Stra¿nicy œwiat³a
Straznicy swiatla_3DStra¿nicy œwiat³a

Strażnicy światła

36,90  23,90 

taniej o: 13,00  (35%)

Abby Geni
4.17 z 5 na podstawie ocen 12 klientów
12 opinii klienta
  • tłumaczenie: Marcin Rusnak
  • liczba stron: 320
  • oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Miranda, fotografka natury, zostaje wysłana na małą wyspę, aby sfotografować lokalną przyrodę. Towarzyszy jej jedynie sześciu osobliwych naukowców. Kobieta przywiązuje się do egzotycznego miejsca i współtowarzyszy, jednak mimo zażyłości zaczyna odczuwać dziwny niepokój. Atmosfera robi się coraz gęstsza; słychać szepty o legendzie mówiącej, że miejsce ich zamieszkania zwie się „Wyspami Śmierci”… A z każdym kolejnym aktem przemocy robi się… duszno. I już każdy jest podejrzany o najgorsze.

szt.

Dostępność: 24h + czas dostawy

KSIĄŻKA ROKU 2016 WEDŁUG BARNES & NOBLE!

SZALENIE WCIĄGAJĄCA OPOWIEŚĆ, W KTÓREJ NIEPOKÓJ STALE WISI W EGZOTYCZNYM POWIETRZU WYSP WYBRZEŻA KALIFORNII

Siedmioro ludzi. Jedna mała wyspa. Wyizolowane środowisko, ograniczona grupa, problemy z zaufaniem oraz bezwzględna, tylko pozornie losowa śmierć raptownie zbierająca żniwo… Strażnicy światła to thriller, który przedstawia świat dzikiej natury i spektakl grozy.

Miranda jest fotografką natury, która została wysłana na zawodową misję. Jej zadaniem jest robienie zdjęć ukazujących piękno otaczającej przyrody maleńkiej wyspy. Towarzyszy jej jedynie sześciu osobliwych naukowców. Dzień po dniu, Miranda jest świadkiem niewiarygodnych wydarzeń; pogłębia swoje przywiązanie do egzotycznych wysp i… współtowarzyszy. Jednak mimo zażyłości, czuć dziwny niepokój w powietrzu – budzące lęk podejrzenia. Atmosfera robi się coraz gęstsza; słychać szepty o legendzie mówiącej, że miejsce ich zamieszkania zwie się „Wyspami Śmierci”… A z każdym kolejnym aktem przemocy robi się… duszno. I już każdy jest podejrzany o najgorsze.

NIEWYMOWNA KOMPOZYCJA MONSTRUALNEGO NIEPOKOJU ORAZ TRWOGI, KTÓRĄ CZUJESZ, OGLĄDAJĄC SIĘ NIEUSTANNIE PRZEZ RAMIĘ

——-

Specyficzna, szalenie klimatyczna opowieść. (…) To, co najbardziej wciąga w tej książce, nie mówiąc już o dynamicznej fabule, to zmysł autorki do tworzenia pełnej napięcia atmosfery. Kończąc tę powieść, czytelnik natychmiast zaczyna zastanawiać co jeszcze się Abby Geni w przyszłości mu opowie.

– „New York Times” Book Review

——-

Abby Geni – amerykańska autorka, która zadebiutowała prowokacyjną książką Strażnicy światła. Wielokrotnie nagradzana pisarka jest szeroko chwalona za swój niesztampowy styl. Z zawodu jest nauczycielem akademickim kreatywnego pisania.

PATRONI MEDIALNI

    

Wydawnictwo

Wydawnictwo Kobiece

Autor

Abby Geni

ISBN

978-83-65506-76-4

Rok wydania

2017

Format

13.5 x 20.5 cm

Oprawa

Miękka ze skrzydełkami

Liczba stron

320

Tłumaczenie

Marcin Rusnak

Tytuł oryginału

The lightkeepers

Ean

9788365506764

Stan

nowa, pełnowartościowa

12 reviews for Strażnicy światła

  1. 5 z 5

    :

    Świetna! Uwielbiam powieści grozy, ale czegoś takiego jeszcze nie czytałam. Autorka faktycznie stworzyła klimat nie do podrobienia, naprawdę warto przeczytać

  2. 5 z 5

    :

    Wow, naprawdę się pozytywnie zaskoczyłam, coś nowego :)))

  3. 5 z 5

    :

    „Za każdym razem, gdy coś pamiętamy, zmieniamy to. Taka już natura naszego mózgu… Jedyne pewne wspomnienia, jak sądzę, to te, które zostały utracone. To te mroczne zakamarki umysłu. Nieotwarte, niedotykane, nienaruszone.”

