Psiego_Najlepszego_okladka_135x205_08092017_PREV_72dpi-2
Psiego_Najlepszego_okladka_135x205_08092017_PREV_72dpi-2Psiego_najlepszego_okladka_wizualizacja_08092017_01-2

Psiego najlepszego Był sobie pies na święta

34,90 27,90

taniej o: 7,00 (20%)

Cameron W. Bruce
4.64 out of 5 based on 14 customer ratings
14 opinii klienta
  • tłumaczenie: Edyta Świerczyńska
  • liczba stron: 296
  • oprawa: miękka

Nowa książka autora bestsellerowej powieści Był sobie pies! Wspaniała i zabawna historia o miłości i przywiązaniu, idealna na święta. Josh Michaels zajmuje się ciężarną suczką Lucy, a później jej rozkosznymi szczeniaczkami. Wraz ze śliczną Kerri ze schroniska planują przygotować psiaki do adopcyjnego programu świątecznego. W trakcie wspólnej przygody przy wychowywaniu pupili nawiązuje się między nimi ciepła relacja. Kiedy trzeba oddać zwierzaki, Josh orientuje się, że chce, aby zostały w jego życiu. I nie tylko one.

Najnowsza powieść autora bestsellerowej książki „Był sobie pies” 

Josh Michaels z oburzeniem odkrywa, że sąsiad podrzucił mu pod drzwi ciężarną suczkę Lucy. Nie może jednak oprzeć się uroczemu spojrzeniu brązowych ślepi i chociaż nigdy nie miał zwierzęcia domowego, postanawia przygarnąć psiaka.

Kiedy na świat przychodzi pięć niesfornych szczeniaczków, Josh zgłasza się po pomoc do lokalnego schroniska. Tam poznaje uroczą i kochającą zwierzęta Kerri, która z zapałem uczy go, jak dbać o psią rodzinkę. Wspólnie przygotowują szczeniaki do adopcji w ramach świątecznego programu szukania nowych domów psiakom ze schroniska.

Wraz z upływem czasu Josh zaczyna darzyć dziewczynę coraz cieplejszym uczuciem. Im bardziej zakochuje się w Kerri, tym bardziej przywiązuje się do futrzaków, które wniosły w jego życie mnóstwo miłości.
Kiedy zbliżają się święta i nieuchronny termin oddania szczeniaków, Josh zastanawia się, czy będzie w stanie bez nich żyć.

Najsłodsza psia historia, który wzruszy i rozbawi do łez każdego czytelnika!

Ta książka pokazuje, że bezwarunkowa miłość, którą dostajemy od naszych pupilów może naprawdę wiele zmienić w życiu. Powieść dla miłośników czworonogów napisana przez autora, która doskonale rozumie psie dusze.

– „Kirkus Reviews”

Ta urocza opowieść jest napisana z humorem i głębokim zrozumieniem wartości psiej miłości. To uczucie zmienia wszystko. Idealna na Święta!

– Greg Kincaid, bestsellerowy autor według „The New York Times”

Pokrzepiająca i wesoła niczym świąteczny poranek. Jeśli jeszcze nie masz psa, to po lekturze tej książki pobiegniesz wprost do schroniska, żeby znaleźć własną futrzaną kuleczkę miłości.

– Iris R. Dart, bestsellerowy autor według „The New York Times”

___

O autorze:

W. Bruce Cameron– autor bestsellerowej książki Był sobie pies. Dwukrotnie został wybrany najlepszym felietonistą przez National Society of Newspaper Columnist. Obecnie mieszka w Kalifornii. Bardzo bliska relacja z ukochaną suczką Cammie spowodowała, że pisarz zafascynował się najbardziej przyjaznymi czworonogami. Jest autorem licznych powieści o uroczych wyszczekanych bohaterach.

