako lekarz.Choć praca ją satysfakcjonowała, postanowiła ona jednak zająć się również pisaniem. Do tej pory nie znałam twórczości Sussman, ale cieszę się, że miałam okazję to nadrobić.

    Autorka zdecydowała się tu zestawić postaci z różnych „światów”. Rodzina Reidów to prości i szczęśliwi ludzie posiadający własną farmę. Zgodne i szczęśliwe małżeństwo do pełni szczęścia potrzebowało dziecka. Po ośmiu latach starań ich prośby zostały wysłuchane. Z drugiej strony poznajemy patologiczną rodzinę Toroa – matkę często zmieniającą partnerów i jej liczne potomstwo, a do tego mnóstwo alkoholu, narkotyków oraz przemoc.

    Nie chcę Wam zdradzać, co takiego stało się w dniu, w którym na zawsze odmieniło się życia Carli i Bena, bo to dość wstrząsające. Najmocniejszym aspektem tej książki są świetnie wykreowane postaci. Carla, z jednej strony szczęśliwa żona i matka, której życie legło w gruzach. Musi ona zmagać się z traumatycznymi wydarzeniami, które wyrządziły jej ogromną krzywdę, a także próbować żyć na nowo oraz przebaczyć. Z kolei postać Bena również jest ciekawa. Od początku wiemy, co złego zrobił i że nie należy do grzecznych chłopców. Jednak czytając fragmenty o tym, w jakich warunkach został wychowany było mi go zwyczajnie żal i jakoś nie potrafiłam odrobinę mu nie współczuć, mimo że zrobił coś naprawdę strasznego. W moim odczuciu portrety psychologiczne bohaterów zostały dobrze dopracowane.

    „Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy” to opowieść o zbrodni, karze, próbie zaczynania życia na nowo, nadziei i przebaczaniu. Jest to dość smutna historia, która skłania do kilku refleksji. Jak się pozbierać, kiedy utraciło się to co w życiu najważniejsze? Czy można po czymś takim jeszcze być szczęśliwym? A z drugiej strony jak sobie poradzić z koszmarami i wyrzutami sumienia dotyczącymi popełnionych czynów?

    Podsumowując to dość emocjonalna książka, poruszająca trudne tematy i wymagająca pewnego skupienia. Czytało mi się ją naprawdę dobrze i uważam, że pod względem psychologicznym jest naprawdę dobra.

Dodaj opinię