    Bardzo przyjemne i zajmujące zaczytanie, trudno oderwać się od misternie i z wdziękiem opowiadanej historii. Powieść osadzona w niezwykłym zabarwieniu grozy, intrygującym wątku kryminalnym, ma w sobie coś niezwykłego, uroczy magnetyzm słów i silną sugestywność obrazów. Dzika natura zakątka leżącego na krańcu świata, surowość krajobrazu z przewagą ostrych szarych granitowych skał, izolacja od wydarzeń współczesnej cywilizacji, ekologiczne aspekty, mglisty wyspiarski klimat, ograniczona przestrzeń z charakteryzującą ją niepokojącą legendą. I doskwierająca samotność, pośród wycia wiatru, łomotu fal, przenikających po niebie ptaków, wylegujących się na brzegu fok, krążących wokół wysp wielorybów i rekinów.

    Autorka ciekawie wykreowała postać głównej bohaterki, jej silne przywiązanie do przeszłości, niemożność oderwania się od bolesnych wspomnień, poszukiwanie pociechy i ukojenia w licznych podróżach po kontynentach. Z jednej strony osoba, którą łatwo zranić i skrzywdzić, a z drugiej strony obdarzona wielką walecznością i determinacją. Darzymy ją sympatią, zrozumieniem, chętnie współodczuwamy radości, smutki, wahania, rozterki i zmagania. Miranda, fotograf przyrody, pasjonat utrwalania piękna natury, przybywa na roczny pobyt na Wyspy Farallońskie, zwane także Wyspami Umarłych, będące zatopionym w wodzie łańcuchu górskim, leżącym niedaleko wybrzeża kalifornijskiego. Wspólnie z sześcioma biologami decyduje się na życie w odosobnieniu, aby obserwować dzikie zwierzęta i zdobyć zachwycające ich zdjęcia.

    Kontakty Mirandy z naukowcami wydają się podszyte nie tylko tajemnicami, mrocznymi nastrojami, ale również intensyfikującym się zagrożeniem i strachem. Wśród tak małej i zamkniętej społeczności, pozbawionej nawet podstawowej prywatności, musi dochodzić do konfliktów i sporów, jednak w pewnym momencie przybierają one dziwny i zaskakujący scenariusz. Ponure tragedie zdają się znaczyć już nie tylko historię wyspy, ale również jej nielicznych mieszkańców. Atmosfera zagęszcza się, przemoc wysuwa się na pierwszy plan, śmierć nie do końca wydaje się być przypadkowa, gra pozorów wciąga każdego uczestnika zdarzeń, zaś zaufanie staje się deficytowym towarem. Nie brakuje jednak wplecionych w absorbującą fabułę ciepłych, romantycznych i marzycielskich nut, głębokiej więzi i szacunku człowieka wobec przyrody, wpasowania w naturalny cykl życia ekosystemu. Porywający debiut, zdecydowanie wart poznania, gdyż zapewnia satysfakcjonujące przeżycie czytelnicze.

    bookendorfina.pl

  4. 5 z 5

    :

    Miranda to fotograf wykonywujący swoją prace bardzo rzetelnie. Zdjęcia robione z jej rąk najczęściej dotyczą najdzikszej przyrody. Między nią a sprzętem widać dogłębne przywiązanie oraz pasję gdyż bohaterka nadaje imiona poszczególnym aparatom. Przez rok swojego życia zamieszkuję wyspę, która posiada niewiele miejsca. Dom, który dzieli wraz z sześcioma osobami to stara chata, której warunki nie przypominają zwykłego standardu. Ponadto wielu obstawia, ile czasu główna bohaterka zostanie na wyspie tydzień, dwa? Cóż, ku im zaskoczeniu Miranda to twarda kobieta!

    Jednak to nie wszystko, o nie!

    Wyspa stanowi raj dla mysz, które swym wyglądem przypominają multum ruszających się, szarych kamieni. W okolicy grasują również rekiny, których napady wydają się być szarą codziennością i nazbyt naturalną czynnością. Sama negatywna sceneria przedstawiona w książce działa na ludzką wyobraźnie dość sceptycznie jednak wydarzenia opisywane przez autorkę mrożą krew w żyłach.