Wydawnictwo

Wydawnictwo Kobiece

Autor

Cameron W. Bruce

Podtytuł

Był sobie pies na święta

ISBN

978-83-65740-77-9

Rok wydania

2017

Format

13.5 x 20.5 cm

Oprawa

miękka

Liczba stron

296

Tłumaczenie

Edyta Świerczyńska

Tytuł oryginału

The Dogs of Christmas

Ean

9788365740779

Stan

nowa, pełnowartościowa

Opinie: 14 o Psiego najlepszego Był sobie pies na święta

  1. Oceniony 4 na 5.

    Królewskie Recenzje

    Josh jest bardzo samotny. Wciąż przeżywa rozstanie z kobietą. Niespodziewanie jego sąsiad wyjeżdża i zostawia pod opieką Lucy, suczkę. Szybko okazuje się, że Lucy jest ciężarna. Josh trochę panikuje. bo nigdy nie miał psa, a co dopiero ciężarnej suczki. Spanikowany wydzwania do weterynarza, zachowuje się trochę idiotycznie, ale nie można mu odmówić troski i dobroci. Mimo największych chęci Josha oraz weterynarza nie udaje się uratować szczeniąt. Lucy ma jednak okazję sprawdzić się jako psia mama, bo ktoś podrzuca Joshowi pudełko pełne szczeniąt. Bez suczki te malutkie słodziaki nie miałyby szans. Mężczyzna także stara zapewnić się im fachową opiekę. Poszukując pomocy poznaje Kerri. Z jej pomocą uczy się jak zadba o swoją nową psią rodzinę.Przyjedzie jednak czas, kiedy będzie musiał pożegnać się z psiakami. A to nie będzie łatwe…

    Josh to niezwykle sympatyczna i ciepła osoba. Z jednej strony trochę mało zaradny, a wręcz nieporadny, ale z drugiej bardzo odpowiedzialny. Nie chciał mieć zwierzęcia w domu. A jednak zajął się Lucy, kiedy sąsiad, pomimo jego odmowy, wręcz wcisnął mu ją i czmychnął jak najprędzej. Najzabawniejsze były momenty, kiedy mężczyzna co chwilę dzwonił do weterynarza, bo coś wydawało mu się podejrzane, nawet kiedy suczka na chwilę odchodziła od zwierząt. Bardzo polubiłam Josha za jego wielkie serce. Nie każdy potrafiłby zająć się tak suczką i szczeniętami jak on. Gotów był stracić pracę, by tylko fachowo zająć się cierpiącym zwierzęciem. Był gotów położyć na szali tak wiele, by zachować się właściwie. Podziwiam go za to poświęcenie, a także z jaką troską i miłością zajmował się szczeniaczkami. Podziwiam go również za to jak poradził sobie z trudnymi decyzjami i wyborami. Nie każdy człowiek potrafiłby się tak zachować. Nie wiem czy ja sama byłabym gotowa rozstać się z tymi psiakami po tym ile z nimi przeżyłam i po tym jak stały się częścią mojej rodziny, częścią mnie samej. Josh nie jest przystojnym mięśniakiem, prawdziwym bad boyem ani bogatym biznesmenem. Jest za to wspaniałym mężczyzną z dobrym sercem, pełnym ciepła.

    Psiego najlepszego to cudowna książka. Idealnie nadaje się na świąteczne, zimowe wieczory pod kocykiem przy kominku z filiżanką gorącej czekolady. Hmm już widzę ten zestaw. Ale się rozmarzyłam. Za rok z pewnością właśnie w ten sposób przeczytam tę książkę…

    Jest to też cudowny pomysł na prezent. Ach jak chciałabym, żeby ktoś podarował mi taki prezent. Już sobie to wyobrażam. Wyławiam prostokątne zawiniątko spod choinki. Rozrywam papier… A moim oczom ukazuje się świąteczna książka z psiakiem na okładce… No i znowu się rozmarzyłam…

    Chyba właśnie widzicie jak ta książka na mnie działa. Wyzwala moją świąteczną obsesję. Pewnie jeszcze nie wiecie, ale ja kocham święta. Choinka, światełka rzucające ten piękny blask, zapach pomarańczy, ogień w kominku, wino grzane… Właśnie ta książka przypomina mi o tym, sprawia, że chciałabym, żeby święta były już, teraz. To właśnie ona od teraz kojarzyć mi się będzie ze świętami i tymi wszystkimi przyjemnymi rzeczami, które są z nimi związane.

    Psiego najlepszego, to bardzo klimatyczna powieść, która rozczuli każdego. Będzie tez idealnym prezentem pod choinkę dla bliskich. Poza niezliczonymi wzruszeniami dostarczy chwilę relaksu i pozwoli oderwać się od ziemi.