    Książkę poznajemy z perspektywy Mirandy gdyż ona jest tu głównym a zarazem jedynym narratorem. Dzięki temu zabiegowi poznajemy dobrze główną bohaterkę oraz wspomnienia zapisane w pamięci jej rodziców. Pozostali bohaterowie stanowią dla nas tajemnice przez co całość wprawia czytelnika w poczucie grozy. Mimo, że bohaterowie tak naprawdę są dla siebie obcy w miejscu, jakim się znajdują nie ma mowy na prywatność. Gdy Miranda zostaje zaatakowana, każdy staje się podejrzanym.

    Powieść stanowiła dla mnie pozytywne odkrycie, miło było odpocząć od romansu i poczuć dreszczyk grozy na skórze. Przez całą książkę towarzyszyła mi spora dawka niepewności a zakończenia w żaden sposób nie byłam w stanie przewidzieć. Polecam każdemu, kto lubi się bać a przede wszystkim poznawać historie grozy, pełną niedomówień.

    Autorka: Abby Geni
    Tytuł: „Strażnicy światła”
    Wydawnictwo: Kobiece
    Data wydania: 17 marca 2017 rok
    Kategoria: Thriller, kryminał
    Moja ocena: 9/10

  5. 5 z 5

    :

    Miranda jest fotografem przyrody. Istnieje niewiele miejsc, w których jeszcze nie była. Za cel swojej kolejnej podróży wybiera Wyspy Farallońskie, raczej mało popularny archipelag na Pacyfiku. Kobieta przez jakiś czas musi zamieszkać z przebywającymi tam naukowcami. Wkrótce Miranda przekonuje się, że Wyspy Farallońskie to miejsce pełen niespodzianek, gdzie każdy dzień może przynieść coś zaskakującego. Nie tylko natura bywa przewrotna; szybko okazuje się, że również współlokatorzy mogą okazać się niebezpieczni.

    „Strażnicy światła” to debiut Abby Geni, amerykańskiej autorki. Na dodatek nie byle jaki, bo nowojorska księgarnia „Barnes & Noble” okrzyknęła tę książkę najlepszym debiutem 2016 roku. Taki tytuł robi wrażenie, a co za tym idzie – wymagania znacznie wzrastają. Muszę przyznać, że jak na pierwszą powieść „Strażnicy światła” to naprawdę świetnie napisana i sprawnie skomponowana historia. Ale czy mnie zachwyciła? Właściwie to… nie.

    To, co uderzyło mnie najbardziej po dotarciu do ostatniej strony, to wrażenie, jak gdyby powieść biegła stonowanym, niemal jednostajnym rytmem. Oczywiście są sceny pełne napięcia, nie mogłam się też powstrzymać od kilku emocjonalnych reakcji w trakcie czytania, jednak w ogólnym rozrachunku wydaje mi się, jakby główna bohaterka i zarazem narratorka podchodziła do całej historii z niemal chłodnym dystansem. Jej spokojne relacjonowanie kolejnych wydarzeń zdecydowanie przeważało nad bardziej dynamicznymi momentami. Czułam się trochę tak, jakby sędziwa już Miranda siedziała w fotelu naprzeciwko mnie i opowiadała największą przygodę swojego życia. Nie potrafię zdecydować, czy ten zabieg wzbudził we mnie miłe uczucia, czy jednak bardziej rozczarował.

    Samej kompozycji książki nie mam nic do zarzucenia. Autorka bardzo płynnie i obrazowo wprowadza czytelnika w akcję: możemy zatem towarzyszyć Mirandzie w podróży na Wyspy Farallońskie, przyglądać się, jak stopniowo przyzwyczaja się do tego miejsca, a co więcej – w międzyczasie poznajemy pewne fakty o jej rodzinie. Bardzo mnie ucieszyło, że fabuła nie kręciła się wyłącznie wokół tajemniczych wydarzeń na wyspach, ale ukazywała także szerszy kontekst, co ściśle łączyło się z główną bohaterką i motywacjami, którymi kierowała się w codziennym życiu. Kolejne karty były odkrywane stopniowo, bez zbędnego pośpiechu ani przesadnego przedłużania, choć trzeba przyznać, że większość „tajemnic” udawało mi się przewidzieć już na samym początku. Właściwie tylko jedna mała rzecz, wyjawiona już w samej końcówce, naprawdę mnie zszokowała. Reszta nie była specjalnie trudna do odgadnięcia. Jeśli spojrzeć na to z pewnej perspektywy, fabuła w „Strażnikach świateł” jest bardzo prosta, ale napisana w dobrym stylu i z dużym wyczuciem, dzięki czemu książka zyskuje, nawet jeśli wydaje się czasem banalna.

    Największym atutem powieści jest z pewnością samo miejsce akcji, bardzo egzotyczne, tajemnicze, nieco niepokojące i klimatyczne. Przyznaję bez bicia, że wcześniej nigdy nie słyszałam nawet o Wyspach Farallońskich, tymczasem tutaj nie tylko mogłam odczuć namiastkę panującej tam atmosfery, ale również dowiedzieć się kilku ciekawych rzeczy. Autorka bardzo zajmująco opisuje tamtejszą faunę. Kiedy byłam dzieckiem, dosłownie pochłaniałam programy przyrodnicze (chciałam zresztą zostać zoologiem), dlatego czytanie tej książki przypomniało mi o mojej fascynacji światem zwierząt. Opisy są niezwykle plastyczne, wpływające na wyobraźnię. Jednocześnie pisarka wyraźnie zaznaczyła, że natura może być nie tylko piękna, ale także niebezpieczna, o czym zdarza się zapominać nawet najbardziej doświadczonym. Do zarysowania miejscowej przyrody dołączyły legendy związane z wyspami. Nie powiem, stwarzało to naprawdę niepowtarzalny nastrój.

    Bohaterowie są maksymalnie różnorodni. Sama Miranda jest bardzo ciekawą postacią, wbrew pozorom nie taką jednoznaczną. Budziła u mnie raczej ambiwalentne uczucia, poprzez narrację pierwszoosobową mogłam poznać ją dość dobrze. Dalej mamy szóstkę naukowców, z którymi Miranda musiała zamieszkać: Mick, Forest, Andrew, Lucy, Galen i Charlene. Specjaliści w swoim fachu, a jednocześnie ludzie z krwi i kości o bardzo odmiennych charakterach. Możecie sobie tylko wyobrazić, co zaczyna się dziać, kiedy siedmioro ludzi musi wytrzymać ze sobą pod jednym, raczej ciasnym dachem.

    Jedna rzecz mi się nie zgadzała i do tej pory nie wiem, co miała oznaczać. Wśród legend dotyczących Wysp Farallońskich pojawiła się postać ducha zmarłej kobiety – i co najlepsze, duch ten zostaje przywołany później kilkukrotnie. Czytelnik mógł, chociażby przez kilka sekund, zastanawiać się, czy to widmo rzeczywiście istnieje. Podejrzewam, że autorce bardziej chodziło tutaj o wymiar symboliczny, że to nie był żaden wątek paranormalny, choć trzeba przyznać, że efekt bywał piorunujący.

    „Strażnicy światła” mają wiele zalet: ładny, oryginalny styl, prostą, ale sprawnie skonstruowaną fabułę czy idealne, szczegółowo zarysowane tło wydarzeń. Nie mogę jednak powiedzieć, żeby ta książka powaliła mnie na kolana. To naprawdę dobra powieść leżąca na pograniczu thrillera, jednak z całą pewnością czegoś zabrakło, przez co nie określę jej „hitem”. Warta uwagi, wciągająca – ale nie zachwycająca.

  6. 3 z 5

    :

    Tajemnicza, nieco fantastyczna okładka. Intrygująca stopka, która na pierwszy rzut oka wydawać by się mogła zapowiedzią świetnego kryminału. Takie były moje pierwsze spostrzeżenia dotyczące książki Abby Geni pt. „Strażnicy światła”. Nic jednak bardziej mylnego …

    Siedmioro ludzi. Jedna mała wyspa. Wyizolowane środowisko, ograniczona grupa, problemy z zaufaniem oraz bezwzględna, tylko pozornie losowa śmierć raptownie zbierająca żniwo… Strażnicy światła to thriller, który przedstawia świat dzikiej natury i spektakl grozy.
    Miranda jest fotografką natury, która została wysłana na zawodową misję. Jej zadaniem jest robienie zdjęć ukazujących piękno otaczającej przyrody maleńkiej wyspy. Towarzyszy jej jedynie sześciu osobliwych naukowców. Dzień po dniu, Miranda jest świadkiem niewiarygodnych wydarzeń; pogłębia swoje przywiązanie do egzotycznych wysp i… współtowarzyszy. Jednak mimo zażyłości, czuć dziwny niepokój w powietrzu – budzące lęk podejrzenia. Atmosfera robi się coraz gęstsza; słychać szepty o legendzie mówiącej, że miejsce ich zamieszkania zwie się „Wyspami Śmierci”… A z każdym kolejnym aktem przemocy robi się… duszno. I już każdy jest podejrzany o najgorsze.
    NIEWYMOWNA KOMPOZYCJA MONSTRUALNEGO NIEPOKOJU ORAZ TRWOGI, KTÓRĄ CZUJESZ, OGLĄDAJĄC SIĘ NIEUSTANNIE PRZEZ RAMIĘ.