  2. Oceniony 5 na 5.

    aleksandra.g17

    Pewnego dnia do Josha wpada sąsiad z prośbą, by ten zaopiekował się jego ciężarną suczką Lucy. Mężczyzna nigdy nie miał psa, więc niechętnie zgadza się wyświadczyć przysługę. Szybko jednak ulega urokowi Lucy, a także piątce szczeniaków, którego później pojawiają się w jego domu. Pomimo początkowych trudności w opiece nad zwierzakami Josh coraz lepiej sobie radzi. Pomaga mu Kerri, pracownica schroniska, która zawsze służy dobrą radą. Po czasie Josh uświadamia sobie, że teraz nie wyobraża sobie życia bez swoich czworonożnych przyjaciół i bez Kerri, która staje się mu coraz bliższa.

    W „Był sobie pies” zachwyciła mnie pierwszoosobowa narracja, która pozwoliła nam poznać świat oczami psa. Tym razem autor postawił na narrację trzecioosobową, jednak mimo to czytelnik nie powinien mieć problemu z wczuciem się w sytuację Josha. W ten sposób widzimy nie tylko przemianę bohatera, ale również emocje, które towarzyszą mu od początku pojawienia się w jego domu Lucy.

    Tym, co jest istotą tej powieści to pokazanie więzi między psem, a człowiekiem. Poznajemy rozkoszne szczeniaki, ale także widzimy, jaki miały one wpływ na Josha. Równocześnie czytamy o tym, jak ważna jest prawidłowa opieka nad czworonożnym przyjacielem. Nie ulega więc wątpliwości, że książka będzie prawdziwym rarytasem dla miłośników psiaków.

    Powieść opowiada również o Joshu. Wracamy do jego przeszłości i dowiadujemy się o jego problemach rodzinnych. Mężczyzna niechętnie powraca do wspomnień ze swojego dzieciństwa i trudno mu odnowić kontakt z rodziną. Nie potrafi także pogodzić się z utratą ukochanej Amandy. Nie brakuje tu zatem wątku miłosnego, gdzie śledzimy rozwijającą się relację z Kerri.

    Fabuła nie jest skomplikowana, jednak nie można powiedzieć, że jest banalna. Jest to po prostu taka ciepła opowieść, która potrafi rozśmieszyć, ale także i wzruszyć. Mnie uleciało kilka łez podczas lektury, dlatego jeśli tak sami jak ja jesteście wrażliwi to książka zaserwuje wam sporą dawkę emocji. Widać tu także świąteczny klimat, ponieważ akcja rozgrywa się na krótko przed Bożym Narodzeniem. Książka jest na swój sposób prosta, ale przez to idealna na zimowe wieczory.

    Nie ukrywam, że kolejny raz jestem zachwycona powieścią Camerona, stąd jeśli znacie jego poprzednia książkę i przypadła wam do gustu, to bez obaw możecie sięgnąć po ten tytuł. Na pewno sprawdzi się też jako prezent pod choinkę, zwłaszcza dla miłośników psów.

  3. Oceniony 5 na 5.

    Śnieżynka (www.piorkonabiurko.pl)

    To nie jest kontynuacja książki Był sobie pies. To po prostu kolejna książka o psach, tego samego autora, ale w zupełnie innej otoczce, klimacie i w zupełnie innej historii.

    Jedno jest pewne: jest to kolejna przeurocza książka W. Bruce Camerona. Kocham jego twórczość, kocham jego podejście do zwierzaków. Uwielbiam wyobraźnię i to, jak wspaniale rozumie psy. Swoją zdolność interpretacji psich zachowań czy spojrzeń umieszcza w otoczce ciekawej fabuły, od której oderwać się nie sposób i serwuje nam tym samym taki wachlarz emocji, o jakim trudno zapomnieć jeszcze na długo po lekturze książki. Jego miłość do zwierząt, a szczególnie psów, widać w każdej scenie, jaką komponuje, a tym samym wydaje mi się, że sympatię do tych uroczych czworonogów potrafiłby rozbudzić chyba w każdym, kto ma choć odrobinę bijącego serca w piersi. Cokolwiek jeszcze nie napisze, ja chcę to przeczytać 😀

    Psiego najlepszego to cudownie ciepła, pełna miłości i wzruszeń podróż prosto w psie objęcia w czasie zbliżającego się szybkimi krokami Bożego Narodzenia. Choć mamy dopiero połowę listopada, klimat świąt już otulił mnie swym czarem.