    „Strażnicy światła” to jedna z tych nielicznych książek, których treść jest zupełnie inna niż wskazywałaby na to stopka oraz całkowicie różna od naszych wyobrażeń. Zapewne wielu z Was teraz pomyślało: „To bardzo dobrze. Umiejętność zaskoczenia czytelnika to duży plus”. Racja. Szkoda tylko, że autorka podążyła w zupełnie innym kierunku, skupiając się na rzeczach (dla mnie) mało istotnych a rzucając w kąt wątki, które można było ciekawiej rozwinąć …

    Sięgając po tą książkę, spodziewałam się tajemniczego, nieco mrocznego kryminału, z ewentualnym wątkiem fantastycznym. Nie brałam pod uwagę tego, że w moje ręce trafi … atlas przyrody. Siedemdziesiąt procent tej książki to ogromnie długie, czasem trochę nudne opisy życia ptaków, wielorybów, rekinów i fok. Pozostałe trzydzieści procent to jakieś minimalistyczne dialogi i „rozwój akcji”…

    Osobiście dla mnie, fabuła jest momentami strasznie nudna. Autorka nie do końca wykorzystała potencjał niektórych wątków. Po przeczytaniu jednej trzeciej książki zastanawiałam się czy ktoś nie pomylił opisów i nie zamieścił przypadkiem błędnego streszczenia z tyłu okładki. „(…)zostaje zaatakowana”, „(…) znaleziony martwy”, „pojawiają się kolejne akty przemocy” – takie opisy jednak do czegoś zobowiązują. W tym przypadku, dopiero po przeczytaniu ponad stu stron coś zaczęło się dziać … I gdy w mojej głowie zaczęła tlić się iskierka nadziei na rozwój wydarzeń, autorka po kilku stronach podawała mi na tacy kolejną stu stronnicową dawkę opisów życia zwierząt.

    Najdziwniejsze dla mnie było zakończenie. Niby zaskakujące, ale czegoś w nim zabrakło. W mojej głowie wciąż jest wiele pytań, na które nie znalazłam odpowiedzi podczas czytania tej książki. W książce był tylko jeden watek, który z pewnością zapadnie mi długo w pamięci – mimo iż złamał mi serce i nie do końca rozumiałam dlaczego autorka postąpiła tak, a nie inaczej. Więcej na ten temat nie mogę powiedzieć, gdyż prawdopodobnie zespojlerowałabym Wam całe zakończenie.

    „Strażnicy światła” są debiutem Abby Geni. Autorka tą powieścią nie do końca mnie do siebie przekonała, choć oczywiście nie oznacza to, że w przyszłości nie sięgnę po jakąś inną pozycję jej pióra. Jest to historia, która z pewnością spodoba się osobom kochającym naturę, zwierzęta i dzikość przyrody. Mnie niestety ta książka ogromnie nudziła i nie będę ukrywać, że często się po prostu męczyłam podczas jej czytania. Jednak komuś z Was może przypaść do gustu …

    Moja ocena: 5/10

    kochajacaksiazki.blogspot.com

  7. 4 z 5

    :

    Przyroda zazwyczaj nas zachwyca, sprawia, że dostrzegamy piękno ukryte we wschodach i zachodach słońca, w małych zjawiskach, w pięknych kolorach, w zapachach. Jednak jak piękna potrafi ona być niebezpieczna, nieprzewidywalne, bezkompromisowa, brutalna. I bardzo często zabiera to co dała…
    O tym wszystkim już wkrótce ma się przekonać Miranda, która przybędzie na Wyspy Farallońskie, aby przez cały rok fotografować tutejsza przyrodę. Obiektem jej pracy bedą przeróżne zwierzęta morskie – ptaki, foki, ryby itp.
    Wraz z nią na wyspie będzie jeszcze sześć osób – biolodzy, który zajmują się badaniem fauny zamieszkującej wyspy.
    Jednak bardzo szybko okaże się, że miejsce, które miało byc dla dziewczyny bezpieczne, wcale takim nie jest. Wszystko zmieni się w dniu kiedy Miranda zostanie zaatakowana przez jednego z biologów, później ktoś zostanie martwy. Komu tak na prawdę będzie można zaufać?

    Książka przenosi nas do bardzo surowego świata przyrody, bardzo często wręcz brutalnego. Nasi bohaterowie nie mogą ingerować w życie na wyspie. Kiedy jakieś zwierze umiera nie wolno mu pomóc – słabszy osobnik musi zostać wyeliminowany – takie są prawa panujące w tym świecie, które trzeba zaakceptować, którym trzeba się podporządkować.
    Miranda, która należy do wrażliwych osób bardzo trudno oswaja się z tą rzeczywistością. Świat, który tutaj poznała zachwycił ją, był dla niej zawodową inspiracją, miał być bezpiecznym zakątkiem, jednak bardzo szybko okazało się, że łzy stale towarzyszą temu miejscu.
    Złowrogie myszy, rekiny, agresywne mewy, mgła unosząca się nad wyspą powodują bardzo surową scenerię, klimat, który jeży włos na głowie, który mrozi krew w żyłach.
    Sylwetki biologów są tajemnicze, nie do końca poznajemy ich plany, zamiary. Jedni sprawiają, że trzymamy ich na dystans, inni od samego początku zyskują naszą sympatię. Każda z osób obecnych na wyspie ma jednak w tej historii swoją rolę do wykonania.
    Pomysł na fabułę fajny – coś innego. Jak na debiut powiało świeżością. Opisy przyrody oddają klimat wyspy. Miejscowe legendy dodają dreszczu tej historii.
    Okładka – na pewno przyciąga wzrok, na pewno owiana jest tajemnicą, na pewno kusi.
    Ostatnio trafiam na książki, w których dominuje przyroda. Nie wiem czy robię to świadomie czy nie, ale chyba potrzebuję zmienić trochę klimat. Zdecydowanie ten zabieg jest na plus.
    Jednak tym razem poznajemy drugą stronę „medalu”, tą bezwzględną i złowrogą. Mroczną i nieprzewidywalną. Macie na tyle odwagi aby wyruszyć z Mirandą na Wyspy Faralońskie?

  8. 3 z 5

    :

    Realia książki są osadzone na Wyspach Farallońskich, skalistym archipelagu niedaleko wybrzeża kalifornijskiego. Mała, dzika przestrzeń, potężne wiatrzyska, zimna woda oraz niebezpieczne zwierzęta. A do tego miejscowe legendy dotyczące umarłych. To wszystko zdaje się być idealną podkładką dla zbliżającego się niebezpieczeństwa. Ten pomysł spodobał się niezwykle, gdyż nie ma nic lepszego jak prawdziwe łono natury i sensacja, ale samo wykonanie i styl pisania niekoniecznie przypadły mi do gustu. Mimo wcześniejszych zapewnień, w książce prawie w ogóle nie pojawia się owa „klątwa”, a tekst zawiera za dużo zbędnych i ciągnących się opisów, rzeczy.

    Abby Geni wykreowała jednak całkiem udaną bohaterkę i paru jej towarzyszy. Miranda kocha fotografować naturę i pragnie uwiecznić na zdjęciach piękno Wysp. Dziewczyna jednak nie może pogodzić się ze swoją przeszłością, przez którą ciężko jest jej żyć normalnie. Archipelag sprawia, że w końcu udaje się jej to przezwyciężyć. Ale oprócz niej na wyspie przebywa sześciu biologów, którzy nad wszystko stawiają sobie zasadę nieingerencji w działalność przyrody. Tu nie ma miejsca na uczucia, są tylko fakty. Przez takie usposobienie pomiędzy mieszkańcami panują bardzo napięte stosunki, które jeszcze bardziej podkreślają napiętą atmosferę książki.

    Strażnicy Światła to książka, która pomimo ciekawych realiów zawiodła mnie. Przed przeczytaniem liczyłam na dawkę naprawdę dobrego thrillera, ale wielka tajemnica, która miała się pojawić, nie została zawarta, a fragmenty lektury były czasem dla mnie uciążliwe przez swoją niepotrzebną objętość. Gdybym chciała może znalazłabym parę plusików, ale książkę uważam za (bardzo) średnią.

    Można przeczytać, odłożyć na półkę i zapomnieć.