    Oprócz psich bohaterów mamy też mężczyznę, który boryka się z problemami ukrytymi tak głęboko gdzieś w jego wnętrzu, że póki nie pojawiają się pieski, on nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, co go tak naprawdę do tej pory w życiu bolało. I jak poradzić sobie z tym bólem, gdy za chwilę na horyzoncie pojawia się widmo nowych katastrof uczuciowych? Czasem jest takim zagubionym chłopcem, jednak zawsze z sercem na dłoni.

    Czy płakałam? Cóż, nie tak jak w przypadku Był sobie pies, aczkolwiek przyznaję, że były momenty, gdy coś mnie za gardło ściskało. I to całkiem mocno. Jedna łezka poleciała, ale pewnie dlatego, że z powodu pracy zmuszona byłam odkładać tę powieść co kilka rozdziałów na bok i przez to nie mogłam wczuć się tak, jak powinnam. Dlatego wciąż uważam, że autor doskonale wie, jak wywołać łzy. Ale to takie łzy, które niekoniecznie muszą być gorzkie…

    Wątek romantyczny był, choć nie zachwycił mnie jakoś specjalnie i to chyba najsłabszy punkt powieści. Nie było iskier, których szukam w takich wątkach, ale też mi ich nie brakowało. To nie ma być romantyczna historia na święta. Autor próbował coś tam sklecić i w sumie wyszło delikatne tło z serduszkiem w kącie, ale nie przyćmiewa głównej idei książki. Na całe szczęście.

    Cieszę się ogromnie, że miałam przyjemność przeżyć tę przygodę. Spędzić święta (choć miesiąc przed świętami) z Joshem i jego wesołą psią gromadką, obserwować zmiany, jakie zachodzą w jego postrzeganiu świata oraz kreowaniu własnych uczuć, a także poznać psią naturę z zupełnie innej strony, o jakiej nie wiedziałam, bo nie wszystko jest takie oczywiste, jak się może wydawać. Cieszę się, że ktoś potrafił ubrać ten obrazek w takie słowa, które wyrażają tak wiele, choć wydają się być prostą historyjką o przygarnięciu bezpańskich zwierząt przez człowieka, który nie ma o psach zielonego, ani jakiegokolwiek innego pojęcia. Polecam!

    http://www.piorkonabiurko.pl/recenzje-sniezynki/powiesci/psiego-najlepszego-w-bruce-cameron-przedpremierowo/

  4. Oceniony 5 na 5.

    Biały Notes

    Powieścią „Psiego najlepszego” jestem absolutnie zachwycona! Oczywiście staram się także patrzeć rozsądnie i dostrzegam pewne mankamenty tej historii. Czy jest nieco infantylna? Tak. Czy miejscami wylewa się z niej cukier? Owszem. To wszystko nie przeszkadza mi jednak w stwierdzeniu, że „Psiego najlepszego” to najbardziej urocza i wzruszająca powieść, jaką w tym roku przeczytałam (zakochałam się w niej mocniej niż w „Był sobie pies”). Przepiękna, przecudowna i idealna na święta. POLECAM GORĄCO!

    Pełna recenzja dostępna na blogu Biały Notes:
    http://bialynotes.pl/psiego-najlepszego-bruce-cameron/

  5. Oceniony 5 na 5.

    Karolina G.

    Codzienność samotnego Josha totalnie się zmienia w chwili, gdy pewnego razu sąsiad podrzuca mu, niby „tylko na chwilę”, spodziewającą się szczeniaków suczkę Lucy. Słodkie, brązowe czy pozostawionego mu psa sprawiają, że Joshowi mięknie serce. Mężczyzna postanawia więc przygarnąć pod swój dach Lucy, chce zająć się nią oraz oczekującą przyjścia na świat gromadką szczeniąt. Pech chce, że potomstwo suczki nie przeżywa. Los jednak przyszykował Joshowi niespodziankę – ktoś zostawia pod jego drzwiami pudło z… nowonarodzonymi szczeniakami. Jako, że opieka nad dorosłą suką oraz małymi pieskami to nie taka prosta sprawa, mężczyzna udaje się po pomoc do schroniska. Tam poznaje jedną z opiekunek czworonożnych przyjaciół – Kerri. Razem przygotowują zwierzęta do świątecznego programu adopcyjnego. Mijają dni, a Josh zaczyna dostrzegać, że nie wyobraża już sobie życia ani bez słodkiej, futrzanej rodzinki, ani bez Kerri… Co zrobi, gdy w końcu dobiegnie termin oddania piesków?

    „Psiego najlepszego, czyli Był sobie pies na święta” to wspaniała powieść, taki must have na jesień, zimę i koniecznie na okres Bożego Narodzenia. W. Bruce Cameron stworzył przeuroczą, przesłodką i przesympatyczną historię, która ma jeden minus – zdecydowanie jest zbyt krótka! Ta lektura urzekła mnie od samego początku, zżyłam się z bohaterami, pokochałam psiaki (tego pewnie się spodziewaliście :D), wzruszyłam się (a właściwie wzruszałam), śmiałam, no po prostu książka idealna! Akcja toczy się spokojnie, nie mamy tutaj do czynienia z zaskakującymi zwrotami.

    Nowa powieść W. Bruce’a Camerona to nastrojowa i mądra historia obyczajowa, w której odnajdziemy wątki uczuciowe, romantyczne, a co najważniejsze – morał. Ta lekka w odbiorze książka bez wątpliwości chwyci niejednego czytelnika za serce. Zauroczy Was nie tylko okładka, ale i wnętrze. Zobaczycie, ile radości w życie człowieka mogą przynieść wierne i oddane czworonogi. Bez wahania stwierdzam, że cudownie byłoby móc zobaczyć tę historię na wielkim ekranie!

    Powieść pełna psiaków, wzruszająca, chwytająca za serce, a do tego utrzymana w świątecznym klimacie? Ja to bez zastanowienia kupuję! Jeśli nie macie jeszcze pomysłu na gwiazdkowe prezenty dla bliskich, pomyślcie o tej książce, naprawdę warto.

  6. Oceniony 5 na 5.

    Pati Do Ludzi

    Jestem kociarą. I to taką zawziętą. Nigdy nie miałam własnego psa, a niebezpieczne incydenty z udziałem psów tylko bardziej mnie zniechęciły: gdy byłam mała pewien nieduży zwierzak z tego gatunku ugryzł mnie w nogę. Tragiczne przeżycie dla kilkulatki.
    Ale wiecie co? Suczka Lucy i jej szczeniaki mnie zauroczyły. Rozkochały w sobie bez granic. A przecież to tylko „bohaterowie” powieści.
    W. Bruce Cameron jest znany w Polsce ze swojej książki „Był sobie pies”, która w styczniu bieżącego roku doczekała się ekranizacji. Tamta opowieść jest prowadzona z perspektywy zwierzęcia – psa, który po śmierci odradza się w nowym ciele. W każdym kolejnym wcieleniu szuka on sensu swojego psiego życia. Osobiście tej książki nie przeczytałam, ale obejrzałam film i przede wszystkim mogę powiedzieć, że mocno łapie za serce.
    Książki i filmy w których umiera wierny, czworonożny przyjaciel człowieka, są jednymi z najbardziej tragicznych. Z drugiej strony jednak „Był sobie pies” wprowadza czytelnika/widza w pozytywny nastrój, zwłaszcza po finałowej scenie. Mówi o szczęściu spowodowanym małymi rzeczami, miłości i oddaniu. Zdecydowanie jest to dzieło, które warto w jakiś sposób poznać.
    Ale nie o tym dziele Bruce’a Camerona zamierzałam dzisiaj mówić, a o jego najnowszej książce – także dotyczącej psa. I to nie jednego! Dorosłej suni i całego pół tuzina szczeniaków!
    „Psiego najlepszego” to powieść prowadzona w całkowicie innej narracji. Tym razem głównym bohaterem i narratorem historii jest człowiek – mężczyzna o imieniu Josh. Co musicie na początku o nim wiedzieć – mieszka sam, zostawiła go dziewczyna, a w dzieciństwie nie posiadał żadnego zwierzątka.
    Na pierwszych stronach książki, naszego bohatera spotyka niecodzienne wydarzenie – sąsiad powierza mu swojego psa, bo sam wylatuje w pośpiechu do innego kraju. Joshowi nie udaje się odmówić znajomemu, a gdy ten znika z jego podwórka, chłopak uświadamia sobie, że suczka jest… w zaawansowanej ciąży.
    Jak w takim przypadku ma postąpić osoba, która w życiu nie miała do czynienia z psem?