    Recenzja pochodzi z http://filizanka-ksiazkoholika.blogspot.com

  9. 5 z 5

    :

    Od czego by tu zacząć. Hmmm.. Trudno opisać książkę, która podbiła nasze serca w 100%. Opisy hipnotyzujące, intrygujące, że z każdym kolejnym zdaniem, a nawet słowem chce się czytać więcej, więcej i jeszcze więcej *_*
    Styl jak na debiut – mistrzowski, niespotykany.
    Inne thrillery zazwyczaj zniechęcały mnie zbyt krwawymi i obrzydliwymi opisami, które sprawiały, że książki lądowały w kącie.
    Lecz ten mimo łagodniejszych opisów sprawił, że moje serce i tak biło szybciej, że nie miałam zawahań aby ją odłożyć, wciągała jak żadna inna *_* – Lila
    Czytając książkę z łatwością utożsamicie się z główną bohaterką, która nie potrafi zapomnieć o swojej przeszłości. Opisy miejsc bardzo realistyczne, że czujesz jak byś tam był.
    Książka, która zostanie długo w naszej pamięci i na pewno to nie był ostatni raz z tą książką, z pewnością do niej wrócimy
    Pozytywne zaskoczenie co do książki i autorki w 100% Polecamy!!!

  10. 4 z 5

    :

    Wyspy Farallońskie, zwane także Wyspami Umarłych, to skalisty archipelag położony na Oceanie Spokojnym. To chroniony rezerwat przyrody, w którym pory roku zastąpiły sezony panowania różnych gatunków – na Wyspach występuje sezon rekinów, wielorybów, fok oraz ptaków. Natura nie jest tu przyjazna – ciągły chłód, smagający wiatr, uporczywa wilgoć i stała obecność drapieżników sprawiły, że wielu ludzi straciło życie na Wyspach Farallońskich. Wielu zaginęło bez śladu. Jednak piękno i tajemniczość Wysp przyciąga. Czające się wszędzie niebezpieczeństwo nie pomniejsza magnetyzmu tego miejsca. Wyspy Umarłych skusiły także Mirandę, główną bohaterkę powieści „Strażnicy światła” autorstwa Abby Geni.
    Miranda jest fotografem przyrody. Osobista tragedia popchnęła ją do ciągłego podróżowania po świecie i uwieczniania natury na profesjonalnych ujęciach. Kobieta przybywa na Wyspy Farallońskie jako siódmy stały rezydent, dołączając do grupy sześciu stacjonujących tu biologów. Niedługo po swoim przyjeździe Miranda zostaje brutalnie zaatakowana przez jednego z współlokatorów. Kilka dni później mężczyzna ginie, a jego śmierć staje się początkiem serii makabrycznych wypadków. Czy na pewno wszystkie były przypadkowe?
    „Strażnicy światła” to powieść z wyjątkowo silnym, niezwykłym klimatem. Z niemal każdego zdania bije aura Wysp Farallońskich, ich groza i niebezpieczeństwo, ich brutalność i nienawistność. Poczucie pustki i odosobnienia, które towarzyszy bohaterom książki, oplata także czytelnika. Na skórze czuje się porywisty wiatr, do uszu dobiegają krzyki fok i ptaków, a do nozdrzy słony zapach morza. Zewsząd otacza nas niepokój, świadomość zagrożenia. Mimo wszystko dajemy się porwać Wyspom Umarłych, dajemy się porwać ich klimatowi i całkowicie się w nim zatracamy.

    Abby Geni zachwyca pięknymi opisami przyrody. Bezwzględne polowania rekinów, majestatyczność wielorybów i czarujące focze szczenięta pozwalają spojrzeć na Wyspy Farallońskie oczami ich rezydentów. Pozwalają dostrzec zjawiskowość natury, nawet tej najbardziej niebezpiecznej. Nie chcemy niczego w niej zmieniać, nie chcemy jej łagodzić. Bezwiednie stajemy się tacy, jak bohaterowie powieści – bierni obserwatorzy, którzy nie mogą ingerować. Mogą tylko patrzeć i chłonąć niezwykłość Wysp.