    Pełna recenzja na: https://patidoludzi.blogspot.com/2017/11/swieta-ze-szczeniakami-psiego.html

  7. Oceniony 4 na 5.

    mojabooktopia

    Pierwszy śnieg już za nami, więc chyba można stwierdzić, że to dobry moment, by zacząć pisać o świątecznych tytułach. Dziś będzie o książce, której absolutnie się nie spodziewałam, gdyż informacja o niej pojawiła się dosłownie z dnia na dzień. Bruce Cameron, twórca pozytywnie odebranego „Był sobie pies” napisał nowy tytuł specjalnie na święta i tym razem również nie mogło się obyć bez wszechobecnych piesków wypełniających strony tej opowieści.

    Josh Michaels jest typowym introwertykiem żyjącym w swojej spokojnej i poukładanej samotni. Stara się ułożyć sobie życie po burzliwym i bolesnym związku i choć cisza nie pozwala mu zapomnieć o tym co było, to działa chociaż kojąco na jego skołatane nerwy. Kiedy więc w przedziwnych okolicznościach przypada mu opieka nad gromadką małych, rozkosznych szczeniaczków, oraz ich mamą, jego życie przewraca się zupełnie do góry nogami. Na szczęście dobrych ludzi, chętnych do pomocy nie brakuje i kto wie, może wśród nich znajdzie się ktoś z lekarstwem na złamane serce?

    Psiego najlepszego jest pozycją idealną na zimowe wieczory. Widać, że z premedytacją pisarz starał się o możliwie jak najlżejszy przekaz treści, bez wprowadzania zbędnego zagmatwania i chaosu. Z jednej strony szkoda, bo w wyniku tego zabiegu wiele ciekawych wątków zostało spłyconych, z drugiej zaś takie braki dają właśnie przyjemną, świąteczną opowieść. Przyznać muszę, że mimo tego, iż zazwyczaj wolę literaturę trochę bardziej ambitną, to i tak przeżyłam z dziełem Bruca Camerona niezwykle przyjemne chwile, gdyż jest to książka wyładowana ciepłem i ogromnymi pokładami miłości, jednak nie tylko tej romantycznej! Tak też o wilku, to znaczy, o psie mowa. Główny trzon historii stanowią perypetie Josha z psią gromadką. Cameron przedstawia zwierzęta niejako z ludzką twarzą, a sami bohaterowie ukazują unikalne podejście do czworonogów, z którym zdecydowanie warto się zapoznać. Może czasem zakrawa to o lekką przesadę, aczkolwiek sama koncepcja i chęć uzmysłowienia czytelnikom kilku spraw tyczących się prawidłowego podejścia do zwierząt są godne pochwały. Co się tyczy postaci, to skonstruowane zostały wzorowo. W końcu mamy do czynienia z realnym obrazem ludzi, których spotykamy na co dzień. Pisarz nie boi się sięgać po przeciętność, ba, w jego ręku staje się ona bronią, która tworzy tak dobry realizm sytuacyjny, że bez problemu można wczuć się w czytany tekst. Jeden jedyny zgrzyt napotkałam jednak w momencie, gdy pojawiła się druga równie ważna bohaterka. Z niewyjaśnionych przez autora przyczyn zachowuje się strasznie irytująco oraz irracjonalnie i szczególnie w tym przypadku szkoda, że nie pokusił się on na rozszerzenie wątku jej przeszłości, pozwalając tym samym zrozumieć nietypowe reakcje owej kobiety.

    Mimo, że Psiego najlepszego jest już drugą z rzędu książką o psach, to i tak jest jak najbardziej udana. Może i było w niej kilka niedociągnięć, ale na szczęście w żaden sposób nie wpłynęło to na jej odbiór, dzięki czemu łatwo się przy niej zrelaksować. Tytuł ten polecam dosłownie każdemu, a jeżeli nie wiecie co sprawić bliskiej Wam osobie na świąteczny prezent, to zapraszam do księgarni. Czeka tam na Was okładkowy piesek, który z miłą chęcią przybędzie do nowego domu.

  8. Oceniony 4 na 5.

    Półka na książki

    Blisko rok temu ukazało się wznowienie książki W. Bruce’a Camerona, na punkcie której oszaleli psiarze i miłośnicy zwierząt. Nieco później pojawił się nakręcony na jej podstawie film, a o Bailey’u i jego kilku(nastu) życiach mówił niemal każdy.
    Dziś Cameron powraca z nową historią, jeszcze cieplejszą i bardzo, BARDZO świąteczną. Czy powtórzy sukces Baileya…?
    Cóż, a czy można oprzeć się sforze słodszych niż kubek gorącej czekolady szczeniaczkom? 😉

    Josh nigdy nie miał psa. Mało tego – nigdy go nie planował. Kiedy jednak pod jego drzwiami pojawia się sąsiad, na gwałt szukający domu tymczasowego dla psiaka swojej dziewczyny, Josh nie ma wyboru. Przygarnia psa, który okazuje się być suczką. Co więcej – w zaawansowanej ciąży.
    Czy nigdy nie mający do czynienia ze zwierzętami człowiek poradzi sobie ze sforą rozbrykanych szczeniaków?
    Mówią, że w święta zdarzyć może się wszystko.
    Zwłaszcza gdy do pomocy ma się uroczą pracowniczkę schroniska i dzielną psią mamę 😉

    „Psiego najlepszego” to niesamowicie ciepła, zabawna i przeurocza historia ze słodkimi szczeniakami w tle. Określenie „w tle” ma zasadnicze znaczenie, bo o ile w „Był sobie pies” narratorem i głównym bohaterem był merdający ogonkiem stworek, tak tu najważniejszy jest sam Josh. Josh, który – nie ma co ukrywać – jest troszkę zbyt mocno wyidealizowany; ma gołębie serce, momentami jest nieporadny niczym dziecko, a do tego ma w sobie tyle uroku, że bez problemu podbija serce każdej niewiasty (choć, oczywiście, nie zdaje sobie sprawy ze swojej mocy). Przechodzi – prawie że na wzór Scrooge’a – metamorfozę. Może nie tak drastyczną jak Ebenezer (wszak nigdy nie był złym człowiekiem 😉 ), uczy się jednak odpowiedzialności i empatii, i tego, że w dwójkę (a może i w siódemkę 😀 ) żyje się zdecydowanie przyjemniej niż w pojedynkę.
    Tak jak i poprzednio, Cameron nie operuje górnolotnym słownictwem; jego historia jest prosta, nieskomplikowana, może czasem odrobinkę banalna. Przede wszystkim jednak przepełniona jest ciepłem, które sprawia, że opowieść ta idealnie nadaje się na zimowe wieczory i rozgrzeje serce dosłownie każdego – nawet tego, który twierdzi, że psy i mokre noski to niekoniecznie jego działka 😉

    „Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta” to pełna niezwykłego, świąteczno-zimowego klimatu lektura, która zachwyci każdego fana uroczych (ale nie ckliwych!) historii i każdego, kto docenia pisane z przymrużeniem oka dialogi.
    Jeśli więc wciąż zastanawiasz się, co położyć pod świątecznym drzewkiem mieszkającemu z Tobą psiarzowi, to…
    Teraz już wiesz, prawda? 😉

  9. Oceniony 5 na 5.

    toukie/ KSIAZKOWA-PRZYSTAN

    Urocza historia o miłości, pogodzeniu się z przeszłością oraz rozpoczęciu nowego etapu w życiu, z psią gromadką na pierwszym planie i świętami w tle. Zapraszam na recenzję kolejnej książki autora Był sobie pies, która tego roku trafiła na ekrany kin.

    Josh Michaels nie potrafi pogodzić się z rozstaniem ze swoją ukochaną Amandą. Mieszka w domu rodzinnym w górach zupełnie sam – rodzina mężczyzny rozpadła się, gdy ten był nastolatkiem. Jak widać, autor stawia przed czytelnikiem nieszczęśliwego mężczyznę, któremu los postanowił jeszcze raz dokopać. Pewnego dnia ktoś podrzuca mu ciężarną suczkę. Pies, to ostatnie o czym marzy Josh, jednakże pod wpływem impulsu postanawia się nim zaopiekować. Mężczyzna nie ma pojęcia, że ta gwałtowna decyzja zupełnie odmieni jego życie.

    Jestem ogromną miłośniczką zwierząt, więc nic dziwnego, że ta powieść trafiła prosto w moje serce. Psiego Najlepszego. Był sobie pies na święta opowiada losy dwójki bohaterów – Josha oraz suczki Lucy. Autor skupia się na więzi pomiędzy psem a człowiekiem – więzi silnej, pełnej miłości, wzajemnego wsparcia. Posługuje się lekkim stylem, prowadząc narrację trzecioosobową, wnikającą w odczucia, emocje oraz myśli bohatera. Josh otacza troską Lucy oraz szczeniaki, niesamowicie się do nich przywiązuje – otwiera dawno zamkniętą szufladkę w swoim sercu. Dzięki decyzji podarowania domu Lucy na drodze mężczyzny staje Kerri pracująca w lokalnej lecznicy dla zwierząt. Śledzimy ich relacje, która raz rozgrzewa serca, a innym razem je łamie.