    Tyle tylko, że w tym pięknym, wyjątkowym miejscu niewiele się dzieje. Akcja książki rozwija się powoli, bardzo powoli. Nieliczne momenty żywszych wydarzeń są mało emocjonujące i występują zbyt rzadko. Być może sama się oszukałam, spodziewając się wciągającego thrillera z wartką akcją, ale jestem trochę zawiedziona. „Strażnicy światła” noszą rysy dreszczowca, jednak moim zdaniem nie są nim w pełnym znaczeniu tego słowa. Za mało w nich energetycznego działania, a fabuła jest nieco rozwleczona. Możliwe, że zbytnie przyspieszenie akcji wypłynęłoby niekorzystnie na aurę Wysp Farallońskich, ale takie rozciągnięcie to chyba przesada w drugą stronę. Zdradzę jednak, że niedosyt rekompensuje nieco zakończenie, które mocno zaskakuje i spełnia warunki rasowego thrillera.
    Surowa i nieprzystępna natura, zdradliwe morze i czające się wokół niebezpieczeństwo – to właśnie „Strażnicy światła” Abby Geni. Powieść, która oczarowuje niesamowitym klimatem oraz fascynującą przyrodą, ale też nieco nuży mało dynamiczną fabułą. Jest piękna, lecz jednostajna, wyjątkowa, lecz trochę spowolniona. Mimo wszystko uważam, że warto po nią sięgnąć – dla cudownych opisów, dla absolutnie wyjątkowego nastroju, ale wiedzy z zakresy biologii oraz dla wyrobienia własnej opinii.

  11. 3 z 5

    :

    Miranda jest fotografką natury. Przypłynęła na wyspę, aby zrealizować swoje największe pragnienie- fotografowanie surowej natury na własną rękę. Towarzyszy jej sześcioro naukowców. Z dnia na dzień, kobieta zakochuje się w tym osobliwym miejscu. Bardzo szybko również zżywa się z mieszkańcami wyspy. Niestety nie może czuć się bezpieczne, bowiem zostaje napadnięta we własnym pokoju przez jednego ze współlokatorów. Niebawem ten sam człowiek tonie w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. W powietrzu unosi się dziwny niepokój, a wśród mieszkańców czuć swoiste napięcie. Atmosfera robi się coraz gęstsza. Z każdym kolejnym aktem przemocy robi się duszno. A każdy jest podejrzany o najgorsze.

    Na kartach powieści poznajemy wydarzenia obecne- czas spędzony na wyspie, towarzyszące temu wydarzenia, piękne widoki, fascynujące zwierzęta, oraz wspomnienia Mirandy- śmierć matki, obojętność ojca, pierwsze chwile z aparatem w ręku. Nie brak również refleksji bohaterki nad obecnym życiem jak i przeszłością. We wszystkim przewija się śmierć matki i jej nieobecność. I muszę przyznać, że to chyba jedno z niewielu rzeczy, które tak pochłonęły mnie w tej książce. Pozostałymi były te fragmenty, gdzie można było w nich spotkać Micka, mojego ulubionego bohatera i Olivera, złośliwą ośmiorniczkę.

    Pozostałe fragmenty, pomimo, że barwne w opisy, nie zainteresowały mnie. Może to dlatego, że wyspa, choć magiczna, nie zrobiła na mnie tak wielkiego wrażenia, jak na głównej bohaterce, a może dlatego, że nie polubiłam pozostałych bohaterów powieści. Lucy była dosyć dziwną bohaterką, początkowo energiczną, potem bardziej ponurą. Andrew z kolei nie pozwolił poznać się od tej dobrej strony. Charelene od początku niezbyt ufałam, a Forest był niezbyt wyróżniający się. Pod koniec polubiłam trochę Galena, kiedy poznałam jego historię, a także na końcu, kiedy okazało się, że znał wszystkie tajemnice wyspy… Nikt jednak nie zrobiła na mnie takiego ważenia jak Mick.Był on człowiekiem bardzo pogodnym. Okazał się godnym, wiernym i oddanym przyjacielem. Miranda nie była aż tak bliska mojemu sercu, jednak również ją polubiłam i współczułam w trudnych chwilach.

    Fabuła powieści rozwija się stopniowo. Jednak delikatny strach i lekki dreszczyk niepokoju towarzyszą czytelnikowi przez cały czas. Na wielkie uznanie zasługuje również okładka. Taka niezwykła, tajemnicza, zachwyca prostotą.

  12. 3 z 5

    :

    Miranda to doświadczona fotograf przyrody. Pracowała w najbardziej ekstremalnych warunkach w różnych zakątkach Ziemi. Niemniej nawet dla niej Wyspy Farallońskie stanowią nie lada wyzwanie. Przez rok całkowitego odcięcia od cywilizacji za jedynych towarzyszy będzie miała szóstkę naukowców biologów i żyjące na wyspach dzikie zwierzęta. Fizyczne niedogodności z pewnością da się znieść, ale czy Miranda opuści wyspy będąc taką samą osobą, jak w dniu przybycia?

    Całość recenzji dostępna pod adresem: http://zapach-ksiazek.pl/straznicy-swiatla/

Dodaj opinię

Rozwiąż : *
12 + 13 =


Masz coś do przedyskutowania?