    ,,Nigdy wcześniej o tym nie myślał, ale teraz musiał przyznać: psy kochają człowieka. Nawet przez myśl by im nie przeszło szukanie „nowego związku”.

    Początkowo Josh jest pewnego rodzaju zagadką dla czytelnika. Nie do końca wiadomo co stało się pomiędzy nim a Amandą, czemu mieszka zupełnie sam. Bohater powoli otwiera swoją duszę i myśli, zostawiając swą przeszłość za sobą. Staje się lepszym człowiekiem, śmielej patrzy przed siebie. Jednakże autor skupia się również na czworonożnych bohaterach powieści. Każdemu pieskowi przyporządkowuje charakter, a ich imiona idealnie do nich pasują.

    Umiarkowana akcja powieści bez nagłych zwrotów akcji. Fabuła przebiega spokojnie. Psiego najlepszego to książka o tym, że warto otworzyć serce i wpuścić do swojego świata czworonoga, który odwdzięczy się swą miłością z nawiązką. Prócz tego mamy wątek miłosny oraz zbliżające się wielkimi krokami Święta Bożego Narodzenia. Mnie ta powieść całkowicie urzekła, a Was?

  10. Oceniony 4 na 5.

    Czytaninka

    Kiedy tylko zobaczyłam, iż W. Bruce Cameron wydaje kolejną powieść o psie, wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać. Jako wielka miłośniczka zwierząt, nie mogłam przegapić takiej okazji. Czy zatem autorowi po raz drugi udało się mnie zachwycić?

    Josh to mężczyzna, który na co dzień nie ma styczności ze zwierzętami, od kiedy porzuciła go dziewczyna żyje w samotności. Jednak pewnego dnia sąsiad podrzuca mu ciężarną suczkę Lucy i zostawia pod jego opieką, pomimo sprzeciwów. Wystarczy jedno spojrzenie w oczy suczki, a on przepada.

    Ci z Was, którzy posiadają psa doskonale wiedzą jak wiele radości potrafi wnieść w życie człowieka, ale również zdają sobie sprawę z tego, jak wielką odpowiedzialnością jest posiadanie zwierzęcia. Zwierzę to nie zabawka, którą można odłożyć w kąt, gdy się znudzi. Nienawidzę ludzi, którzy najpierw biorą psiaka, a później go porzucają, wyrzucają z domu jak zużytą baterię. Zwłaszcza czas zbliżających się świąt jest doskonałą okazją do nabycia psa. Ale proszę Was o rozważne podejmowanie decyzji, jeśli chcecie wziąć psa, wieźcie również odpowiedzialność za niego. Natomiast jeśli nie jesteście pewni czy podołacie temu wyzwaniu, lepiej odpuśćcie sobie i nie fundujcie niepotrzebnego stresu zwierzakowi.

    Nasz bohater Josh, to człowiek, który zgrywa twardziela, a w głębi duszy to niezwykle wrażliwy człowiek. Doskonale to widać, kiedy pod jego dach przybywa Lucy. Nie ma kompletnego pojęcia jak zajmować się suczką, w dodatku ciężarną, która lada dzień się oszczeni. Szuka pomocy u weterynarza oraz w schronisku. Tak poznaje Kerri, niezwykle sympatyczną, kochającą zwierzaki kobietę, pracującą w schronisku.

    Jakie przygody przydarzą się naszemu bohaterowi? Co zrobi, gdy na świecie pojawią się szczeniaki? Czy zdoła zapanować nad niesfornymi pupilami? Czy Kerri stanie się dla niego kimś więcej?
    O tym wszystkim dowiecie się, sięgając po powieść.

    Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta to przepiękna opowieść o rodzącej się z dnia na dzień, miłości człowieka do suczki i szczeniąt. To historia potwierdzająca, iż pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Miłośnicy psów będą zachwyceni. Ta powieść chwyta za serce, ale daje nadzieję na lepszą przyszłość dla porzuconych czworonogów. Polecam.

Dodaj opinię